WYSPA KONTRASTÓW - Ibiza 2013
 AUTOR: kukielka  /  przeczytano: 1940 razy
 
 

Miesiąc przed wyjazdem w mojej głowie rodzi się następująca myśl: polskie wakacje –  z biurem podróży, all inclusive (czyli nielimitowane drinki), plaża i basen. Totalny relaks, zero zwiedzania – w końcu tam nie ma czego zwiedzać. Imprezy – nieee, za drogo, aż takimi imprezowiczami nie jesteśmy... :-)
Dzień przed wyjazdem zaczynam się zastanawiać nad tym, czy nie zanudzę się na śmierć leżąc cały tydzień na plaży? Może jednak spakuję kilka „wyjściowych” bluzek i buty na obcasie, i może cienie do powiek??? Tak na wszelki wypadek, gdyby wejściówki do klubów nie były aż tak drogie…

Przemyślenia pierwszego dnia pobytu: fajnie tu :-), będę codziennie wieczorem siadać przy kieliszku sangrii i spisywać wrażenia na bieżąco. Tym sposobem nic mi nie umknie. Może powstanie „relacja życia”. Tak na marginesie, nie mam pojęcia co miało być w tej relacji skoro plan był prosty - odpoczynek :).

Przemyślenia w drodze powrotnej do Warszawy: nie było czasu na pisanie relacji, nie było czasu nawet na sen!!!

A teraz od początku…

1
Panorama starego miasta w Ibizie z drugiej strony portu.

Dlaczego Ibiza? Po pierwsze jest dość blisko. Po drugie nie ma tam zbyt wiele do zobaczenia, więc spędzimy wakacje „po kosztach”. Ten wyjazd był nieujęty w rocznym budżecie. Pomysł powstał z potrzeby chwili – nastąpiło znaczne zmęczenie materiału. Wybraliśmy miejsce w miarę tanie, gdzie nie będziemy narażeni na wielkie koszty. I oczywiście coś co wykracza poza wyliczankę – tu mówią po hiszpańsku :-). Wszystko było zaplanowane, a raczej nic nie było zaplanowane – i to właśnie niezaplanowanie było zaplanowane :-). Pierwsze wakacje bez harmonogramu, zakupionego 3 miesiące wcześniej przewodnika i wynajętego samochodu. Plan zaczynał jednak brać w łeb już na 2 godziny przed wylotem, gdyż tuż po przyjeździe na lotnisko okazało się, że lot jest opóźniony o 4 godziny z powodu usterki samolotu. Kasa w portfelu zaczęła więc znikać już na strefie bezcłowej. Pozwolę sobie tutaj zaznaczyć, że wbrew powszechnie panującej opinii, niemieckim biurom podróży też zdarzają się wpadki. Opóźnienie można uznać za przypadek losowy, ale informowanie klientów o międzylądowaniu na innej wyspie dopiero po zakupie wycieczki, trzeba już uznać za celowy zabieg. 

Międzylądowanie na Majorce zajęło 1,5 godziny! Tankownie, wymiana pasażerów straszących o zgrozo nadchodzącą złą pogodą i w końcu oczekiwanie na parę, która „zagubiła się na lotnisku”. W efekcie od wyjścia z mieszkania do zameldowania się w hotelu minęło 12 godzin! Jakbyśmy lecieli na drugi koniec świata. Byliśmy wykończeni. No ale.. Jesteśmy na wakacjach, i nawet jak będzie lało to będziemy siedzieć w hotelu i dobrze się bawić, ostatecznie i tak nie mamy niczego w planach..:). Wszystko inne, co działo się w trakcie naszego wypadu na Ibizę, było dalszym ciągiem przypadków, tym razem szczęśliwych :-).

