Sri Lanka na święta
 AUTOR: tpadm  /  przeczytano: 1672 razy
 
 

Zmęczeni paskudną jesienią i nawałem pracy, zdecydowaliśmy, że zbliżające się święta Bożego Narodzenia spędzimy pierwszy raz w życiu z dala od rodziny. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że okres świąteczny to najdroższy i najbardziej oblegany termin we wszystkich kurortach. To nieprawdopodobne ile ludzi z całego świata decyduje się aby ten okres spędzić w ciepłych krajach. Ostatni sensownie wyceniony lot w ciekawą część świata miał miejsce na początku grudnia. Czym bliżej świąt tym cena stawała się 2  - 3 razy wyższa. Okazało się jednak, że mieliśmy całkiem sporo szczęścia. Sprawdzając wszelkie alternatywy zaczęliśmy analizować także oferty biur podróży. Zazwyczaj wolimy wyjazdy organizować samodzielnie a biura omijamy szerokim łukiem. Jakoś nie pasuje nam wizja transportowania nas wszystkich w wielkim stadzie i zapakowania do hotelu wypełnionego naszymi rodakami. Czasem jednak trafia się oferta tak atrakcyjna, że warta poważnego rozważenia. Jeden  z naszych krajowych touroperatorów wrzucił w „Last Minute” ofertę, gdzie przelot na Sri Lankę wraz z całkiem przyzwoitym hotelem był tańszy od samego lotu w systemach rezerwacyjnych. Przy takiej cenie to prawie nasze najtańsze wakacje! Sri Lanka była dla nas raczej rezerwowym kierunkiem ale takiej ofercie nie mogliśmy się oprzeć. Zweryfikowaliśmy hotel (okazał się jednym z najlepszych w jakich byliśmy)  i okolice (sporo lokalnego kolorytu w dobrym tego słowa znaczeniu). Nic tylko brać!

1
Sierociniec dla słoni. Najprzyjemniejsza część dnia czyli kąpiel :).

Miłe niespodzianki czekały na nas od samego początku podróży. Dość szybko okazało się, że jesteśmy jedynymi uczestnikami tej wycieczki. Przedstawiciel biura przybył więc z biletami na lotnisko tylko dla nas, a rezydent wraz z kierowcą transferowali nas do hotelu wygodnym samochodem. Taka obsługa nam pasuje :). Dodatkowo okazało się, że z niewiadomych przyczyn (prawdopodobnie zbliżające się wybory na wyspie) Sri Lanka w tym okresie była stosunkowo mocno omijanym kierunkiem światowej turystyki. Jak na pełnię sezonu było więc cudownie pustawo, co pozwoliło nam uniknąć tłumów w kolejkach do ciekawych atrakcji i wejść w większą interakcję z lokalną społecznością.

Aby nie zanudzać Was niuansami z całej podróży ta relacja skupi się ma naszych najważniejszych obserwacjach i uwagach, które mogą być przydatne.

1.    Ciekawa przyroda jest już za progiem hotelu. Półtorametrowe warany można było spotkać na spacerach w najbliższej okolicy (ponoć nie są niebezpieczne), drzewa z setką ogromnych jak psy nietoperzy owocożernych znajdowały się 10 metrów od pobliskiej drogi a kawałek dalej w górę rzeki można było spotkać krokodyle. 

2
A tu sierociniec dla żółwi (większość z nich wymaga opieki).

3
Wieczorami takie ogromne nietoperze latały nad głowami. Były wielkie jak dorodne psy.

4
Warany to tutejszy odpowiednik kotów. Wałęsają się co kawałek i nikt się nimi nie przejmuje.

5
Krokodyle spotkać niełatwo. Ten jest do pokazywania turystom.

6
Małpy gdzieniegdzie da się spotkać na wolności.

7
Spory waran tuż obok hotelu.

8
Te tutejsze, w odróżnieniu od braci z Comodo, ponoć nie są niebezpieczne.

9
Gdy nas zobaczył, zareagował odwrotem.

2.   Lokalna kultura jest bardzo ciekawa i kolorowa - o czym często nie wiedzą turyści (i rezydenci :)). Zaprzyjaźniony kierowca tuk tuka zabrał nas na nocne obchody lokalnego święta. Trochę podobne do procesji Bożego Ciała ale po zmroku, wokół jeziora i 100 razy bardziej efektowne (słonie, ognie, tańce itp.). Prócz nas było tam może jeszcze z 3 innych turystów a wszystko odbywało niecały kilometr od okolicy hotelowej. 

