Dwa tygodnie w Andaluzji. Część 2 - Sąsiedzka wizyta w Portugalii
 AUTOR: tpadm  /  przeczytano: 3579 razy
 
 

Wybór hotelu w Isla Canela, miejscowości położonej przy granicy z Portugalią, od początku podyktowany był chęcią zwiedzenia także południowego wybrzeża tego kraju (po wcześniejszych wakacjach mamy ogromny sentyment do Portugalii). Za cel wyjazdu obraliśmy plaże przy klifach w najbardziej wysuniętej na zachód części wybrzeża. Znajomi reklamowali nam je jeszcze w Polsce. 

1
Słynne skaliste wybrzeże w regione Algarve niedaleko Lagos. To jedno z najbardziej malowniczych miejsc w całej Portugalii.

Cała południowa Portugalia znajduje się w dystrykcie Faro, który pokrywa się z rejonem Algarve. To jedna z biedniejszych i mniej zaludnionych części kraju (cała populacja liczy około 400 tysięcy osób). Gospodarka regionu opiera się głównie na rolnictwie i (oczywiście) turystyce. Można to odczuć zaraz po przekroczeniu granicznego mostu niedaleko Ayamonte. Przygraniczna Vila Real de Santo Antonio jest niesamowicie prowincjonalnym miasteczkiem ze spójną niską zabudową lecz klimatem lekko surrealistyczny (pewnie wywołanym wiszącymi wszędzie zaproszeniami na koncerty przy których Disco Polo jest szczytem klasy). 

2
Majestatyczny most, łączący Hiszpanię (okolice miasta Ayamonte) oraz Portugalię (niedaleko Vila Real de Santo Antonio).

Przyjemna autostrada A22 ciągnie się pagórkowatą krainą wzdłuż całego południowego wybrzeża omijając  od północy Faro, z jego przedziwnym i pełnym mielizn ujściem rzeki. Udaliśmy się wprost do oddalonego od naszego hotelu o 160 kilometrów Lagos, a dokładnie do leżącego zaraz obok, półwyspu Ponta da Piedade. To właśnie tam znajduje się perła całego portugalskiego wybrzeża i jeden z najczęściej powielanych obrazów na widokówka z Portugalii. Niesamowite klifowe wybrzeże pełne jaskiń i wystających z wody na kilkadziesiąt metrów skał to obowiązkowy cel wyprawy każdego turysty w tym rejonie kraju. Popularną atrakcją jest tutaj rejs kajakiem bądź łódką pomiędzy skałami. Uroku dodaje krystalicznie czysta woda o cudownym lazurowym kolorze. W dół klifu prowadzą schody.

3
Niewielka przystań, skąd wyruszają rejsy po skalistym wybrzeżu w okolicach Lagos.

4
Wybrzeże jest tutaj niebezpieczne. Ścieżki prowadzą często do samej krawędzi nieregularnych klifów. Często trudno przewidzieć, że kilka kroków przed nami jest już przepaść.

Udaliśmy się dalej autostradą na Przylądek Świętego Wincentego, stanowiący najbardziej wysuniętą na  południowy zachód część naszego kontynentu. W średniowieczu to tutaj znajdował się koniec znanego Europejczykom świata. Jadąc w to miejsce koniecznie trzeba odwiedzić twierdzę w Sagres. Leży ona 6 kilometrów na wschód od przylądka. Ta niesamowita budowla chroniona jest murem tylko z jednej strony. W pozostałych częściach jest zbędny, gdyż dostępu do niej broną idealnie pionowe klify. Twierdza została mocno zniszczona (najpierw w 1587 roku, przez słynnego angielskiego korsarza Fracisa Drake'a, następnie przez trzęsienie ziemi w 1755 r.). Dzisiaj, prócz odbudowanych murów i dwóch budynków w środku, teren twierdzy stanowi duża, płaska i niezabudowana powierzchnia. Jest to także ulubione miejsce wędkarzy, którzy stoją na samej krawędzi naprawę sporego klifu i wędkują w zburzonych falach gdzieś około 60 metrów niżej. I to nawet z sukcesem!  Wejście na teren twierdzy jest płatny (na szczęście niedrogi). Warto zabrać ze sobą wodę, gdyż, prócz okolic murów, nie ma tu cienia. 