W trakcie transferu z lotniska do hotelu, spoglądając przez szybę autokaru widzę ciemność i olbrzymie bilbordy reklamujące nie tanie zakupy czy bieliznę, ale kluby. Wścibiam też nos, a raczej ucho w nie swoje sprawy i słyszę, że ktoś już tu był rok temu, chodził do klubów i znowu przyjechał żeby się trochę rozerwać. Pojawia się myśl, a może by jednak spróbować… W końcu, skoro ktoś tu drugi raz przyjeżdża, to... Następnego dnia otrzymujemy od rezydentki kartkę A4 z rozpiską klubów i imprez na cały tydzień w raz z cenami. Padają nazwiska, zespoły, nie mam pojęcia o czym ci ludzie mówią… Całe szczęście pojawiły się życzliwe osoby, które podpowiedziały gdzie i kiedy warto się wybrać. (Tak, trzeba było skorzystać z podpowiedzi innych, bo Internet tu słaby i drogi).

Decyzja zapadła – idziemy! Ale o tym później…

2
Wybrzeże Ibizy jest bardzo poszarpane i kamieniste.

3
Na Ibizie jest sporo niewielkich, piaszczystych plaż, ale kąpiel pośród skał też ma swoje zalety.

4
Woda, szczególnie przy skalistych brzegach, jest bardzo przejrzysta.

5
Jachty niedaleko Sant Antoni.

6
Jachty

7
Malutka ale malownicza i dobrze zagospodarowana plaża w Cala Gracio.

8
Woda w zatoce Cala Gracio jest bardzo czysta, ale dno porośnięte jest małymi glonami. Jest za to sporo rybek.

Ciąg dalszy wakacji okazał się zupełnie inny niż planowo niezaplanowany. Już pierwszego dnia wypożyczyliśmy samochód, który okazał się sporym kosztem. Ibiza jest niespodziewanie drogą wyspą. Zobaczyliśmy ją całą, wartą zwiedzenia jest część północna, środek jest mało ciekawy (można go obejrzeć jadąc z jednej części wyspy na drugą).
To co mnie najbardziej zaskoczyło to podobieństwa do Toskanii i Madery. Z Toskanią kojarzyły mi się niezliczone zatoczki z niesamowicie przejrzystą wodą pełną małych rybek. Z Maderą klify, lasy, kwiaty (choć nie aż tak dużo) i tajemnicze ścieżki, którymi można było spacerować.


Okazało się, że plan nic nie robienia istniał tylko w mojej głowie :). Już drugiego dnia pobytu wyszło na jaw dlaczego zabraliśmy ze sobą plecak na sprzęt fotograficzny. Na Ibizie jest mnóstwo ukrytych ścieżek, które pośród skał i w cieniu drzew prowadzą do niesamowitych punktów widokowych (miradory wskazywane oficjalnymi tablicami nie istniały, albo my mieliśmy chwilową „pomoroczność jasną”:-)). Polecam amatorom takich wędrówek włożenie do walizki sensownego obuwia, moje sandałki dodawały jedynie adrenaliny.


Ścieżki prowadzą albo na zbocza klifu, skąd rozpościera się widok na malownicze ukryte zatoki albo do starych baszt. Są ukryte, nie mogliśmy znaleźć jednej z nich, chociaż mieliśmy ze sobą mapę i wskazówki tubylca, który ostatecznie widząc nasze zmieszane twarze podszedł i paluchem wskazał „aqui”, czyli tutaj. Jak to wyglądało? Trzeba było przejść pomiędzy dwoma garażami dla łodzi, wejść na skały, przejść kilka metrów ostro w górę po wielkich głazach i dopiero można dojrzeć coś co przypomina ścieżkę. Ale fajnie! :-). Ta trasa znajdowała się na północy wyspy przy miejscowości Port de Sant Miqel. Za barem na plaży (polecam spróbować tutaj patatas bravas) znajduje się „pieszowskaz”. Dochodzi się do plaży z małą, romantyczną restauracją i tu trzeba odbić w górę w prawo. Nie muszę chyba ale zaznaczę, że byliśmy na trasie sami. W drodze powrotnej spotkaliśmy 3 osoby.

