Delhi
 AUTOR: voronwe  /  przeczytano: 1543 razy
 
 

Delhi to pod względem liczby ludności jedno z największych miast świata (według niektórych rankingów zajmuje zaszczytną czwartą pozycję). Jednak biorąc pod uwagę same Indie ustępuje palmy pierwszeństwa Bombajowi. Korzystne położenie sprawiło, że wybudowano tutaj na sobie/obok siebie w dziejach historii siedem miast. Przez tysiąclecia nic się nie zmieniło - Delhi nadal jest kluczowym węzłem komunikacyjnym i tutaj lądujemy samolotem rozpoczynając naszą wyprawę do po Indiach.

1
Witające nas dłonie na lotnisku w Delhi. Po przebyciu setek metrów na ruchomych chodnikach docieramy do odprawy celnej.

Z odprawy najbardziej zapamiętałem emocje towarzyszące mojej deklaracji celnej... Otóż przyznałem się, że wwożę do kraju mięso. Na szczęście celnik nie zwrócił na to uwagi i mimo posiadanych kabanosów udało mi się przekroczyć granicę. Atmosferę napięcia budowali uzbrojeni żołnierze widoczni na każdym kroku na lotnisku.

Pierwszy posiłek - nie ryzykujemy, mamy jeszcze trzy tygodnie na eksperymenty kulinarne - idziemy do Mac-a. I tu niespodzianka - przed wejściem do restauracji, czeka nas rewizja osobista! I nie wiem, czy mam się czuć bezpiecznie, czy bać... Oczywiście wołowiny ze względu na hinduistów nie ma, wieprzowiny ze względu na muzułmanów nie ma, więc teoretycznie jadłem kurczaka w dumnej kanapce "Maharadża mac". Ilość przypraw była tak obłędna, że po pierwszym kęsie stwierdziłem nigdy więcej...

2
Widok na ulicę w starej części Delhi. Mnóstwo kramików z najróżniejszym asortymentem (dużo w tym rejonie z zamkami i kłódkami do walizek). Po lewej przykład kuchni z ulicy... w powietrzu jest dużo pyłu.

Planowaliśmy po przylocie zdrzemnąć się w hotelu... co 15 minut przychodził inny boy hotelowy pytając czy może w czymś pomóc licząc na napiwek... Moskitiera okazała się bardzo przydatna nawet na hotelowych łóżkach.  W panujących tu temperaturach idealnie sprawdzały się jedwabne worki do spania. 

3
Jantar Mantar/Dźantar Mantar/... - nazwy w przewodnikach, mapach ect. poszczególnych miejsc w Indiach mogą znacząco się różnić - obserwatorium astronomiczne z 1724r.

Zwiedzanie rozpoczynamy pieszo od obserwatorium Jantar Mantar. Potem zagłębiamy się w dzielnicę świątyń. Jest pierwszy listopada i naszym celem jest odnalezienie kościoła katolickiego i udział w Eucharystii. Po drodze naszą uwagę zwraca piękna budowla ze złotą kopułą. To Gurdwara Bangla Sahib świątynia Sikhów. Przed wejściem należy zdjąć buty i przejść przez taki kanał z wodą, zupełnie jak przy wejściu na basen. Buty zostawia się w szatni i otrzymuję się też tam specjalną chustę aby skryć włosy. Po przejściu stopami przez ten kanalik z wodą natrafia się na krany. Myjemy ręce, gdyż nimi ściągaliśmy przecież buty. Sikhowie są bardzo przyjaźni w wyjaśnianiu swojej religii i oprowadzaniu po świątyni. Świątyni, podobnie jak tej Złotej w Amritsarze, towarzyszy zbiornik wodny, w którym Sikhowie się kąpią rytualnie. Siadając przy takim zbiorniku nie można m.in. opuszczać nóg i trzymać ich nad wodą. Nieodłączny maszt z flagą pomagają z daleka dostrzec świątynię. W kompleksie też jest kuchnia w której karmi się chętnych (biednych), przygotowanymi tu posiłkami. Jako katolicy nie próbowaliśmy ich, gdyż są one święcone na cześć ich guru.

