Majorka - więcej niż plaża
 AUTOR: tpadm  /  przeczytano: 2729 razy
 
 

Tegoroczna wyprawa na Majorkę to urodzinowy prezent - niespodzianka, jaki sprawiłem mojej drugiej połówce. Jak przystało na niespodziankę, cel wyjazdu do samego końca pozostał tajemnicą, co stanowiło nie lada frajdę dla nas obu :-). Widok zaskoczenia i niedowierzania w oczach, gdy już po odprawie, w oczekiwaniu na lot, na całe 5 sekund przekonałem ją, że lecimy najpierw do Gdańska a później do Oslo, był warty całej tej intrygi.

1
Czasem warto pójść kilka metrów wyżej..

Był to nasz pierwszy lot z podwarszawskiego Modlina. Wbrew zasłyszanym opiniom nasze odczucia były wyłącznie pozytywne. To bardzo kameralne ale za to nowoczesne lotnisko na które z Żoliborza (pomimo piątkowego szczytu) dotarliśmy szybciej niż na warszawskie Okęcie. I tutaj ważna informacja dla dojeżdżających samochodem - w okolicy lotniska jest sporo rozsądnych cenowo parkingów. Tydzień parkowania jest znacznie tańszy niż taksówka z centrum Warszawy. W środku terminala brakuje jedynie dużego sklepu bezcłowego, ale nie oszukujmy się, to low cost-owe lotnisko. Jest gdzie usiąść i zjeść, można kupić coś do czytania, to powinno każdemu wystarczyć. Na uwagę zasługuje tez zaparkowany przed wejściem objazdowy grill. Można bardzo kulturalnie (choć ciągle z plastiku) zjeść dania z grilla i napić się piwa, leżakując na lotniskowym trawniku. Całkiem sympatycznie :-). 

Na tym lotnisku nie ma mowy o wchodzeniu do samolotu przez rękaw, czy nawet dojeździe autobusem. Tutaj to samoloty parkują pod wyjściem z terminala i spaceruje się do nich pieszo. Fajne bo szybko :-). Przewoźnika też nie ma się co czepiać. Dostaliśmy to, za co zapłaciliśmy a flotę mają względnie nowoczesną. Problemem związanym z lataniem tą żółto - niebieską linią, są mało atrakcyjne godziny lotów. Lądowanie o północy nie jest ani wygodne ani komfortowe – szczególnie jeżeli całą podróż organizuje się samodzielnie. Wizja spania na lotniskowych ławkach do rana czy też jazda przez pół nocy po wyspie, mało mi się podobała. Zamówiłem więc hotel dosłownie kilka kilometrów od lotniska, na Playa de Palma. Okolica ta to ciągnący się przez kilkanaście kilometrów pas dość leciwych już hoteli stanowiących turystyczne zaplecze dla położonej tuż obok stolicy wyspy. Nie ma tu zapierających dech w piersiach krajobrazów czy historycznych atrakcji. Zaletą jest jednak bardzo bogata infrastruktura turystyczna i naprawdę niezła, bardzo szeroka i świetnie zagospodarowana plaża z niesamowicie czystą wodą.

Hotel Pamplona choć był dla nas tylko bazą wypadową niestety zaskoczył nas niepożądaną jakością pokoju, co skutkowało awanturą w hotelowym holu o 2 w nocy. Na szczęście rano manager dostosował warunki do tych, które widniały w zamówieniu.

2
Deptak przy Playa de Palma. Można zjeść, wypić i kupić cały plażowy asortyment za niewielkie pieniądze.

3
Już po plażowaniu :) Zaczyna się robić romantycznie :)

4
Widok samolotów na niebie nad Majorką był czymś tak samo naturalnym jak widok morza. Samoloty lądują tu co 5 minut. Pomimo tego wyspa nie była zbytnio zatłoczona.

5
Prawdziwie hiszpańskie smaczki ;)

Rano pierwszego dnia, po śniadaniu i przeprowadzce do nowego pokoju, pojechaliśmy do stolicy wyspy - Palmy. Palma to kawał sporego, bardzo ładnego miasta z mnóstwem atrakcji dla turystów. Najlepiej zacząć wizytę od wyjechania na dość drogi ale bardzo wygodny parking podziemny bezpośrednio przy katedrze. Dojazd do niego jest świetny, gdyż wjazd znajduje się tuż przy samej wielopasmowej trasie oddzielającej Palmę od morza. Położenie jest idealne, który inny parking może się pochwalić tym, że po wyjściu z niego oczom ukazuje się jeden z najlepszych widoków - wspaniała gotycka katedra. Tereny nad parkingiem to także tereny rekreacyjne – deptak, restauracja a wieczorami kino pod chmurką.