10
Słoniki świątynne. Przygotowania do nocnej procesji.

11
Przygotowania do nocnej procesji.

12
Nocna procesja dookoła jeziora.

13
Standardowy układ procesji to: dzieciaki z biczami, młodzież z ogniami, tancerki i słonie.

14
Nie wszystkie tutejsze słonie są małe.

15
Tancerki w procesji.

16
Boso, w nocnym deszczu. :-)

17
Nasz środek transportu.

18
A tu procesja główna. Kilka dni po poprzedniej. Zdecydowanie więcej turystów, niektórzy nawet zapłacili za wstęp :). Więcej wszystkiego (słoni, ognia itp). Pierwsza jednak bardziej nam się podobała, gdyż urzekła nas jej kameralność.

19
Młodzież zajmowała się pokazami ognia.

20
Mieli talent.

21
Pokazy ognia na procesji.


23
Słonie na pokazie.

24
Temu facetowi jest ewidentne głupio ;-)



27
Gdy broda nie rośnie trzeba zaradzić dywanem.


3.    Zabytki są ciekawe, ale nie zawsze warte oglądania. Świątynie na wyspie są bardzo ważne dla mieszkańców i pełne uduchowienia ale często nie są ani wybitnymi dziełami architektury ani nie ma w nich jakiś porażających pięknem dekoracji. Trzeba pamiętać, że wyspa jest duża a podróżowanie po niej dość powolne i mozolne. Czasem więc warto poszukać atrakcji bliżej by nie spędzać całych dni w samochodzie.

4.    Ludzie są niesamowicie przyjaźni i pozytywnie nastawieni. Gdziekolwiek się nie udaliśmy witały nas szerokie i szczere uśmiechy. Lankijczycy są dumni ze swojego kraju i bardzo się cieszą z każdego turysty. Jest to zupełnie inny rodzaj sympatii niż w pozostałych krajach, które zwiedzaliśmy. Jedynie tu zostaliśmy zaproszeni do czyjegoś domu, żeby zwyczajnie razem spędzić czas. Jedynie tu nie musieliśmy płacić za to, że ktoś nam coś pokazał. Lankijczycy chcą pochwalić się tym jak żyją, co jest dla nich ważne i tyle. Nie oczekują niczego w zamian.

29
Zdecydowana większość społeczeństwa jest naprawdę bardzo biedna.

30
Tuk tuk to najpopularniejszy lokalny środek transportu.

31
Lankijczycy pomimo biedy są bardzo zadbani i modnie ubrani. Maja tez często europejskie rysy.

32
Najciekawsza postać to ta trzecia w tle. Niezbyt zadowolona.

33
Zawsze można było znaleźć dobrze wyposażony sklep.

5.    Jedzenie jest generalnie, poza owocami morza, mało urozmaicone. Wszystko bazuje na ryżu i curry. Curry rybne, mięsne czy wegetariańskie smakuje zawsze tak samo :). Nam akurat to pasowało, ale czasem miałem wrażenie, że miejscowi jedzą dwa dania przez całe życie i w ogóle nie zwracają na to uwagi. W hotelach było za w tym temacie rewelacyjnie. Spory wybór europejskiej i azjatyckiej kuchni całkiem dobrze przyrządzonej. 

6.    Hotel zaskoczył nas genialną plażą i fantastyczną jakością obsługi. Byliśmy w wielu hotelach najwyższej klasy. Zarówno w wielkich 5 gwiazdkowych molochach jak i małych, spokojnych i luksusowych ośrodkach. Lepsza była tylko obsługa w Viceroy Bali (gdzie cena była 10 razy wyższa). Każdy z nas czuł się iście po królewsku. 

34
Jeden z hotelowych basenów. Ten mniejszy ale głębszy.

35
Korytarz w hotelu prowadził wzdłuż sadzawki z rybami. Na poręczy byly pojemniczki z karmą aby goście hotelu sami zajmowali się ich dokarmianiem.