5
Widok na niewielki kościół Matki Bożej Łaskawej, jedynego budynku, który pozostał z pierwotnej twierdzy na Ponta de Sages. W tle po prawej stronie Przylądek Świętego Wincentego

6
Plaża obok przylądka Sagres. Zdjęcie zostało zrobione z wnętrza twierdzy. Po prawej stronie widać mury, strzegące twierdzy od strony lądu. Ludzie przed nimi, na samej krawędzi klifu, to wędkarze.

7
Jedne z wędkarzu, łowiący ryby w twierdzy w Sagres. W tle (kilkaset metrów dalej i kilkadziesiąt metrów niżej) lokalna plaża.

8
Inny wędkarz, łowiący ryby z klifów w twierdzy Sagres. W tle przylądek Świętego Wincentego.

9
Majestatyczne klify w obrębie twierdzy Sagres. Niewielki murek, na cyplu po prawej stronie, skrywa działa strzegące niegdyś wybrzeża.

Z twierdzy Sagres doskonale widać Przylądek Świętego Wincentego. Wybrzeże, prowadzące do niego, niemal na całej długości jest klifowe. Gdzieniegdzie, u podnóża klifów znajdują się piękne, piaszczyste plaże. My korzystaliśmy z uroków tej mniejszej, położonej bardziej na zachód. Z racji urokliwego położenia, pięknego piasku i naprawdę ładnego i czystego oceanu o idealnych na kąpiel falach, to chyba jedna z najładniejszych plaż na których byliśmy. Obok stromych drewnianych schodów prowadzących na plażę znajduje się niewielki bar. 

10
Plaża niedaleko przylądka Świętego Wincentego to jedno z najfajniejszych miejsc do kąpieli w oceanie. Plus za czystość.

11
Widok z plaży w stronę półwyspu Świętego Wincentego. Miejsca przy klifach zachęcają cieniem. Jest to jednak bardzo niebezpieczne ze względu na spadające kamienie.

12
Plaża ze szczytu klifu, niedaleko niewielkiego parkingu przy drodze prowadzącej na półwysep Świętego Wincenta. Zejście na plaże nie jest widoczne z drogi.

Sam Przylądek Świętego Wincenta nas trochę rozczarował. Niestety na sam koniec cyplu nie udało nam się wejść. Jest on zabudowany latarnią morską i w czasie naszego pobytu dostęp do tarasów od strony oceanu był zamknięty. Na szczęście widoki na majestatyczne klify zachodniego wybrzeża (które tam się właśnie zaczyna) były dostępne także z poza zabudowań latarni morskiej. 

13
Latarnia na przylądku Świętego Wincenta. Uwaga, spacery tam są bardzo niebezpieczne a klify sporo wyższe niż te niedaleko Lagos.

14
Przylądek Świętego Wincenta. Ten punkt to koniec kontynentalnej Europy. Wejścia na widoczne tarasy były tego dnia zamknięte.

15
Zachodnie wybrzeże Portugalii z przylądka Świętego Wincenta. Uwaga na silny wiatr od oceanu.

Dla nas Portugalia to także dwa obowiązkowe elementy. Pierwszym z nich jest odwiedzenie lokalnych "Padaria e Pastelaria". Wprost uwielbiamy słodkie, portugalskie ciasteczka! W Hiszpanii nam ich bardzo brakowało. Dodatkowo Portugalia to jeden z niewielu krajów, gdzie powszechnie dostępny jest mój ulubiony napój Ginger Ale. To co u nas zdarza się tylko w sklepach klasy premium i kosztuje czasem kilkanaście złotych, tam dostępne jest w każdym markecie w cenie zwykłej pepsi.

Następną cześć relacji znajdziesz tutaj: Dwa tygodnie w Andaluzji. Część 3 - Kordoba



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!