Kubańskie przygody. Część 1. Pierwsza wizyta w Hawanie.
 AUTOR: tpadm  /  przeczytano: 4455 razy
 
 

Hawana jest zadziwiającym miastem. Z początku szokuje i onieśmiela, po czasie pozwala odkryć swój urok. Europejski turysta czuje się tutaj trochę jak postać z innego świata. Nie wiem, czy jest gdzieś jeszcze miejsce o takim kolorycie i emocjach. To wspaniałe i pełne życia miasto zbudowane z umierających budynków i pozbawionych nadziei ludzi. Czy to dobra destynacja na pierwszy wyjazd z luksusowego hotelu, skoro na początku strach wysiąść z samochodu? Na to pytanie zawsze odpowiem „TAK”, bo innego tak ciekawego miejsca na Kubie nie ma. To miasto, w którym trudno zrobić krok nie będąc zaczepionym przez tabuny naganiaczy (restauracje, lewe cygara itp.) a jednocześnie nawet oni w większości są bardzo mili i kulturalni.

1
Codzienny ruch przed Kapitolem w centrum Hawany.

W trakcie wakacji na Kubie, odwiedziliśmy Hawanę dwukrotnie. Korzystaliśmy z wypożyczonego samochodu. Miejscowi wiele razy przestrzegali nas przed tym! Otrzymaliśmy stosowne pouczenia zarówno od pracownika wypożyczalni (kwestie bezpiecznego parkowania), barmana (straszny ruch i korki) jak i zaprzyjaźnionego kucharza (łatwo zabłądzić a w wiele ulic i Kubańczyk boi się wjeżdżać). W praktyce nie było tak źle.

Dojazd z Varadero trwa niespełna 2 godziny i prowadzi dość bezpieczną drogą szybkiego ruchu (płatną 2 CUC na bramkach znajdujących się kilka kilometrów od Varadero). Trasa jest stosunkowo przyjemna (prowadzi skalistym wybrzeżem). Mniej więcej w połowie drogi znajduje się miejscowość Matanzas – stolica tego regionu. To, dość bogate (w skali kubańskiej) miasto, swój dzisiejszy status i wcześniejszy rozwój zawdzięcza bliskości kompleksów turystycznych w Varadero. To właśnie do Matanzas dopływa główny strumień pieniędzy z napiwków. Wielu pracowników hotelu w którym przebywaliśmy właśnie tu mieszka. Jadąc przez Matanzas trzeba być bardzo skoncentrowanym. Pomimo nawigacji kilka razy zabłądziliśmy (niektóre skrzyżowania są fatalnie opisane). Po opuszczeniu Matanzas, dość szybko dotarliśmy do punktu widokowego Mirador Puente de Bacunayagua. Co ciekawe, komunistyczne władze stworzyły go nie z powodu widoków na mocno zalesioną dolinę ale mostu, który uchodzi za arcydzieło socjalistycznego budownictwa (od wielu Kubańczyków słyszeliśmy, że projekt wygrał konkurs w Paryżu).  W praktyce to kawał topornego betonu, który nijak się ma do piękna podobnie położonych mostów np. w portugalskim Porto. W nas ciekawość wzbudził sam budynek punktu widokowego. Jego brutalistyczna struktura jest oparta na kielichach, wyglądających identycznie jak stary dworzec PKP w Katowicach :-). Poczuliśmy się jak u siebie :-) Poza tym można tutaj spróbować mleczka kokosowego (z i bez alkoholu) oraz posłuchać lokalnej muzyki w wydaniu na żywo. Uwaga, tutaj za parking trzeba uiścić opłatę.