9
Północne wybrzeże robi porażające wrażenie.

10
Jeden z ładniejszych punktów widokowych w centralnej części północnego wybrzeża.

11
Miejsce aż zachęca do skoku.

12
Dopiero mając punkt odniesienia człowiek zaczyna odczuwać jak jest wysoko.

13
Północno - zachodnie wybrzeże Ibizy.

14
Majestatyczne klify północnego wybrzeża.

15
Widok w dół z klifu na północnym wybrzeżu. W głowie zaczynało się kręcić!

16
Drogi na Ibizie zazwyczaj są w bardzo dobrym stanie. Jak się jednak trafi na tą w złym....

17
Jedno z najlepszych miejsc na niezobowiązujący posiłek przy plaży jest w Port de Sant Miquel

18
A taki widok mieliśmy siedząc przy stole w Port de Sant Miquel.

19
Zatoczki w Port de Sant Miquel są bardzo malownicze i mają cudownie przejrzystą wodę.

20
Jedna z maleńkich plaż ukrytych kilka kroków od Port de Sant Miquel. Mieści się tam bardzo romantyczna knajpka.

21
Nie należy się zwieść jakością szklaku do baszty na północ od Port de Sant Miquel. Tylko poczatek jest taki zachęcający. Dalej to już sport dla wytrwałych i nie mających lęku wysokości.

22
Maleńka plaza z romantyczną restauracją.

23
Szlak biegnie w poprzek pionowej ściany na wysokości kilkunastu metrów. Nie są to jeszcze poważne klify, ale trzeba bardzo uważać i upadek i tak będzie śmiertelny. Widoki z niego są za to bardzo ładne.

24
Ostatni odcinek trasy do baszty w Port de Sant Miquel jest już szeroki i wygodny.

25
Baszta w Port de Sant Miquel. Z racji utrudnionego dostępu nie jest często odwiedzana. Pomimo dobrego stanu zdobycie jej szczytu nie jest dla wszystkich wskazane (strasznie wąskie i niezabezpieczone schody).

26
Panorama z baszty. Po prawej Port de Sant Miquel

27
Północne wybrzeże niedaleko Port de Sant Miquel

28
Na zachód od Port de Sant Miquel znajduje się kolejna mała plaża wciśnięta w skalne ściany.

29
Wracając do centrum Port de Sant Miquel odkryliśmy naturalne toalety nie wymagające kanalizacji.

30
Północno-wschodni kraniec wyspy, niedaleko Cala de Sant Vincent.

31
Wszystko co trzeba do pięknego zdjęcia: magiczne cienie, złote światło zachodzącego słońca i tajemniczość kryjącej się za drzewami przepaści.

32
Maleńka Ila Togomago, leżącą przy wschodnim wybrzeżu.

33
Wspaniałe miejsce do turystyki zmotoryzowanej.

Na południowym zachodzie znajduje się drugie miejsce, które warto zobaczyć. To tzw. punkt widokówkowy, bowiem skała wynurzająca się z wody jest wizytówką Ibizy. Rozpościerający się stąd widok znałam z folderów reklamowych wyspy. Do połowy trasa jest osiągalna dla każdego, druga część już dla osób wyposażonych we właściwe obuwie. Nachylenie jest tak duże, że bez niezbędnej przyczepności, nie będzie możliwe wejście na szczyt. Teren ogrodzony jest łańcuchem z tabliczką „privado”. Obok stała puszka na datki. Ponieważ w niedalekiej odległości stał domo-samochód należący do hipisowskiej rodziny, nie mam pewności czy to nie był ich sposób na zarabianie na życie. W każdym bądź razie nie zapłaciliśmy i nikt nas nie przepędził.

34
Południowo - zachodni kraniec wyspy i słynna Isla de es Vedrà.

35
Skała jest dużo większa niż się wydaje na zdjęciach - ta biała kreska widoczna na morzu w pobliżu wysepki, to ślad motorówki.

36
Wspinaczka w to miejsce jest niezalecana (przynajmniej bez dobrego obuwia). Jest stromo i skaliście. Po prawej stronie widoczny za to kamienny taras, gdzie można spokojnie dotrzeć pieszo z parkingu.

