Zachodnie wybrzeże USA Częśc II - Grand Canyon, Antelope Canyon, Horseshoe bend oraz Bryce Canyon
 AUTOR: bopa  /  przeczytano: 5279 razy
 
 

Opuściliśmy LV i co dalej czy jechać w prawo, czy w lewo?  Tu na szczęście pomocny był pożyczony przez „rodzinnego emigranta” GPS. Ja miałam na tyle szczęścia, że nie musiałam kierować – ubezpieczenie samochodu na jedną osobę.

A dlaczego szczęście? Bo mogłam wszystko dokładnie oglądać i pstrykać zdjęcia.

Co z wypożyczeniem samochodu? Okazuje się, że jest różnie. My pożyczyliśmy przez stronę internetową jeszcze z Polski, tylko wcześniej zapytaliśmy, czy na polskie prawo jazdy taką operację „wypożyczenia” można będzie przeprowadzić i na szczęście odpowiedzieć była pozytywna. Samochód odebralismy w LV. Proponuję zapytać, gdyż np. w Chicago w niektórych wypożyczalniach polskiego prawa jazdy nie respektują. Na wszelki wypadek wzięliśmy również międzynarodowe prawo jazdy wyrobione jeszcze w Polsce. Warto postarać o takie prawo jazdy, chociażby dla samego faktu jego posiadania. Jeżeli wiecie jak wygląda dzienniczek ucznia, albo książeczka oszczędnościowa z lat 80-tych, to międzynarodowe prawo jazdy wygląda bardzo podobnie. Dane wpisywane są na maszynie, a oprawka jest w kolorze brudno - niebieskim zeszytu szkolnego. Zdecydowanie jest to prawo jazdy „na miarę naszych możliwości”.

Zwiedzanie parków narodowych najlepiej zacząć od ….. skontaktowania się z prowadzącym portal “interAmeryka”, który może pomóc zaplanować zwiedzanie USA (pomógł nam odnaleźć ciekawe miejsca, które można zwiedzić i odpowiadał na wszystkie pytania) oraz od zakupienia rocznej karty wstępu do parków narodowych. Zakup takiej karty jest korzystniejszy niż pojedyncze wejścia i nawet w przypadku, gdy ktoś ma dwa tygodnie na zwiedzanie, tak jak my mieliśmy, to i tak jest to bardzo dobre rozwiązanie. Taką kartę zakupiliśmy w punkcie informacyjnym przez wjazdem do parku narodowego Grand Canyon. W każdym odwiedzonym przez nas parku narodowym był punkt informacyjny, z którego można wziąć przewodniki, dowiedzieć się na temat historii każdego z parków. Trzeba przyznać, że organizacja jest na prawdę godna naśladowania.

1
Grand Canyon widok z góry

Do Grand Canyon podjechaliśmy od  strony południowej (Southern Rim). Niestety ze względu na fakt, że mieliśmy mało czasu i zaplanowany czas prawie co do godziny spędziliśmy tam tylko połowę dnia. A w Grand Canyon jest co robić, można np. zejść lub wlecieć helikopterem w głąb kanionu. Chociaż dla turystów „z niedoczasem”, takich jak my, teren jest tak dobrze zorganizowany, że można przejechać samochodem wszystkie najważniejsze miejsca widokowe.

Zobaczyliśmy Grand Canyon "z góry", z kilku punktów widokowych, a następnie udaliśmy się na nocleg do Flagstaff. I tu nastąpiło miłe zakończenie wieczoru …. HAMBURGERY w małej knajpce, pełnej czarno-białych zdjęć z "dzikiego zachodu". Burgery jadłam od tej pory codziennie. Kiedy około dnia 5 chciałam sobie zamówić coś innego zostałam zapytana przez P, czy nie jestem czasami chora ;). Moim zdaniem, warto spróbować „jedzenia tubylców”, zwłaszcza, że w małych knajpkach burgery są zupełnie inne niż te z sieciówek i ja osobiście je uwielbiam.

2
Grand Canyon z tarasu widokowego

3
Grand Canyon

Następnego dnia wyruszyliśmy w stronę Antelope Canyon, niedaleko Page. Zarezerwowaliśmy sobie wcześniej bilety (przez stronę internetową) na zorganizowaną wycieczkę żeby wejść do środka kanionu. Ja, kiedy widziałam zdjęcia
z tamtego miejsca wyobrażałam sobie, że będzie to wyprawa kameralna, że będzie można w spokoju „popstrykać” zdjęcia, ponapawać się pieknem skał, ale nic bardziej błędnego. Można wykupić sobie wycieczkę dla fotografów, ale z tego co widziałam właściwie lepiej nie jest to zorganizowane. Zacznę więc od początku, wpuszczają taką około 15 osobową wycieczkę do wnętrza kanionu, gdzie są już trzy, albo cztery takie wycieczki i … przewodnik prosi, żeby szybciutko robić zdjęcia. Najśmieszniejsze, że przewodnik, najpierw robi zdjęcia swoim telefonem, następnie pokazuje jak wyszły, a potem pyta, czy ktoś chce mieć takie samo. Jeżeli tak,  to trzeba je zrobić z tego samego miejsca. Sypią piaskiem, żeby ujęcia były lepsze, a wszystko to w szaleńczym tempie. Moje wyobrażenie o spokojnej kontemplacji piękna przyrody z aparatem w dłoni, spełzło więc na niczym. Warto wybrać się na poranne wycieczki kiedy słońce jest jeszcze wysoko, ponieważ wychodząc ze środka kanionu około godziny 12 - 13 światło do robienia zdjęć nie było już najlepsze.