4
Podczas spaceru między świątyniami towarzyszyły nam m.in. takie inspirujące graffiti na ścianach...

W tej dzielnicy na ulicach zaskoczyły nas bardzo inspirujące graffiti, jak i olbrzymia ilość swastyk, które dla hinduistów są symbolem przynoszącym szczęście.  Tak trafiliśmy do Lakshmi Narayan Temple (Birla Mandir) świątyni hinduistycznej z 1938 roku, w której to inauguracji brał udział Gandhi i była to bodajże pierwsza świątynia dla wszystkich kast. Z ciekawostek aparaty, paski, saszetki z dokumentami należało zdeponować w sejfie przed wejściem, więc zdecydowaliśmy się wchodzić na zmiany. 

5
Kapliczka poświęcona Matce Bożej przy katolickiej katedrze Najświętszego Serca w Delhi.

Katedra Najświętszego Serca przywitała nas adoracją Najświętszego Sakramentu. Uczestniczyliśmy we mszy świętej w języku angielskim. Kościół nie był pełen, ale też nie była to niedziela. W niedzielę w Jaipurze kościół był pełen. Ten kościół w Delhi był bardzo zachodni, nie różnił się zbytnio od naszych - posadzki, ławki. W Nepalu np. ściąga się buty przed wejściem, jest wykładzina na której się siedzi, poduszki, a ksiądz za ołtarzem klęczy a nie stoi. W Katedrze Najświętszego Serca był Jan Paweł II jak dowiadujemy się z tablicy pamiątkowej. Przy wyjściu podziwiamy kapliczkę Matki Bożej.

6
Pierwszy plan :) W tle widać charakterystyczne w Delhi bardzo wysokie czarno-żółte krawężniki. W głębi zielono-żółty tuk-tuk - popularne w Azji taksówki - obudowane motory

Do Delhi wróciliśmy też pod koniec naszej wyprawy po Indiach i Nepalu. O jeździe tuk-tukami można napisać wiele historii. Bardzo często podczas jazdy paliwo się kończy i jedziemy razem z taksówkarzem tankować (po co ma tracić czas samemu jak jest wolny). Jest to spowodowane tym, że dziennie ileś paliwa można kupić taniej. Zdarza się też, że umawiamy się na kwotę za dojazd do celu. Kierowca nie wie gdzie to jest jeździ po całym mieście i pyta o drogę. Jak błądzi po biedniejszych dzielnicach to serce szybciej bije. Po dojechaniu lub nawet w trakcie oznajmia, że nie wiedział, że to tak daleko... i negocjujemy znowu cenę. 

7
Tuk-tuki jeżdżące po Delhi posiadają taksometry...

Okazuje się, że w Delhi jeżdżą tuk-tuki z taksometrami. W czwartym tygodniu pobytu w Indiach potrafiliśmy takie znaleźć i poprosić o włączenie taksometru. Pierwszą czynnością taksówkarza to zmiana przy nas taryfy na nocną. Nawet na tej droższej wychodziło około 6zł za przejazd przez całe Delhi. Pierwszego dnia zapłaciliśmy dumni z siebie 5 razy tyle. Co ciekawe jeden po włączeniu taksometru przejechał trochę, zatrzymał się i wezwał kolegę, aby nas przejął z nowa kwota za start... znów negocjacje.  Kiedy wszyscy na postoju (pod świątynią Bahaitów) zadeklarowali, że podwiozą nas, ale po drodze musimy wejść do sklepu, złapaliśmy tuk-tuk-a przejeżdżającego. Obiecał, że pojedzie bezpośrednio... Dopiero jak ruszyliśmy, to stwierdził, że jedziemy do sklepu... Powiedział, że Czerwony Fort jest otwarty do 20, przekonaliśmy go, aby pominąć sklep i trafiliśmy do celu na 17 tuż przed zamknięciem zwiedzania. Minus jest taki, że podczas pierwszej jazdy miałem otwartą mapę i zapytałem czemu wybrał taką drogę. Dotarliśmy szybko do celu. Za drugim razem, krótszy odcinek jechaliśmy dwa razy dłużej bardzo klucząc. Morał jest taki, aby być szybciej niż metrem należy pilnować drogi.