6
Katedra La Seu w pełnej okazałości. Taki widok mieliśmy przed sobą tuż po wyjściu z podziemnego parkingu.

7
Katedra.

8
Rozeta jest naprawdę duża ale od środka robi lepsze wrażenie.

Architektura Palmy jest zachwycająca. Główne deptaki otoczone są wielkimi i pięknymi gmachami z majestatycznym „Caixa Forum” na czele. Widok ten jednoznacznie przywołuje w pamięci barcelońskie Las Ramblas. Wystarczy jednak skręcić w dowolnym miejscu aby wpaść w labirynt wąskich uliczek pełnych klimatycznych knajp i sklepików. Jedzenie jest dość drogie. Nie ma się co dziwić - to w końcu środek sezonu. Zwykła pizza dla jednej osoby to wydatek około ośmiu euro. Wino ‘de la casa’ - 2.5 euro za kieliszek (choć lany od serca). Dla poszukujących naprawdę dobrego jedzenia mamy jedną radę: nie jedzcie tam gdzie jedzą wszyscy turyści! Wszystkie lokale pełne turystów serwują jedzenie niskiej jakości. Wystarczy jednak skręcić z głównego szlaku, a już po kilku krokach można trafić na prawdziwe kulinarne perełki. W takich miejscach gospodarz, aby znaleźć gości musi postawić na jakość produktów. Dzięki temu można zjeść w bardzo kameralnych warunkach coś nie dość że tańszego to o wiele smaczniejszego. Nam najbardziej zapadła w pamięć knajpa „St. Lorenzo Tapas, Bar & Restaurant” (Calle St. Llorenc 22, 07012 Palma de Mallorca). Lokalik jest malutki ale jedzenie naprawdę przepyszne. To także jedno z nielicznych miejsc, gdzie można było zamówić posiłki bezglutenowe (nawet pizzę). Na ogromne pochwały zasługuje cała obsługa. Tak świetnego kontaktu z klientami nie widziałem nigdzie..

9
Malownicze uliczki Palmy.

10
Pora sjesty więc uliczki świecą pustkami.

11
Coś Wam to przypomina? Z pewnością barcelońskie Las Ramblas.

12
Przed wejściem do katedry stoi codziennie kilka dorożek gotowych ulżyć zmęczonym stopom.

13
Jamón serrano za chwilę podamy :).

14
Ciastkarnia, trudno przejść obojętnie.

15
La Caixa

16
Spacerkiem o zmroku..

17
Najstarsza piekarnia na wyspie na razie świeci pustkami. Za to po 20 nie będzie wolnego ani jednego stolika.

18
Gdyby nasze witryny sklepowe tak wyglądały..

19
Uliczki Palmy są bardzo wąskie, dlatego ruch samochodowy jest tu całkowicie zakazany.

Najważniejszym zabytkiem całej wyspy jest wspaniała gotycka katedra La Seu. Budowana od początku 13 wieku na miejscu meczetu, została ukończona dopiero po 400 latach. Jej główną dekoracją jest największa na świecie rozeta (12 metrów średnicy). Mówiono nam o niej w Barcelonie. Katedra jest gigantyczna i – co ważne – ciągle zachowała oryginalny średniowieczny charakter. Są oczywiście całkiem ciekawe nowe akcenty – jak wspaniały żyrandol w kształcie korony cierniowej oraz przedziwny surrealistyczny i lekko straszny boczny ołtarz. Zarówno żyrandol jak i boczny ołtarz mają także interesujący wspólny akcent – swego twórcę. Nawet średnio znający się na sztuce i architekturze łatwo dostrzeże tutaj rękę Antonio Gaudiego.