36
Element kulturowo obcy. Obsługa była zdziwiona kiedy powiedzieliśmy im, że u nas choinka jest zielona :).

37
Drugi hotelowy basen. Naprawdę długi. Oba przy samej płazy (5 metrów).

38
Cały hotel ciągnął się wzdłuż niedużego trawnika, który płynnie przechodził w plażę. Prawnie wszystkie pokoje miały okna na ocean.

39
Rybacy, którzy wracali tym 'czymś' zawsze chętnie chwalili się połowem. To co złowili można było od razu zamówić i zjeść :).

40
Oto i cały hotel w swej okazałości. Można było surfować na deskach.

41
Hotel The Surf w Bentota.

42
Plaża była cały czas obserwowana przez ratownika i przed każdym wejściem byliśmy uświadamiani o ryzyku. Ocean, fale i prądy, był dość niebezpieczny.

7.   Kolacja wigilijna w hotelu była całkiem ciekawym doświadczeniem. Tym bardziej, że zorganizowanym wyłącznie dla turystów. Ogromny zazwyczaj wybór potraw rozrósł się dziesięciokrotnie. Można było się poczuć dziwnie wykrawając kawał mięsa ze świeżo upieczonego świniaka czy indyka (całe wylądowały na tzw. szwedzkim stole) czy podziwiając powoli rozmrażającego się prawdziwego rekina (do dzisiaj nie wiem czy to był tylko element dekoracyjny czy mieliśmy go też zjeść).

43
Początek kolacji wigilijnej.

44
Dział z pieczywem na kolacji wigilijnej.

45
Rekin po staropolsku.

46
Wybór potraw był olbrzymi. Postu jednak nie dało się zachować.

47
Wszystkie dania były nie tylko smaczne i różnorodne, ale i zrobione z pomysłem.




51
Bałwanek z mozarelli.

52
Pracownicy hotelu próbowali śpiewać kolędy. Dosłownie robili wszystko, żeby święta były dla nas jak najbardziej zbliżone do oryginału, co czasem wychodziło śmiesznie, jak chociażby nieudolne próby kolędowania :). W pokoju czekał na nas nawet mały, pięknie zapakowany słodki prezencik!


8.    Herbal Garden, czyli ogród w którym można zobaczyć mnóstwo lokalnej roślinności i zapoznać się z tajnikami medycyny ajuwerdyjskiej, to  zorganizowana dla turystów w pełni komercyjna atrakcja. Mieliśmy wrażenie, że cała ta organizacja działa na zasadzie sieci, bo podróżując po wyspie takie ośrodki były praktycznie wszędzie. Wyglądały bardzo podobnie a przewodnicy uczyli się tego co mówić z identycznego podręcznika. Na szczęście to tania impreza, raczej nastawiona na sprzedaż towarów w lokalnym sklepiku. Dla Europejczyka i tak jest dość ciekawa więc warto. Nie warto jednak nic kupować ani korzystać z usług proponowanych tam na miejscu masaży.  To już powoli przekracza delikatną granicę próby wyłudzenia.

54
W jednym z wielu Herbal Garden.

55
Prezentacja wanilii.

9.    Kandy - wbrew cukierkowej nazwie to religijna stolica kraju. Położona wysoko w górach jest dość spokojnym miastem.  Na wyspie nie odkryto jeszcze, że turyści bardzo lubią wieczorne spacery po spokojnej i bezpiecznej starówce i stołowanie się do późnej nocy w dobrej klasy lokalach. Tutaj też nie znajdziecie spokojnej starówki (chociaż jest tu sporo budynków wybudowanych jeszcze przez Brytyjczyków) czy czynnych do późna fajnych restauracji. Po zachodzie słońca  raczej zostaje się w hotelu. Sama świątynia Zęba Buddy, w której to rzeczona relikwia jest przechowywana, to odpowiednik naszego klasztoru w Częstochowie. Nie robi porażającego wrażenia ale chyba tylko dlatego, że już za dużo w świecie zobaczyliśmy. Widać jednak było jak bardzo samą obecność w tym miejscu przeżywali miejscowi. 