Metro to przechodzenie przez bramki, prześwietlanie plecaków, uzbrojeni strażnicy. Po tym wszystkim może nie udać się wepchnąć do metra... walka idzie na łokcie bez pardonu, dlatego specjalne wagony dla kobiet mają sens. W powietrzu w Indiach jest dużo pyłu. Ludzie dużo charkają i spluwają... Idąc ulicą czasem trzeba szybko cofnąć stopę. Dlatego w metrze jest zakaz plucia z wysokimi karami za jego łamanie.

8
Park Archeologiczny Mehrauli, Mehrauli to jedno z siedmiu starożytnych miast poprzedników Delhi, tutaj po raz pierwszy władali muzułmańscy sułtanowie (XIIw. XIIIw.)

9
Qutub Minar, światowe dziedzictwo UNESCO i najwyższy minaret w Indiach. Budowo rozpoczęto w 1192r. Materiały zgromadzono m.in. burząc 27 świątyń hinduistycznych i dżinijskich

10
Co jest najbardziej zadziwiającym elementem na zdjęciu? Metalowa kolumna w samym centrum. Datuje się ją na IV w. (niektórzy na 912 BC). To istniejące do dziś świadectwo poziomu indyjskiej metalurgii. Dopiero w XIX w. odkryto technologią pozwalającą na stworzenie podobnej bryły stali.

Poruszając się metrem dotarliśmy do Qutub Minar. Potem tuk-tukami dotarliśmy do Mauzoleum Humajuna. Pierwowzór Taj-Mahal urzekł nas swoim pięknem, gdyż nie ma tu takich tłumów turystów. I czas można poświęcić na kontemplację piękna, a nie stanie w kolejkach. Czerwony Fort to trzecie miejsce w Delhi umieszczone na liście UNESCO jako światowe dziedzictwo. Jednak po obejrzeniu innych fortów nie wywarł już na nas wrażenia.

11
Mauzoleum Humajuna wzniesiony w 1565r. przez perskiego architekta, był pierwszym takim grobowcem w Indiach. Inspiracja dla Taj-Mahal.

Podczas podróży po Indiach byliśmy w kościołach katolickich, meczetach, świątyniach sikhijskich, hinduistycznych, dżinijskich, buddyjskich... Na koniec zawitaliśmy do bahaistycznej. W założeniu ma ona służyć wszystkim wyznaniom, ale my chcieliśmy tylko podziwiać budowle w kształcie kwiatu lotosu. W środku nie ma nic godnego uwagi, za to ciekawostką jest bramka na metale przez którą wchodzi się na kompleks świątynny, ponieważ jest zrobiona z drewna! Mieliśmy różne teorie na ten temat. Wydaje się nam, że ma to działać na niewyedukowanych terrorystów.

12
Światynia bahaistyczna w kształcie kwiatu lotosu.

13
Świątynie otaczają baseny z wodą.

Na zakończenie byliśmy w kinie. Oczywiście rewizja i po długich pertraktacjach pozwolili nam wejść z plecakiem (po tym jak wyrzuciliśmy całą zawartość na ladę przed kasjerem). Kino luksusowy wystrój, lustra, zdobienie. W środku seansu przerwa na kupienie popcornu, a potem jeszcze dwie z powodu braku prądu. Film niezapomniany - trzecia część udanego cyklu (nie widzieliśmy poprzednich) - w języku hindii z wstawkami angielskimi. Bardzo podobny do twórczości z.f. skurcz :)  Całkowicie zrozumiały i bardzo kolorowy - obejrzyj trailer - Golmaal 3 - http://www.youtube.com/watch?v=jWCbQjPJR2w



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!


Zobacz jeszcze: