Kubańskie przygody. Część 2. Varadero
 AUTOR: tpadm  /  przeczytano: 2088 razy
 
 

Varadero jest dla przeciętnego Kubańczyka miastem leżącym na całkowicie innej planecie. To świat, który Kubańczycy znają z opowieści i legend. Wiedzą, że jest prawdziwy, bo spotykają mieszkających tam „półbogów” w hawajskich spodenkach wartych tyle co ich dwumiesięczna pensja. Większość nie jest nawet świadoma, że za cenę aparatu, którym turyści z okien autokarów fotografują ich wioskę, wszyscy jej mieszkańcy utrzymaliby się przez rok. Varadero to rajska część ziemi, która udowadnia im, że są obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju.

1
Cudowna plaża i przepiękne kubańskie słońce przyciągają rokrocznie całe tabuny turystów. Pomimo tego półwysep jest bardzo spokojny.

2
Wschód słońca na samym końcu półwyspu. Różnica w czasie pomiędzy Europą a Karaibami sprzyja wczesnemu wstawaniu.

Varadero leży na długim i wąskim półwyspie na północnym wybrzeżu Kuby, niespełna dwie godziny drogi na wschód od Hawany. To główne miejsce pobytu zagranicznych turystów, ze świetną infrastrukturą hotelową, wspaniałymi plażami i bliskością wszystkich atrakcji stolicy. Przed rewolucją stanowiło zamkniętą enklawę bogatych mieszkańców Kuby, głównie obcokrajowców. Piękne nadmorskie wille kusiły bogatych Amerykanów (ta należąca do Ala Capone do dzisiaj jest jedną z atrakcji turystycznych). Przeciętny Kubańczyk częściej o tym miejscu słyszał, niż miał szansę je zobaczyć. Bogaci bowiem strzegli dostępu do swych dóbr. Rewolucja zmieniła niewiele. Notable komunistyczni przyszli na miejsce poprzednich właścicieli. Zwykły obywatel miał niewielkie szanse spędzenia tutaj choć chwili. Jedyną opcją było otrzymanie zaproszenia od osoby, która tu przebywała. Rewolucja turystyczna ostatnich lat sytuację tę tylko pogorszyła. Teraz cała okolica jest przeznaczona tylko dla zagranicznych turystów. Obszar hotelowy znajduje się tuż za stanowiskiem kontroli policyjnej. Praktycznie każda osoba nie będącą pracownikiem hotelu jest w tym miejscu zatrzymywana do kontroli.

3
Przejście na plażę z terenu hotelu Iberostar Laguna Azul.

4
Jedna z nielicznych płatnych atrakcji na przyhotelowej plaży - drinki serwowane w świeżym ananasie lub kokosie.

Poprzez swoją niedostępność, Varadero postrzegane jest jako wyidealizowana oaza dobrobytu na wyspie, jak fragment pobliskiej Florydy przez przypadek dołączony do Kuby. Europejski turysta, znający zachodnie standardy, postrzega je zupełnie inaczej. Tutejsza infrastruktura przypomina bowiem tę w PRL. Varadero było celem naszej pierwszej wycieczki samochodowej poza teren luksusowego hotelu. Wcześniej nie mieliśmy okazji zobaczyć niczego, gdyż przejazd z lotnika odbywał się nocą. Pierwsze wrażenie totalnie zbiło nas z tropu. Przejechaliśmy miasto dwa razy wzdłuż i wszerz i uciekliśmy z powrotem, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Zwyczajnie baliśmy się wyjść z samochodu, zainteresowanie jakie budziliśmy wśród miejscowych trochę nas przeraziło. Zderzenie z trzecim światem, nawet w jego pozornie najbogatszym wydaniu, wymaga przyzwyczajenia. 

