Zachodnie wybrzeże USA - CZĘŚĆ III Arches, Death Valley i Sequoia National Park
 AUTOR: bopa  /  przeczytano: 2382 razy
 
 

Po noclegu niedaleko Bryce Canyon,  ruszyliśmy w kierunku Arches National Park. Jechaliśmy autostradą nr 70 na wschód, a krajobraz dokoła zaczynał przypominać marsjańskie widoki z filmów science - fiction.  Za oknami widać było ogromne, wysokie skały w kolorze czerwonym, żółtym i pomarańczowym, u podnóża których leżały usypiska kamieni. Pomiędzy skałami widać było tylko kamienną pustynię. Przy autostradzie widzieliśmy znak drogowy wskazujący, odległości pomiędzy stacjami benzynowymi ponad 100 kilometrów. Wszystko to sprawia wrażenie, jakbyśmy wylądowali na innej planecie. Temperatura w maju sięga tu powyżej  stopni 30 stopni celsjusza, a w lipcu nawet ponad 40. Muszę jednak przyznać, że to najbardziej oryginalna droga, jaką miałam szansę jechać.

1
Autostrada nr 70 - kosmiczny krajobraz

2
A w oddali tylko kamienna pustynia

Nocleg mieliśmy zaplanowany w Green River. Opinie dotyczące hotelu na stronie internetowej, były całkiem przyzwoite. Skręciliśmy z autostrady w boczną drogę i dojechaliśmy do znaku "Green River". Co zobaczyliśmy? Stację benzynową w samym środku marsjańskiego krajobrazu, obok fast food, czyli na szczęście dotarła tu cywilizacja. Na stacji benzynowej tankował motocyklista bardzo przypominającego członków zespołu ZZ Top. Miał długą brodę, a ubrany był w wytarte skórzane spodnie i kurtkę. Na głowie hełm, przypominający raczej bohaterów serialu o Hansie Klosie. Po zatankowaniu udaliśmy się w kierunku hotelu. Green River nie przypomina ani trochę turystycznych miejscowości, które znamy z widokówek. Opuszczone domy, odrapane ściany i wszechogarniająca pustka. Po zameldowaniu w recepcji, zaparkowaliśmy samochód na parkingu przed hotelem i zobaczyliśmy przed nami ogromny znak "Samochód zostawiasz na własną odpowiedzialność".  Niedaleko był ogrodzony zmknięty dla turystów basen, w którym leżały jakieś stare zniszczone stołki i krzesła.  Gdy siedzieliśmy w samochodzie nie bardzo wiedząc, tak właściwie, czy wysiąść czy nie, obok nas baaardzooo wolno przejechał "pickup" z dwoma panami, którzy nie wyglądali raczej na członków miejscowej szkółki parafialnej. No i moja wyobraźnia zaczęła działać, powiem szczerze, że lekko spanikowałam. Widziałam już nas  w kadrach z takich filmów jak "Siedem", czy "Piła". Ale ponieważ mieliśmy już zapłacony pobyt, więc zdecydowaliśmy się wejść do pokoju. Pokój był na prawdę czysty i nawet dość ładny. Gdyby nie 2 dziury po papierosach w zasłonach i napis na drzwiach, żeby zamknąć dokładnie wszystkie zamki i że pozostajemy tu na własną odpowiedzialność, można by nawet rzec, że całkiem standardowe dwie gwiazdki. Przeżyliśmy oczywiście tę noc w hotelu. Rano okazało się, że w hotelu nocuje jeszcze kilkanaścioro turystów, ale muszę przyznać, że najadłam się strachu.

3
Stacja benzynowa w Green River

Rano wyjechaliśmy z Green River i ruszyliśmy w kierunku Arches National Park. Park zwiedzaliśmy samochodem. Za oknami co chwilę ukazywały się ciemne, pomarańczowe i czerwone skały, o różnych kształtach. Niektóre przypominają słupy, inne maczugi, widzieliśmy też ogromny kamień, który leży na dość wysokiej skale i wydaje się, że zaraz przechyli sie na którąś stronę i spadnie w dół. Nazywa się on w wolnym tłumaczeniu "balansująca skała". Wreszcie dojechaliśmy do parkingu niedaleko najbardziej znanych form, od których pochodzi nazwa parku, czyli łuków. Jak wyczytałam na stronie internetowej parku, za powstanie tych fantastycznych form skalnych jest odpowiedzialna woda, lód, skrajne temperatury i podziemne ruchy solne. To erozja i specyficzne warunki atmosferyczne stworzyły krajobraz, który możemy teraz podziwiać.

