Dwa tygodnie w Andaluzji. Część 5 - Sierra Nevada
 AUTOR: tpadm  /  przeczytano: 5777 razy
 
 

Pobyt w górach Sierra Nevada (z hiszp."Góry Śnieżne") był zdaje się najbardziej rozbieżny z naszymi wyobrażeniami. Zainspirowani książką "Ręka Fatimy" I. Falcones, stwierdziliśmy, że nie możemy będąc tak blisko pominąć tego miejsca, wręcz musieliśmy tam pojechać! Wyjazd pełen był sprzecznych emocji i niesamowitych wrażeń. Naszym celem była górska miejscowość Pradollano odwiedzana szczególnie zimą przez miłośników białego szaleństwa.

1
Zachód słońca nad Grenadą (Hiszpania, Andaluzja). Widok z okna "Edeficio Bulgaria" w kurorcie Pradollano. W prawym rogu widoczny samochód, którym przyjechaliśmy. Jak widać, miejsca parkingowe były jeszcze wolne :-).

Spoglądając na pozamykane sklepy i bary, dziękując w duchu, że dojechaliśmy jeszcze przed zmrokiem (i wyposażyliśmy się w prowiant), dotarliśmy do Edificio Bułgaria w którym mieliśmy spędzić noc. Dziś z perspektywy czasu sami siebie podziwiamy, że pokonaliśmy strach nocując w otwartym budynku, bez gaśnic i światła na korytarzach za to z olbrzymimi martwymi ważkami i tonami kurzu.. Całe szczęście mieszkanie, które opłaciliśmy było czyste i ciepłe. Niemniej ostrzegamy i radzimy skorzystać z hotelu (pomimo wysokiej ceny) lub dojechać rano z Grenady (wstając wcześniej jest to możliwe) niż płacić 40 Euro za nocleg w tak nieprzyjemnym i zdecydowanie niewartym tak wysokiej ceny miejscu. Jak widać nawet wiecznie uśmiechnięci Hiszpaniepotrafią "nabić w butelkę" :). Jednakże widok z okna i zjawiska fizyczne (uciekająca z tubki pasta do zębów) wynagrodziły nam wszystko :)

2
Góry Sierra Nevada. Widok z tarasu widokowego Santa Nicolas w Granadzie (Andaluzja, Hiszpania). Najwyższy szczyt widoczny po lewej stronie to Pico de Veleta - trzeci najwyższy szczyt kontynentalnej Hiszpanii (3396m n.p.m.). Do końca XIX wieku na szczycie gór znajdował się lodowiec. Na pierwszym planie fragmenty Alhambry.

Następnego dnia rano ambitnie postanowiliśmy znaleźć kolejkę, która zgodnie z  informacjami jakie dostaliśmy, miała nas dowieźć na szczyt. Kolejka owszem była, ale nieczynna latem, biuro informacji turystycznej również było zamknięte. Całe szczęście na parkingu przed szklakiem było kilka samochodów (wreszcie ludzie!) i jeden czynny BAR, w którym uzyskaliśmy wszystkie potrzebne nam informacje. Poza kolejką (latem nieczynną) jest darmowy bus, który podjeżdża prawie na sam szczyt. Ponieważ bus jest darmowy odjeżdża w górę co godzinę, z powrotem rzadziej i absolutnie nie można się na niego spóźnić, nawet minuty kierowca nie zaczeka - uprzedzamy :) Ponieważ musieliśmy czekać na transport aż godzinę, postanowiliśmy spróbowaćswoich sił i pójść pieszo:)

3
Bliżej nieokreślony budynek znajdujący się na szlaku, przypominający stare obserwatorium astronomiczne. Obecnie ruina. Znajduje się niedaleko szlagu na Pico de Veleta, nam jednak zabrakło sił by do niego dotrzeć.

4
Jeden z początkowych fragmentów trasy na La Veleta. Widoczny fragment drogi dojazdowej (tutaj jeszcze w dobrym stanie) oraz liczne ścieżki wydeptane przez turystów. Na drugim planie po lewej stronie znajdują się górne zabudowania Pradollano.

Marsz na La Veleta i spacer w dół zajął nam niecałe 6 godzin, z czego większość czasu szliśmy szlakiem dość szybkim tempem. Zdecydowanie zalecamy być przygotowanym do tej wyprawy - dobre buty do chodzenia po żwirze, coś ciepłego do zarzucenia na wierzch oraz prowiant są niezbędne w trakcie wędrówki. Towarzystwo w drodze na szczyt jest wyborne: rowerzyści, którym należą się głębokie ukłony za wytrwałość i ciągły uśmiech na twarzy oraz Hiszpanie, którzy widząc takich niedoświadczonych piechurów jak my okazali zainteresowanie i udzielili kilku praktycznych wskazówek. Na temat widoków rozpisywać się nie będę - sami zobaczcie! To Tyle na dzisiaj

5
Widok ze szczytu Pico de Veleta (3396m n.p.m.) w stronę południową. W oddali (około 40 km) znajduje się wybrzeże Morza Śródziemnego . Po prawej stronie dostrzec można rowerzystę, bowiem na szczyt prowadzi jedna z najwyżej położonych dróg w Europie

6
Widok ze szczytu La Veleta na Mulhacen - najwyższą górę Hiszpanii kontynentalnej (3404 m. n.p.m.). Nie ma jej na liście szczytów wchodzących w skład korony Europy, gdyż najwyższy szczyt Hiszpanii leży na Teneryfie, jest to wulkan Teide.

Podsumowując, nie można być w Andaluzji i nie pojechać w góry! Co prawda podziwialiśmy widoki jedynie latem, ale zimą zapewne okolica jest równie piękna i z pewnością pełna życia!

7
Zdjęcie zrobione w trakcie zejścia z Pico de Veleta w kierunku północno - zachodnim. U podnóża widać (położoną 3000 metrów niżej) Grenadę. Wokół anteny radarowej (nie znamy jej przeznaczenia) rozpoczynają się górne partie tras narciarskich kurortu Pradollano.

8
Widok na Pico de Mulhalcen (3404m n.p.m), najwyższą górę w Hiszpanii kontynentalnej (choć wydaje się, że tak wysoki szczyt powinien leżeć w Pirenejach ). Zdjęcie zrobiono u podnóża Pico de Veleta (celu nasze podróży).

Następną cześć relacji znajdziesz tutaj: Dwa tygodnie w Andaluzji. Część 6 - Gibraltar



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!