5
Wystarczy pojechać kilka kilometrów od półwyspu i otoczenie zmienia się szokująco.

Hotele to już absolutnie inna planeta. To oazy luksusu o prawdziwie europejskim standardzie. Rozległe kompleksy o nienachalnej architekturze zaspokajają potrzeby milionów turystów, odwiedzających rocznie tutejsze plaże. My mieszkaliśmy w Iberostar Laguna Azul -  jednym z tych miejsc, w których turysta czuje się jak król. Ponieważ praca z turystami należy do najbardziej pożądanych na całej wyspie (ze względu na napiwki), ubiegają się o nią wszyscy, niezależnie od poziomu wykształcenia. Słyszeliśmy o profesorach uczelni przenoszących się do pracy w hotelu itp... Mieliśmy okazję się o tym przekonać - urzeczeni rozmachem przedstawień wystawianych co wieczór (poziomem niewiele odbiegających od tych w teatrze Roma) dopiero po kilku dniach zauważyliśmy, że tancerze i tancerki na co dzień pracują w hotelu jako animatorzy, kelnerki itp. A myśleliśmy, że oglądamy występy jakiegoś „terenowego oddziału” słynnego klubu Tropicana! Co więcej, przez dwa tygodnie praktycznie żaden pokaz się nie powtórzył. Pracownicy co wieczór robili ponad godzinne show, by później w ciągu dnia normalnie pracować!

6
Główna cześć hotelu. Tuż obok znajdują się jeszcze dwie, trochę mniejsze, ale także z basenami i punktem gastronomicznym.

7
Wieczorne pokazy osiągały bardzo wysoki poziom.

8
Część pokazów wykonywana była przez różne lokalne gwiazdy.

9
Większość ekipy stanowili pracownicy hotelu (głównie animatorzy).

Nie wszystko jest jednak takie idealne. Kelnerzy/ki nie wyróżniają się zbyt pozytywnie. Może trudny jest dla nich widok wspaniałych posiłków połączony ze świadomością braku dostępności jedzenia na reszcie wyspy? Owszem, mieliśmy moralne dywagacje, świadomi, że zajadamy się najlepszym mięsem, gdy kilka kilometrów dalej mleko jest na kartki (i tak nie do kupienia za wyjątkiem tego w proszku).  Kucharze natomiast byli świetni i to niezależnie od tego, czy dostawali napiwki czy nie. Dbali nie tylko o potrawy, ale i dobry humor turystów. Zawsze można było liczyć na miłą pogawędkę i danie przygotowane zgodnie z naszymi gustami. 

10
Kubańczycy chętnie pozowali do zdjęć. Taka była reakcja pracownicy hotelu na widok aparatu.

Większość hoteli, oprócz kilku głównych restauracji samoobsługowych, ma też restauracje „À la carte”. Mają one zazwyczaj trochę wyższy standard, choć starania obsługi wzbudzają raczej miłe politowanie, niż zachwyt. W naszym hotelu był też całodobowy snack bar usytuowany kilka metrów od plaży. Śniadanie na plaży, lazur karaibskiego morza przed oczyma i wschodzące słońce w jednym - czemu nie? :-) Hotele zazwyczaj należą do hiszpańskich sieci (Melia, Barcelo, Iberostar), dlatego jedzenie i sposób organizacji mocno przypominają ten z Wysp Kanaryjskich. Warto dodać, że praktycznie wszystkie atrakcje były wliczone w opcję all inclusive, łącznie z drinkami na plaży i podstawowym kursem nurkowania (z pełnym sprzętem, ale w basenie). Animatorzy byli praktycznie wszędzie, dbali o dobrą atmosferę zarówno w samym hotelu, rozległych kompleksach basenowych oraz plaży. Dodając do tego bar w basenie, część spa i fitness, przyzwoicie wyposażone dwa sklepy (pamiątki, trochę przekąsek i napojów, rum i cygara), nie ma potrzeby wstawiać nosa z hotelu nawet przez dwa tygodnie. 