37
Kolejny przypadek, w którym trzeba wysilić oczy, by znaleźć punkt odniesienia. Dwie małe czarne kropki po środku prawej części zdjęcia to jachty z rozłożonymi żaglami.

38
Maleńka baszta na południowo - zachodnim krańcu Ibizy to idealny punkt obserwacyjny Isla de es Vedrà.

39
Dotrzeć jednak w to miejsce nie jest łatwo. Sama Isla de es Vedrà ma 382 wysokości!

Sant Antoni – druga największa miejscowość na Ibizie. Gdybym miała polecać, ludziom chętnym do zabawy polecałabym zatrzymać się tutaj. Miasto tętni życiem. Jest sporo sklepów i restauracji, klika wypożyczalni samochodów. Dwa najpopularniejsze kluby to Eden i Es Paradis. Wzdłuż morza stworzona została promenada na której znajdują się liczne bary. Poziom prawdziwie europejski. Szczęśliwcy mogą trafić na pre party i za darmo posłuchać muzyki granej przed DJ, którzy po północy przenoszą się do klubów, do których odwiedzenia zachęcają przechadzające się po okolicy skąpo ubrane hostessy.
Jeśli macie szczęście to w okienku w słynnym Cafe Mambo, możecie spotkać za konsoletą takie gwiazdy jak np. David Sinclair. To właśnie tu, na wspólne oglądanie zachodu słońca (tutejszy słynny rytuał) oraz delektowanie się drinkami przy świetnej muzyce, co wieczór ściągają prawdziwe tłumy. Ja polecam boską sangrię na bazie szampana. Za litrowy dzbanek trzeba zapłacić 28 euro, ale jest on warty tych pieniędzy. Poza alkoholem (a nie lodem jak to u nas bywa) posmakujemy bowiem do 7 rodzajów owoców (truskawki, melon są tu normą).


Tu człowiek wie, że jest w miejscu gdzie liczy się wyłącznie dobra muzyka i dobra zabawa. Gdzie nie spojrzeć, widzimy uśmiechniętych ludzi, niektórzy już zaczynają tańczyć...

40
Plaże w samym Sant Antomi są mało ciekawe (przynajmniej te w samym mieście). Ale w złotym świetle zachodzacego słońca wszystko nabiera dodatkowego blasku.

41
Skuter wodny na pełnej prędkości w Sant Antoni.

42
Zachód słońca w Sant Antoni.

43
Mnóstwo jachtów wypływa z portu w Sant Antoni każdego wieczora, aby zobaczyć zachód słońca.

44
Każdego wieczoru ściągają tu tłumy.

45
Dwie główne kawiarnio - kluby w Sant Antoni - Cafe del Mar i Cafe Mambo serwuja swoim gościom taki właśnie widok.

46
I po zachodzie...

Położone na zachodnim wybrzeżu San Antonio ma bardzo dogodne połączenie ze stolicą. Od wyjazdu z  hotelu do wyjścia z parkingu w samego centrum Eivissa (tak się tutaj nazywa stolica) trwa około 15 minut.
Stolica wyspy mocno różni się od San Antonio.  Jest więcej do zobaczenia, bardziej gwarno i tłoczno. To miejscowość zdecydowanie turystyczna. Starówka wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Na uwagę zasługuje zabytkowa część miasta na którą składają się 16-wieczne fortyfikacje. Spacer po murach obronnych może być nie lada wyzwaniem przy panujących tu temperaturach, warto więc zabrać ze sobą butelkę wody.
W ciągu dnia stolica ma zupełnie inny charakter niż po zmroku i wybrać się tu w blasku promieni słonecznych należy tylko w celu zrobienia zdjęć. Dopiero wieczorem otwierają się wszystkie lokale, można zjeść dobrą kolację i pochodzić zabytkowymi, ukwieconymi choć dość biednymi uliczkami. Nadal jest jednak spokojnie. Muzyka rozbrzmiewa głośniej im niżej schodzimy i bliżej portu się znajdujemy. Tu lokale otwarte są dużo dłużej, przy stolikach jest mnóstwo młodych ludzi a kelnerki zapraszają na darmowe szoty. Do 1 w nocy można też za 3 euro przepłynąć do drugiej części portu i z powrotem. Wycieczka uświadamia nam jak olbrzymi jest tutejszy port a zacumowane jachty jak biednym społeczeństwem jesteśmy, no cóż.. 


