Dwa tygodnie w Andaluzji. Część 1 - Isla Canela i okolice
 AUTOR: tpadm  /  przeczytano: 2708 razy
 
 

Korzystając z letniego rozluźnienia, postanowiłem uzupełnić braki we wcześniejszych relacjach na TripPics. Z planowanych 8 części relacji z Andaluzji, sześć już dawno gości w serwisie. Jest już Cordoba, Grenada, Gibraltar, Sierra Nevada, Ronda i portugalskie wybrzeże. Pozostało opisać początek i koniec całego wyjazdu. Dzisiaj na warsztat idzie część 1, w której opiszę hotel, najbliższą okolicę i zamieszczę kilka informacji praktycznych. 

1
Hotel Barcelo Isla Canela - budynek główny

Isla Canela to niewielkie skupisko hoteli położone na wyspie przy samej granicy z Portugalią. Niech Wam się jednak nie pojawia przed oczyma obraz pięknej i malowniczej wyspy u wybrzeży Hiszpanii. Prawdopodobnie większość gości  nawet nie jest świadoma tego, że przebywa na wyspie :). Południową część granicy hiszpańsko – portugalskiej stanowi rzeka Gwadiana a ta, jak każda inna wielka rzeka świata (ta ma 818 km) nanosi ogromne ilości osadów, co przez tysiąclecia doprowadziło do powstania poprzecinanego kanałami terenu, na którym teraz znajduje się kurort. Jest więc to wyspa tylko pod względem ‘technicznym’, a od lądu oddziela ją kilkumetrowy most. 

2
To nie most na Isla Cenala, ale most graniczny do Portugalii. Jest kilka kilometrów na północ od Ayamonte

Okolica jest bardzo spokojna. Życie nocne ogranicza się tylko do kilku mało gustownych (choć przyjemnych) lokali przy plaży. Najbliższe miasto – dwudziestotysięczne Ayamonte także nie oferuje praktycznie żadnych atrakcji (mały ryneczek i klika wąskich ulic ze sklepami). Jest ono i tak oazą luksusu w porównaniu z Portugalskim Vila Real de Santo António, leżącym po drugiej stronie rzeki. Dlaczego więc wybraliśmy ten hotel? Szukaliśmy spokojnego miejsca w dobrym hotelu, przy pięknej plaży, które będzie stanowiło dogodne miejsce wypadowe zarówno do Portugalii jak i reszty Andaluzji. Wymagania dość wygórowane, ale dzięki temu udało się nam i wypocząć i zobaczyć wszystko co planowaliśmy (choć czasem trzeba było pojechać 500 kilometrów w jedną stronę).

3
Ayamonte

4
Jeden z głównych placów w Ayamonte

5
Spacer niewielkim centrum Ayamonte

6
Spacer niewielkim centrum Ayamonte

7
Kościół w Ayamonte

8
Kościół w Ayamonte

9
Ayamonte

Isla Canela nie posiada żadnego rynku, targu czy centrum. To niezbyt długi rząd hoteli bądź różnych kondominiów, odwróconych w stronę plaży. Tuż obok naszego zejścia do plaży znajdował się budynek z kilkoma knajpami.  Jeżeli trzeba by wskazać centrum handlu i kultury dla całej okolicy, to najpewniej było by to właśnie to miejsce. Dwa razy w tygodniu, lokal La Cabra II organizował koncerty zespołu rocowego. Repertuar był ciągle ten sam, ale dzięki ogromnemu talentowi wokalisty i zespołowi klasycznych rockendrolowców robił większe wrażenie niż większość hotelowych wieczornych animacji. Sam lokal serwuje też pyszne owoce morza, a pomimo lokalizacji przy plaży, ma bardzo przystępne ceny. Jest też tam także darmowy Internet.

10
Koncerty na Isla Canela w La Cabra II stały naprawdę na wysokim poziomie.

11
"Centrum" Isla Canela

Plaża w Isla Canela jest długa, bardzo szeroka i piaszczysta. Bliskość rzeki oddziałuje na jej znaczne wypłaszczenie. W trakcie przypływów można więc brodzić bardzo daleko w płytkiej wodzie. Relaks tutaj jest przyjemny a i woda jest dość czysta, choć czytaliśmy, że czasem rzeka potrafi mocno zanieczyścić okolice ujścia (co chyba zależy od sytuacji w głębi lądu). My w każdym razie nie mieliśmy z tym problemu i byliśmy pod wrażeniem okolicy. Plaża jest bardzo naturalna, nie ma specjalnej infrastruktury, prócz lokali wzdłuż jej brzegu, co dla nas stanowi ogromny plus. Przeglądając stronę biura podróży, nie mieliśmy pojęcia, że plaża przy hotelu będzie tak fajna. 






Co do samego hotelu, to uważamy że dokonaliśmy bardzo dobrego wyboru. Urzekła nas przede wszystkim jego andaluzyjska architektura, żywcem wyjęta z planów Alhambry. Praktycznie każdy detal hotelu inspirowany był rozwiązaniami budowli z Grenady. Od projektów wieżyczek po fontannę. Co do standardów, hotel trzyma klasyczny poziom uznanej sieci Barcelo. Nie mieliśmy praktycznie możliwości przyczepienia się do jakiejkolwiek niezgodności z opisem biura podróży, a pojedyncze różnice były wyłącznie na plus. Standard pokoi, obsługi czy jedzenia był bardzo dobry. Jedynym mankamentem była średnia wieku innych gości, która w drugim tygodniu pobytu znacznie zbliżyła się do tego, aby hotel uznać luksusowym domem starców. 









W oczekiwaniu na autobus, który miał nas zawieść na lotnisko w portugalskim Faro, miałem wątpliwą przyjemność posłuchać narzekań innych gości. Większość z nich nie wystawiła nosa poza ośrodek a reszta dotarła jedynie do pobliskiego Ayamonte. My byliśmy "świeżo" po przejechaniu 3 tysięcy kilometrów i dziesiątkach przeżyć… o których opowiadam w następnych częściach andaluzyjskiego cyklu. 

Zapraszam do zapoznania się z relacją z pobliskiej Portugalii 



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!