11
Teren hotelu Iberostar Laguna Azul nocą. W tle główny budynek. Na pierwszy planie fragment basenu.

12
Teren hotelu.

13
Główny budynek. Na parterze znajduje się największa restauracja. Nad nią lobby a jeszcze wyżej część fitness i spa.

14
Teren hotelu.

15
Główne klatki schodowe były otwarte i całe "zalesione" na wysokość 2 piętra.

16
Karaibska rozkosz :).

17
Mimo sporej ilości gości w hotelu, w basenach nie było tłoku.

18
W wodzie zatopione były specjalne siedzenia, aby można było w trakcie pływania wygodnie wypić drinka :).

19
Hol główny był zaprojektowany ze smakiem. Co wieczór można było tu posłuchać muzyki na żywo.

20
Dekoracje w holu głównym.

21
Na wielkość i wyposażenie pokoi nie można narzekać.

Na terenie naszego hotelu było także biuro Rent-a-car, oferujące lekko „rozklekotane” europejskie samochody (nasz zajechany peugeot 206 miał tylko 20 tyś przebiegu!) oraz plastikowe chińskie skuterki (wyglądające na jednorazowe). Chętnych nie było wielu więc właściciel nie potrafił uwierzyć, że bierzemy samochód na 9 dni (dopytywał się pięciokrotnie czy to prawda, pokazując nam przy tym kalendarz). Z samochodem nie mieliśmy żadnych problemów a obsługa biura była też bardzo uczynna (łącznie z przekazaniem mnóstwa informacji na temat zasad jazdy i parkowania na wyspie). Otrzymaliśmy także szczegółową mapę wyspy i kilka numerów telefonów pod które mieliśmy dzwonić w razie kłopotów. 

22
To nie punkt ren-a-car, a parking przy wejściu do jaskini niedaleko Varadero. Nasz Peugeot mocno się wyróżniał.

23
Można było też znaleźć polskie akcenty.

Turyści w hotelu stanowili mieszankę wszystkich ras, religii i kultur. Zdecydowaną przewagę mieli Kanadyjczycy. Drugą najpopularniejszą nację stanowili Niemcy (ale było ich znacznie mniej niż w europejskich kurortach). Hiszpanów i Amerykanów nie uświadczyliśmy w ogóle (przyjazd na Kubę z USA jest utrudniony ale nie nielegalny). Wszyscy było bardzo sympatyczni i cóż tu ukrywać, dość bogaci. Na szczęście nie było to ‘nowobogactwo’ we wschodnioeuropejskim stylu. Atrakcji na półwyspie jest sporo. Jest klub golfowy, możliwość pływania z delfinami, jaskinie (ta z możliwością pływania w ciemnościach jest niedaleko lotniska), wiele atrakcji plażowych (kite surfing itp.). Jedną z ciekawszych jest skok spadochronowy z helikoptera  - starego, ogromnego, wojskowego śmigłowca produkcji rosyjskiej.

24
Naturalne jezioro w jaskini. Woda krystalicznie czysta, głęboka (22m) i bardzo ciepła.

25
Rozpadlina na trasie do jaskini.

26
Jaja dinozaurów :-).

27
Jaskinia "Cuevas de Bellamar" niedaleko Matanzas, to dobry wybór na spędzenie dnia, kiedy pogoda nie dopisuje.

Przyroda na półwyspie potrafi zachwycić, nie należy jednak nastawiać się na zapierające dech w piersiach widoki (oczywiście poza lazurem karaibskiego morza i wspaniałymi plażami). Tutaj raczej zachwycają detale takie jak nisko szybujące, ogromne pelikany).

28
Sporo ludzi zrywa się wczesną porą, żeby podziwiać wschód słońca. Dzięki snack-barowi otwartemu 24/7 można spokojnie zjeść wtedy śniadanie.



Czy możemy polecić Varadero? Jeżeli interesuje Cię leżenie na plaży i korzystanie wyłącznie z atrakcji hotelowych -  miejsce piękne, ale jest wiele bardziej dostępnych i tańszych kurortów o podobnym  standardzie (nawet na Karaibach).  Jeżeli chcesz odwiedzić Kubę, poczuć klimat schyłkowego socjalizmu w wydaniu ameryki lat 50-tych  - masz na to ostatnią okazję, a Varadero, dzięki bliskości Hawany  i kilku innych ciekawych miejsc, nadaje się do tego doskonale. 



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!