56
Stosunek miejscowych do Brytyjczyków jest dość ciekawy. Z jednej strony byli wyzyskiwani, ale do dzisiaj są dumni z pozostałości pokolonialnych. Tutaj wystawa poświęcona budowie drogi przez kolonizatorów.

57
Kandy w całej okazałości.

58
Ochrona znaków towarowych to tylko taka ciekawa akdemicka idea.

59
Najładniejsze budynki w Kandy to te postawione przez kolonistów.

60
Miejskie kamienice w Kandy.

61
Pokaz tańca w Kandy. Ponoć to jedna z głównych atrakcji w trakcie wizyty w stolicy. Marna i nudna imitacja tego co widzieliśmy na nocnych procesjach w malutkiej wsi.

62
Świątynia Zęba Buddy.

63
Świątynia Zęba Buddy.

64
Świątynia Zęba Buddy. Kapłani 4 razy dziennie zanoszą Buddzie posiłek.


66
Przyzwoity hotel nad Kandy. Jego nazwa nam gdzieś wyparowała.

10.    Fabryki Dżemu. Gdy ktoś zaproponuje Wam odwiedzenie "dżem factory" to nie martwcie się. Chodzi o wydobywane na wyspie kamienie szlachetne (gem stones). Sri Lanka jest światowym potentatem tej branży. U byle jubilera na lankijskiej wsi zobaczycie więcej okazów niż w niejedynym muzeum i sama wizyta tam robi nieziemskie wrażenie. Niejeden kamień szlachetny ważył ponad kilogram i był wart fortunę (można go było nawet potrzymać w ręce). Wizyta w „Gem Factory” polega na odwiedzinach u jakiegoś większego lokalnego jubilera, który w małym pokoiku pokazuje krótki film o wydobywaniu kamieni na wyspie a potem prowadzi do warsztatu, w którym rzemieślnicy obrabiają kamienie i przygotowują z nich biżuterie. Cała wizyta oczywiście kończy się w sklepie, gdzie można wynegocjować naprawdę dobre ceny. Nie ma obowiązku zakupu a cała wizyta i tak często jest darmowa. 

67
Wytwarzanie biżuterii. Gdzieś w Kandy.



70
A tutaj odpowiednik w Bentota.

71
Pomiar twardości kamieni. Dość skuteczny sposób dowiedzenia oryginalności kamienia.

72
Wartość jak przyzwoity samochód.

11.    Sanktuarium słoni stało się od jakiegoś czasu jedną z głównych atrakcji wyspy. To nie zoo, w którym słonie są przymuszane do pokazów czy miejsce, w którym wyłapane słonie przetrzymuje się pod przymusem. Wszystkie obecne tam słonie to takie, które z rożnych przyczyn nie przetrwałyby na wolności. Dostarczano tam młode, którym kłusownicy zabili matkę, czy takie, które wpadło do rowu i było bliskie śmierci. Obiekt jest oczywiście już dobrze przygotowany pod turystów, ale opiekunowie organizują to tak, aby ich obecność nie wpływała za bardzo ma życie wychowanków. Najważniejszym wydarzeniem dnia jest karmienie małych słoniątek i codzienna kąpiel całego wielkiego stada w położonej niedaleko rzece. Słonie aby tam dotrzeć spacerują przez sam środek miasta wąską, handlową ulicą. Umiejętnie zająłem więc strategiczne miejsce na jej samym końcu, tuż przy niewielkim łuku drogi. Widok 50 ogromnych słoni raźnie pędzących na wprost  mnie i skręcających dokładnie 2 metry przed miejscem gdzie stoję zapisał się w pierwszej dziesiątce momentów "wow" jakie miałem okazję do tej pory przeżyć. 

73
W słoniowym sierocińcu było miejsce, gdzie turyści za dodatkową opłatą mogli karmić słoniki.

74
Miejsce do karmienia tych większych było lepiej zabezpieczone.

75
Stado słoni nie było niczym oddzielone od turystów.

76
Stado słoni prawie na wolności.

77
Przemarsz przez miasto.

78
Zdjęcia nie oddają odczuwanej adrenaliny. Miejsce, w którym zrobiono to zdjęcie jest dość bezpieczne.

79
Słonie w kąpieli.

80
Słoniom bez wątpienia kąpiel sprawiała ogromną przyjemność. Niektóre wymachiwały trąbami i podnosiły na zmianę swoje olbrzymie nogi, co wyglądało jak taniec radości.