2
Jeden z zabytkowych samochodów na parkingu przy Mirador Puente de Bacunayagua.

3
Te z samochodów, które są w dobrym stanie, służą głównie turystom.

4
Największe arcydzieło kubańskiej infrastruktury okresu komunizmu.

5
Pocztówki dość "monotematyczne". Beletrystyka również ograniczona do dzieł Fidela i Che.

6
Mały koncert na Mirador de Bacunayagua.

7
Dla tych, którzy tęskną za katowickim dworcem...

W pobliżu Hawany ruch samochodów wyraźnie się zwiększa (ze śladowego na stosunkowo niewielki). Jedyny skręt, który trzeba wykonać, to dobrze oznaczony zjazd w kierunku tunelu (konkretnie strzałki opisane jako „Tunel”). Jest on długi, głęboki i usytuowany pod samym ujściem zatoki nad którą leży Hawana.  Dojazd do niego prowadzi pośród majestatycznych, krzyżujących się latarni. Budynki Hawany widać dobrze już przed wjazdem do samego tunelu. Po wschodniej stronie cieśniny znajduje się tylko stary fort z latarnią morską (odwiedziliśmy go w trakcie drugiego pobytu). Całe miasto znajduje się po drugiej stronie. Wyjazd z tunelu znajduje się na rogu dzielnicy Hawana Vieja. Zaraz za nim znajduje się rozjazd (w prawo - nadmorski Meacon, w lewo - port) a na wprost (nasz wybór) - Kapitol. 

Parkowanie w Hawanie (i w ogóle na Kubie) to osobna historia. Cała procedura nie wynika jednak z braku miejsca do parkowania, takie problemy tu nie występują. Tutaj w grę wchodzi bezpieczeństwo. Obiecaliśmy właścicielowi wypożyczali samochodów, że będziemy parkować tylko na oficjalnych, bezpiecznych parkingach, które wyglądają nieco inaczej niż te w Polsce. Są to często zwyczajne, nieopisane miejsca przy drodze. Jedynym dowodem tego, że to oficjalny parking, jest pan parkingowy w charakterystycznej czerwonej kamizelce z logo Havana Club. Opłatę wnosi się od razu po zaparkowaniu (za 5 CUC pozwolono nam stać jak długo chcemy).

8
Pierwsze minuty w Hawanie - spacer niedaleko Kapitolu.

9
Gran Teatro de La Habana - wspaniały budynek z 1834 roku. Na szczęście odrestaurowany w 2004 r.


Naganiacze zaczepiają przyjezdnych zaraz po otwarciu drzwi samochodu. Tutaj warto opisać ich bardzo cwaną i przemyślaną strategię. Pierwszy „naganiacz” jest zawsze niezwykle miły. Wita w mieście, pyta skąd pochodzimy itp. W ramach drobnego „small talk” padają także niezobowiązujące pytania mające doprowadzić do ustalenia, w jakim hotelu mieszkamy. Udziela bezinteresownych rad (jak dotrzeć do historycznego centrum), przestrzega przed zakupem cygar na ulicach, proponuje zaprowadzenie do dobrej restauracji, czy kogoś, kto może sprzedać prawdziwe cygara taniej niż w sklepie. Kiedy miło i z uśmiechem na twarzy odmawiamy, z kulturą żegna się życząc miłego zwiedzania i odchodzi. Jego praca została wykonana. W przeciągu kilku minut do akcji wkracza druga ekipa. Nas zaczepiła para miejscowych. Chłopak przywitał się energicznie, mówiąc że jest pracownikiem naszego hotelu (podaje jego nazwę) i nas zapamiętał, dzisiaj ma wolny dzień. Nie każdy turysta domyśli się, że zdobycie informacji o hotelu, w którym mieszkamy było celem pierwszego „naganiacza”. Od razu rozpoczyna się „small talk”, o bardzo podobnej treści do tej sprzed kilku minut (np: pogoda w Polsce, nasz kolor skóry). Pada kolejna propozycja zabrania nas do pracownika fabryki cygar, który sprzedaje je we własnym domu (ponoć legalnie, za zgodą Raula Castro). Wiedząc, że kilka sztuk cygar chcemy kupić, szybko doszliśmy do wniosku, że zobaczenie jak mieszkają Hawańczycy jest przecież warte kilku CUC. Prowadzono nas ulicą tuż za Kapitolem (dokładnie o tym miejscu mówił pierwszy „naganiacz”). Atmosfera panująca na ulicy była lekko przerażająca ale raczej dlatego, że to wciąż były nasze pierwsze minuty wśród miejscowych. Mieszkanie było niewielkie ale bardzo wysokie. Wizyta składała się z dwóch etapów - części reklamowej, w której handlarz (być może pracownik fabryki) zachwalał i prezentował pudełka z cygarami oraz części negocjacyjnej. Postanowiłem odpuścić tę pierwszą (zostawić temat żonieJ) i sfotografować mieszkanie (oczywiście wcześniej pytając o zgodę, którą - o dziwo - dostałem bez namawiania). Nagrałem nawet negocjację na telefon - nikt nie miał nic przeciwko. Proponowane nam ceny były kosmiczne (3-4 razy wyższe niż w sklepach). Na początku nie chciano się zgodzić na sprzedaż jednego cygara. Skończyło się na dwóch mocno przepłaconych (gdzieś o 50%) i kilku CUC za „wycieczkę”. Pożegnawszy się z uśmiechami na ustach, wróciliśmy w stronę Kapitolu. Wniosek jest jeden, jeśli decydujesz się na takie wrażenia musisz pamiętać, że co prawda nie jesteś „wśród swoich” i należy zachować dystans ale Kubańczycy nie znają języka polskiego więc strategię wyjścia bez nieplanowanych nakładów finansowych spokojnie możesz omówić z partnerem - byle z uśmiechem na twarzy. Co ważne – w trakcie całej wyprawy właściciele nie wykonali żadnego gestu, który wzbudziłby w nas poczucie zagrożenie.