4
Antelope Canyon przepiękne kolory skał

5
Antelope Canyon - piaskiem do góry co prawda rzucali przewodnicy, ale efekt jest

6
Antelope Canyon

7
Antelope Canyon

8
Antelope Canyon

Przy okazji poznaliśmy przesympatycznych Polaków, którzy uświadomili nam, że całkiem niedaleko od Page znajduje się Horseshoe  bend i byłoby niepowetowaną stratą nie zobaczyć tego cudu natury (za co jestem im bardzo wdzięczna). Horseshoe bend to przypominające końską podkowę zakole rzeki Kolorado. Samochód można zostawić na parkingu, a potem już tylko jakieś 15 minut podejścia i już jesteśmy na miejscu.

9
Horseshoe bend widok z krawędzi

10
Horseshoe bend dom w zakolu rzeki

Kolejny dzień to zwiedzanie Bryce Canyon. Po drodze jeszcze spotkaliśmy prawdziwego Indianina sprzedającego biżuterię. Jak wyglądają współczesni Indianie. Nie byłam w rezerwacie, ale ten miał na sobie koszulkę, dres i adidasy. Nie przypominał tych, których pamiętam z książek Karola May'a. Ja oczywiście zachwycona rzuciłam się w wir wybierania prezentów. Na szczęście mój zapał został schłodzony przez P, który stwierdził, że jeszcze takich Indian możemy spotkać wielu po drodze i że biżuteria wygląda dość tandetnie hm.. co do jakości biżuterii byłam jednak innego zdania. W końcu wybrałam 2 bransoletki, i jeszcze kupiliśmy 6 „łapaczy snów” (moje wolne tłumaczenie Dream Catchers ;) ) dla rodziny i znajomych, że będą to takie oryginalne pamiątki kupione od Indian. „Łapacze snów” mają kształt okręgów, są okręcone skórką, w środku mają siatkę, a do okręgu podoczepiane są piórka i koraliki. Łapacze mają za zadanie nie mniej, nie więcej, tylko … łapać sny. Złe sny zostają na siatce, a te dobre są przepuszczane przez dziurkę w środku takiego łapacza. I tu śmieszna historia, bo kiedy wróciliśmy do Polski to takie same „łapacze snów” sprzedawano na święcie Saskiej Kępy, a sprzedający nie wyglądali na Indian.

11
Na tym parkingu spotkaliśmy prawdziwego Indianina. Wszędzie nawet na największym odludziu są amerykańskie flagi.

Jadąc drogą do Bryce Canyon mija się Red Canyon. To taki przedsmak tego, co czeka nas za jakieś 40 minut.

12
Red Canyon

13
Red Canyon

14
Red Canyon

Bryce Canyon to jedno z moich ulubionych miejsc naszej wycieczki. Do kanionu podjeżdżamy od góry. Potem dla turystów słabszych fizycznie jest u góry kilka punktów widokowych, ja proponuje jednak zejście w dół. Jak się doczytałam na stronie internetowej Parku Narodowego, Bryce Canyon jest częścią wschodniej krawędzi płyty Paunsaugunt, która stanowi część płyty Colorado. Widok z góry jest niesamowity. Mamy więc przed sobą swoiste amfiteatry zbudowane ze skalnych iglic (z góry przepraszam nie znam ich dokładnej geologicznej nazwy). Po angielsku nazywa się je „hoodoos”. Jest legenda, która mówi, że mieszkający na tym terenie ludzie nie podobali się kojotowi, który zamienił ich właśnie w „hoodoos”. I tak stoją teraz, w czasie zimy w mrozie i śniegu i lecie w czasie bardzo wysokich temperatur, nie mogąc się ruszyć. Zejście w dół kanionu nie jest trudne, a przejście dnem jedną z krótszych tras i wyjście do góry zajmuje około 4 godzin. Przechodzimy tu przez piękne ogrody zbudowane z „hoodoos”, jest nawet Królowa Wiktoria – hoodoo przypominający z boku królową w pięknej balowej sukni.

15
Bryce Canyon widok z góry

16
Bryce Canyon

17
Szlak w Bryce Canyon


19
Królowa Wiktoria

20
A tak do porządku przywołuje się w USA psy i ich właścicieli

21
Bryce Canyon widok z Inspiration Point



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!