W zachodniej części stolicy znajduje się główna plaża wyspy - Playa d'en Bossa. Przy niej znajdują się też dwa ważne kluby: Space i Ushuaia.

47
Stare miasto w stolicy Ibizy (Eivissy - jak się lokalnie nazywa stolica i cała wyspa).

48
W ciągu dnia w stolicy jest cicho i spokojnie.

49
Na starymi mieście czas sjesty nie jest dobry momentem dla turystów.

50
W trakcie sjesty lepiej pochodzić sobie wewnątrz murów miejskich.

51
Zawsze mnie dziwi to, że tak historycznych i turystycznych miejscach, sporo ludzi normalnie mieszka.

52
Spacerkiem w górę.

53
Drzwi do jednej z kamienic w starym mieście w Eivisie - prawdziwe arcydzieło hipisowskiego odlotu.

54
Ibiza też ma swoją aleje gwiazd - po lewej odcisk dłoni samej Penelope Cruz.

55
Spacery po średniowiecznych centrach miast są atrakcją samą w sobie.


57
Taras przy katedrze i piękny widok zza krat.

58
Panorama portu z najwyżej położonego tarasu na starym mieście.

59
Panorama portu z najwyżej położonego tarasu na starym mieście. Główne mury obronne są sporo niżej.

60
Katedra na Ibizie nie jest jakimś wybitnym arcydziełem. Ale widok za to jest spaniały.


62
Wyjście z portu widziane z zamku w stolicy Ibizy.

63
Plaja d'en Bossa 3 kilometry na zachód od stolicy to główne skupisko hoteli na wyspie.

64
Plaja d'en Bossa - pierwszym z centralnie położonych dużych budynków jest słynny The Ushuaïa Tower.

65
Panorama nowszej części stolicy Ibizy.

66
Migawki z murów obronnych na Ibizie.

67
Migawki z murów obronnych na Ibizie.

68
Migawki z murów obronnych na Ibizie.

69
Do lawirowania po dróżkach starego miasta jednak lepszy będzie skuter.

70
Stolica Ibizy jest bardzo malowniczym miastem.

71
Ciemne chmury nad Ibizą nie są częstym widokiem.

72
I kto może z tym polemizować?

73
Fantazyjnie rzeźby w restauracji przy porcie (ta serwuje głównie owoce morza).

74
Prince Abdulaziz - widoczny tutaj jacht to piąty największy jacht motorowy świata!

75
Pływanie po wodach Balearów może być tez niebezpieczne.

76
Stolica widziana z drugiej strony portu.

77
Motorówka wchodzi do portu w Ibizie. W tle widoczny hotel Ushuaya a w górze startujący samolot.

78
Wycieczki katamaranem po okolicznych zatokach są tu dość popularne, gdyż wiele pięknych zatok jest dostępnych tylko od strony morza.

79
Nasz mały stateczek za skromne kilka euro woził nas po porcie.

80
Pogoda idealna na zwiedzanie miasta :-)

81
Spacer na sam szczyt wzgórza zamkowego trwa kilka chwil.

82
Ach te jachty.... Ludzie, który nimi podróżują należą do innego świata.

83
Główna część handlowa Ibizy rozciąga się pomiędzy portem a wzgórzem zamkowym. Wiele klubów ma tutaj butiki (po prawej widoczny butik legendarnego klubu Pacha).