11
100 metrów od Kapitolu. Brak słów.

12
Jedna z uliczek odchodzących na zachód od Kapitolu. Trasa do "dziupli" sprzedawców cygar.

13
Wschodnia część placu pod Kapitolem.

14
Wiele budynków było w środku totalną ruiną.

15
Pierwsze oznaki kapitalizmu.

W trakcie pierwszego pobytu w Hawanie postanowiliśmy zwiedzić teren najbardziej nas interesujący - stare miasto - Hawana Vieja, a konkretnie jej część na wschód od Kapitolu. Wiele budynków to świetnie odnowione arcydzieła architektury. Opera, stojąca tuż obok Kapitolu rozmachem nie ustępuje Paryskiej czy Garnier. Hawana ma jednak drugie oblicze. Prace konserwatorskie bardzo często ograniczają się do zewnętrznych elewacji. Spoglądanie na wspaniałe budynki z pozabijanymi deskami oknami w centrum gwarnego i tłocznego miasta robi bardzo smutne wrażenie. Na nieremontowanych dróżkach łatwo dostrzec stare szyldy jeszcze z poprzedniej epoki. Część budynków wcześniej opuszczona przez właścicieli stała się wielkimi i półoficjalnymi squotami. Nowi mieszkańcy często pochodzą z biednej kubańskiej prowincji. Brak wykształcenia i powszechna bieda tragicznie wpływa na dzisiejszy stan niegdyś pięknych budowli. Dla porównania, to jakby oddać pałac kultury czy krakowskie sukiennice bezdomnym. Dodatkowo brak płaskiej i niezagospodarowanej powierzchni w mieście spowodował amatorską rozbudowę starych kamienic i hoteli o dodatkowe piętra. Jednak, zamiast cegieł i cementu użyto blachy falistej i ludzkiej pomysłowości. To wszystko stanowi niesamowite tło dla pełnej życia i kolorytu kubańskiej stolicy. Nasz polski komunizm był szary (od ubrań po architekturę). Kubański komunizm jest kolorowy. I mowa tu nie tylko o trzech kolorach skóry które tu dominują, czy czerwieni amerykańskich krążowników szos z lat 50-tych. W tutejszym słońcu nawet na wpół rozsypana kamienica ma soczyste kolory, których brud nie jest wstanie przykryć.

16
Dla takiego kolorytu odwiedza się Hawanę.

17
Odnowiony hotel, w którym mieszkał Ernest Hemingway.

18
Katerda.



21
Wiele pięknych budynków w samym centrum raziło swoją pustką.

22
Opuszczone budynki, których nikt nie pilnował, zostały szybko zasiedlone. Niektóre zyskały nawet nowe piętra całkowicie niespójne z dotychczasową architekturą.

23
Taki widok na ulicy nie wzbudza ani zdziwienia ani zainteresowania miejscowych.

Czy warto opisać jakieś szczególne miejsca z tej części Hawany? Może malutką katedrę? Może hotel w którym mieszkał Ernest Hemingway? Dla nas największą wartością były spotkania z tak różnymi od nas ludźmi i ten olbrzymi kontrast zaskakujący nas na każdym kroku – bieda i bogactwo, piękno i ruina.

24
Wnętrze katedry nie robi specjalnego wrażenia.

25
Pomysł mundurków w szkołach jak widać na Kubie się sprawdza.







Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!