4
Arches National Park

5
widok na park narodowy i niesamowite skalne twory

6
Arches National Park

7
Arches National Park

8
Arches National Park

9
Tak powitała nas wiosna w parku

10
Arches National Park

Po zwiedzeniu Arches National Park, wróciliśmy do LV na jeden nocleg. Nocleg bez zwiedzania i grania, za z praniem i odsypianiem. Kolejnego dnia wyruszyliśmy w kierunku doliny śmierci "Death Valley". Napotkani przez nas w Antelope Canyon Polacy ostrzegali, żeby nie zwiedzać tego parku, z uwagi na bardzo wysokie temperatury, które tam panują. Roztoczyli przed nami wizję samochodu z gotującym się silnikiem, brakiem wody pitnej i możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym (podobno nie działają tam telefony).

To może dwa słowa o telefonach, warto zakupić sobie kartę telefoniczną w USA, z którą połączenia wewnątrz Stanów są zdecydowanie tańsze, niż gdybyśmy chcieli dzwonić z polskiego numeru. 

Cóż perspektywa zwiedzania Death Valley nie wydawała się zbyt przyjemna. Ale na szczęście mój "rodzinny emigrant", do którego zadzwoniliśmy po radę, powiedział nam, że w maju takich sytuacji nie będzie, i że jeżeli chcemy coś zwiedzić to nie powinniśmy słuchać rad innych tylko po prostu jechać dalej. Tak też zrobiliśmy i miał rację. W maju temperatury sięgają tu co prawda powyżej 30 stopni, ale zdecydowanie nie jest najgorzej, a telefony działają bez problemu. W niektórych miejscach parku są znaki informujące, żeby wyłączyć klimatyzację żeby nie przegrzać silnika. Było warto.

11
Death Valley

W Dolinie Śmierci znajduje się najniżej położony punkt w USA. Jadąc przez Park widzimy całe pola soli i unoszący się nad nimi rozgrzane powietrze. Jadąc dalej można zobaczyć kolorowe pagórki: beżowe, żółte, czerwonawe, zielonkawe. Jest tam miejsce nazywane "Paleta Artysty", ponieważ z punktu widokowego pagórki wyglądają dokładnie jak taka właśnie paleta. Nazwa parku jest związana z osadnikami, którzy wyruszyli w XIX wieku na te tereny, ogarnięci "gorączką złota", jednak ze względu na ciężki do osiedlenia się teren i panujące tu bardzo wysokie temperatury, wielu z nich nie udało się przeżyć. Podobnie jak całe Stany, tak i to miejsce jest pełne kontrastów. Na środku pustyni wybudowano ekskluzywny hotel, który wygląda trochę jak oaza z palmami. Wyjeżdżając z Doliny Śmierci natknęliśmy się jeszcze na piaskowe wydmy, nad którymi unosiły się wiry z unoszacego się piasku, robiło to na prawdę niesamowite wrażenie.

12
Najniżej położone miejsce w USA

13
Paleta artysty

14
Wydmy w Death Valley

15
Hotel w środku pustyni

Kolejny punkt wycieczki to Sequoia National Park. Jak sama nazwa wskazuje jest to park, w którym rosną sekwoje. Tylko, że są podobno największe na świecie. Najbardziej znana sekwoja nosi nazwę Generała Shermana. W głąb parku dojechaliśmy krętą drogą, która pięła się dookoła góry. Samochód pozostawiliśmy na parkingu dla turystów. Dojście do najbardziej znanych sekwoi jest bardzo łatwe, prowadzą do nich wybetonowane ścieżki, które z łatwością pokona nawet niezbyt wprawny turysta.

16
Sequoia National Park

17
Szlak Generała Sherman'a

18
Sequoia National Park

19
Sekwoje

20
Sekwoja w przekroju

21
Sekwoje

22
Sekwoje

23
Sequoia National Park



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!