84
Stolica zaczyna odżywać dopiero po zachodzie słońca.

85
Urocza stolica Ibizy w nocy staje się jeszcze piękniejsza.

86
Główna brama do zamku.

87
Kilka godzin po zmroku stare miasto zaczyna być zatłoczne.



90
Rzadko spotykany w Polsce widok.

91
Im bliżej portu tym głośniej i bardziej kolorowo.

92
Też zwątpiłam. Jednak to mim:).

Wartym chwili jest targ hipisów odbywający się w środy i soboty kilka kilometrów na wschód od Santa Eularia.  My przyjechaliśmy tu samochodem. Olbrzymi parking znajduje się tuż przy wejściu. Kupić można wszystko – buty, ubrania, niezliczoną ilość koralików, ozdób do włosów, obrazków itp.  Panuje tam bardzo fajna, luźna atmosfera (wszystko tonie w kwiatach). Tak powinny wyglądać targowiska w Polsce – wtedy zakupy na targowiskach były by bardziej modne niż galerie handlowe.


94
Na terenie targu można się też posilić.



97
Nie mam pojęcia z czego zrobione są te rzeźby ale trzeba przyznać, że są dość oryginalne.



Teraz pora na przedstawienie drugiego oblicza wyspy. Opiszę 3 kluby w których byłam, choć to tylko kropla na mapie krainy niesamowitej zabawy.
Cieszę się, że podsłuchałam tamtą rozmowę w autokarze i, że wydaliśmy te kilka euro więcej, gdyż bez uczestniczenia w tych niesamowitych imprezach, które tu się odbywają, poznanie charakteru tego miejsca byłoby niemożliwe. Chodzenie po klubach jest tu religią, która ściąga na wyspę tysiące swych wyznawców pielgrzymujących tu z całego świata. W katedrach „Privilige” czy leżącej kilometr dalej „Amnesia” nocne obrzędy prowadzą takie sławy jak David Getta (na wyspie chyba ważniejszy niż arcybiskup) czy Armin Van Buuren. Tutejsze kluby nie zarabiają tylko na swojej legendzie. Poziom imprez jest tutaj tak wysoki, że ta ‘legenda’ jest chyba i tak jeszcze za mała. Dla nas, nie gustujących w klubowych rytmach, odwiedziny w nich były raczej motywowane ciekawością.  Jednak gdy człowiek ma okazje oglądać coś na najwyższym światowym poziomie, to nawet jeżeli nie rozumie tego co się dzieje wokół, wie że uczestniczy w czymś wielkim i należy do tego świata już po kilku minutach.

To właśnie imprezy nadają tej wyspie niesamowitego kolorytu. Bezdyskusyjne piękno przyrody możemy podziwiać także w innych miejscach ale imprezę życia można przeżyć tylko tu. Tutaj naprawdę zjeżdżają się najlepsi DJ z całego świata, by przez te kilka miesięcy pozwolić zapomnieć o problemach milionom ludzi.

100
Nie było wolnej przestrzeni, wszędzie wisiały plakaty reklamujące wieczorne atrakcje. Codziennie inne.

Ushuaia – klub pod chmurką, który gości kilka tysięcy osób, dzięki temu, że znajduje się na terenie kompleksu hotelowego. Ze względu na obowiązującą ciszę nocną, zabawa zaczyna się wcześniej bo trwa już od godziny 19 i kończy się o północy. Tłum porusza się w rytm wspaniałej muzyki wśród basenów (częściowo i w basenach), a dzięki temu, że impreza odbywa się na świeżym powietrzu, możemy dodatkowo być uczestnikami pokazu fontann zsynchronizowanych z muzyką, akrobacji w powietrzu, sztucznych ogni i laserów. Piosenki Swedish House Mafia znał tu chyba każdy obecny poza mną :-). Dopiero po powrocie sprawdziliśmy na Internecie z kim mieliśmy do czynienia:)
Wszystkiemu towarzyszy wyborna koncertowa atmosfera. Nie ma irytującego podrywania, wszyscy skupiają się na tym, co dzieje się na scenie. Poziom organizacji i rozmach jak na koncertach na Stadionie Narodowym (ceny biletów w sumie tez takie). Jedynym mankamentem jest spore prawdopodobieństwo bycia oblanym drinkiem oraz wysokie ceny w barze (za małą wodę zapłaciłam 8 euro). Jednakże gdy o północy, w tłumie rozentuzjazmowanych Anglików kierowaliśmy się do wyjścia, moje oczy były dwa razy większe a dolna szczęka nie chciała wrócić na swoje miejsce. Już wiedzieliśmy, że te wakacje nie będą miały nic wspólnego z tym, co sobie wyobrażaliśmy. 