81
W lokalnych sklepikach można było kupić produkty zrobione z odchodów słoni :). Trudno było uwierzyć, że z kupy słonia da się zrobić papier, ale pani dokładnie pokazała nam cały proces :).

82
Cały papier jest zrobiony ze słoniowych odchodów.

12.    Co do bezpieczeństwa, to zawsze należy pamiętać, że doświadczenia 2 tygodni pobytu to za mało aby ze 100 procentową pewnością pisać, że jest lub nie jest bezpiecznie. My ani razu nie mieliśmy problemów a szwendaliśmy się po zmroku wśród miejscowych. Jednak różnice kulturowe i przerażająca bieda mieszkańców, skłania turystów do ostrożności. Inaczej ma się jednak sprawa z bezpieczeństwem na drogach. Samodzielny wynajem samochodów jest możliwy ale bardzo niezalecany. Większość turystów decyduje się wynająć samochód wraz z kierowcą. Miejscowi jeżdżą jak wariaci 1000 razy bardziej niż w Polsce. Nawet jeżeli uważasz się za doświadczonego kierowcę, który przetrwał w godzinach szczytu we Florencji czy ścigał się ze skuterowymi 'gangami' w Indonezji, nie jesteś przygotowany na to co się tutaj dzieje na drogach. Nasz powrót z Kandy okazał się ciągłą czterogodzinną sceną pościgu z filmów o Jamesie Bondzie. W połowie zażądaliśmy postoju, bo kolor naszej skóry zmienił się w zielony a błędnik powiedział 'nie', skrzyknął kolegów i zorganizował strajk. 

83
Malownicze mosty w okolicach hotelu.

84
Nasza bryka, która zjeździliśmy kawał wyspy.

85
Bogate, pełne turystów Kandy.

86
Lokalnie szaleliśmy tuk tukiem z zaprzyjaźnionym kierowcą.

87
Tygiel kulturowy w pełni.

13.    Ceny - jak na Azję jest dość drogo. To ciągle stosunkowo tani kierunek podróży, jednak wszystko jest sporo droższe niż w Tajlandii. Oczywiście te usługi, z których korzystają turyści są praktycznie niedostępne dla miejscowych. Lokal standardu baru mlecznego to miejsce tylko dla lokalnych notabli. Miejsca dla miejscowych (głownie sklepy) są oczywiście sporo tańsze, ale trzeba sporo samozaparcia aby w nich nabyć towar. Te lepiej wyglądające są już ukierunkowane na turystów. W okresie naszego pobytu z owoców królowały najlepsze na świecie ananasy. Miały inny kształt i nawet wewnętrzny element, który standardowo jest twardy, tu  był jadalny i  bardzo smaczny. 

88
A to miejsca handlu.

89
Skład nieziemsko pysznych ananasów.

90
Wybór owoców był świetny. Jak zawsze zresztą w takich krajach.


92
Sri Lanka to takie Indie w wersji light. Tutaj ciężarówka w indyjskim stylu.

14. Herbata nie jest zbyt popularna na Sri Lance. To raczej towar eksportowy, z którego wyspa słynie. Centralna część wyspy, głównie w okolicach Nuwara Eliya, pełna jest za to ogromnych plantacji tej rośliny. Można zwiedzać tam także przetwórnie, które z zielonych liści (i nie tylko) robią wysyłane na cały świat paczuszki pełne aromatycznego suszu. Można też degustować, smakosze docenią ale dla mnie ta najsłabsza była absolutnie nie do przełknięcia (100 razy za mocna). 

93
Degustacja herbat. Wszystkie jak dla ,nie nieziemsko mocne.

94
Suszenie liści herbaty.

95
Maszyna do rozdzielania herbaty na rożne rodzaje sprzedawanych produktów.

96
Centralna część wyspy.


98
Okolice słynące z herbaty są chłodniejsze i obfitujące w wodospady.

99
Plantacja herbaty.

100
Plantacja herbaty.

101
Centrala cześć wyspy naprawdę jest magiczna.

102



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!