101
Komentarz wydaje się zbędny, zdjęcia mówią same za siebie.

Privilege to, według Księgi Rekordów Guinessa, największy klub świata. Na imprezy w zamkniętej hali ściąga tutaj 10 tysięcy osób. Zasugerowano nam udać się na piątkową imprezę SuperMarXe. Kompletnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Nie planowaliśmy wcześniej wizyt w klubach i nie chcieliśmy płacić za drogi internet by sprawdzić co tam się będzie działo. Poszliśmy więc trochę w ciemno. Tego co się działo w środku nie da się opisać słowami. Jeśli ktoś chce zobaczyć małą reklamę to zapraszam na stronę klubu (http://www.privilegeibiza.com/press/supermartxe/). Zabawa tu z  pewnością będzie jednym z przeżyć, które pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Byłam tak bardzo zaskoczona pokazami, muzyką i atmosferą, że do dziś nie mogę uwierzyć, że brałam w tym wszystkim udział.
Wybierając się do klubów warto zapamiętać dwie rzeczy: choć imprezy oficjalnie zaczynają się tu o północy, to ludzie zaczynają się schodzić dopiero o 2 a właściwa zabawa rozkręca się grubo po 3 w nocy. Jest też bardzo bezpiecznie, ludzie naprawdę skupiają się na zabawie, jest stosunkowo mało alkoholu a ochrona jest bardzo profesjonalna ale i sympatyczna.

Es Paradis (http://www.esparadis.com/) to klub znajdujący się w San Antonio, który w sobotnie wieczory zaprasza nas do nory królika, impreza bowiem ma charakter żywcem przeniesiony z Alicji w Krainie Czarów. Przestrzeń taneczna podzielona jest licznymi mostami i altanami, co nadaje wnętrzu rajski charakter. Imprezę umilał między innymi występ saksofonistki oraz przebrane za motyle, Calineczki, wróżki i tym podobne postacie hostessy. We wtorki i piątki miłośnicy mokrych podkoszulek mogą zajrzeć na water party :-).

Tym co mnie zaskoczyło pozytywnie była jakość organizowanych tu imprez. Nie tylko muzyka i robione show jest na najwyższym poziomie. Nad bezpieczeństwem czuwa ogromna ilość ochroniarzy, pomieszczenia są bardzo dobrze wentylowane, wyjścia zaprojektowane tak by nie tworzyły się do nich kolejki. Obsługa kelnerska serwuje drogie ale „pełnowartościowe” drinki i regularnie sprząta szklanki i butelki pozostawione na parkiecie. Przy klubach oddalonych od centrum miasta znajdują się miejsca parkingowe z pełną infrastrukturą. Do osób niezmotoryzowanych zaś dedykowane są disco bus-y, które za darmo dowożą do klubów.

102
Motywy klubowe znajdziemy wszędzie, nawet na łodzi.

103
Właśnie podjechał disco-bus.

Jak mogę podsumować moje przeżycia na Ibizie? Całe szczęście nie spełniły się moje oczekiwania! Wróciłam do Polski zmęczona i niewyspana ale z lekkim sercem i wolnym umysłem. Bogatsza również o kilka informacji ze świata muzyki. Ibiza to miejsce dla wszystkich – młodych i starych, tych z dziećmi i tych, którzy nie mają ich jeszcze w planach, szukających odpoczynku i pragnących przeżyć zabawę swojego życia, ceniących naturę i dobrą muzykę. Można jedynie żałować, że z Warszawy nie lata tu żaden z tanich przewoźników. 

104
Ostatni zachód słońca.

105

106
I powrót do domu..



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!