20
Wejście do katedry znajduje się po lewej stronie. Ubioru nikt nie kontroluje.

21
Oryginalny żyrandol autorstwa Antonio Gaudiego.

22
Dzięki pani sprzątającej, która na 2 minut włączyła światło, mogliśmy podziwiać żyrandol w pełnej okazałości.

23
Majorka nie jest nawet w sierpniu tak zatłoczona jak wskazuje ruch na lotnisku.

Osobiście nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy lecą na drugi kraniec świata tylko po to, aby nie opuszczać ani na chwilę przestronnych hoteli ‘all inclusive’. Wpadają w sidła zastawione przez chciwych właścicieli, którzy wolą aby nie oddalali się oni zbyt daleko, bo jeszcze będą skłonni wydać pieniądze gdzieś indziej. Jeszcze nigdy nie było tak, aby nawet krótka wyprawa na zwiedzanie, objazd okolicy itp. nie przyniosła ciekawych odkryć i nowych przygód. Odkąd zaczęliśmy tak naprawdę zwiedzać, każdy dzień, który mamy w całości spędzić przy basenie czy na plaży, wydaje się nam trochę stracony i wręcz nosi nas, aby spakować samochód i pojechać w stronę horyzontu. Majorka też ma co nie co do zaoferowania miłośnikom ciekawych miejsc, majestatycznych krajobrazów czy zabytków historii. Najwięcej jest ich oczywiście na północy. W Sierra Tramontana jest kilka wspaniałych miasteczek, których nie powstydziłaby się Toskania. Każde z ich ma swój ciekawy unikalny charakter. Sóller, położone w dolinie pomiędzy górami ma wspaniały rynek, przez środek którego przejeżdża lokalna kolejka mijając o kilka centymetrów krzesła z restauracyjnych ogródków. W niedzielne przedpołudnie rynek był pełny mieszkańców i trwała wielka poranna feta. Samych turystów – garstka. Gdzie indziej widzimy już nieco inne oblicze wyspy. Położone wysoko w górach Valldemossa jest najbardziej malowniczym miasteczkiem na całej wyspie. Włodarze są tego zapewne świadomi, gdyż tu z kolei wszystko jest zadbane i świetnie zorganizowane pod turystów. Są także miejsca w których czas zamiera. Krótki pobyt w spokojnym i cichym Fornalutx powodował że plus zwalniał o polowe.  

24
Miejscowość Sóller w niedzielne przedpołudnie.

25
Lokalne zawody szachowe.

26
Zabytkowy tramwaj przejeżdża przez starówkę co kilkanaście minut.

27
Przez moment każdy z nas pomyślał o pociągu przejeżdżającym przez targ pod Bangkokiem. Tu zapachy były o wiele smaczniejsze :).

28
Widok na góry otaczające miasteczko Valldemossa.

29
Cisza..

30
i błogi spokój..

31
To miejsce wygląda na starą publiczną łaźnię.

32
Tutaj deszcz jest tak rzadkim zjawiskiem, że można sobie pozwolić na ozdoby z bibuły :).

33
Jest też coś dla spragnionych witamin :).


35
Valldemossa.

36
Od tej chwili mam już swoje motto życiowe.



39
Valldemossa ma swoją patronkę - świętą Catalinę, która podobno tu się urodziła. Takie tabliczki znajdziemy na murach każdego domu.




43
Jedna z głównych uliczek w miasteczku.


45
Widok z drogi prowadzącej do Valldemossa.

46
Valldemossa

Cała północna część jest niezwykle malownicza. Tamtejsze trasy to prawdziwy raj dla kierowców. Główna droga wzdłuż wybrzeża prowadzi wysoko samymi górskimi przełęczami. Rzadko kiedy widać z niej morze, ale majestatyczne skaliste szczyty robią wrażenie. Te góry nie są dla niedzielnego zdobywcy. Ponad 40 szczytów ma tutaj ponad kilometr wysokości. Niby niewiele, ale tutaj startuje się od zera. Dla nas najpiękniejszym odcinkiem był ten prowadzący do Sa Calobra. Zjazd z przełęczy, dziesiątkami ciasnych serpentyn, prawie 700 metrów w dół , to świetne przeżycie. Samo Sa Calobra, ma dość ciekawie umiejscowioną kamienistą plażę - pomiędzy skałami. Ścieżka prowadzi wykutymi w skale tunelami. To jedno z tych miejsc, do którego dotarcie jest atrakcją samą w sobie. 

47
Serpentyny wywoływały zawrót głowy.

48
Na tych wąskich zakrętach czasem mijaliśmy się z autokarem.

49
Sa Calobra

50
Tunel prowadzący na plażę w Sa Calobra.

51
Widok tuż przed zachodem słońca.

52
Plaża jest kamienista ale otoczenie rekompensuje niewygodę.

Cudowna górska trasa kończy się latarnią morską na cyplu „Cap de Formentor”. Warto tam przybyć późnym popołudniem albo o poranku. Niestety jest bardzo niewiele miejsc do parkowania, co wielu podróżnym nastręcza sporo kłopotów. My trafiliśmy tu tuż przed zachodem słońca. Z całej przepełnionej turystami wyspy, było nas tylko kilkanaście.



55
Droga prowadząca na cypel „Cap de Formentor".



58
Latarnia morska na cyplu „Cap de Formentor".

Opisaliśmy krajobrazy, architekturę, kuchnię ale jest jeszcze jedna istotna rzecz, której Majorce nie można odmówić – niesamowite plaże. Los zrobił nam w tym temacie niemałego psikusa i pokazał, że nie należy nigdy myśleć schematami, że czasem nie warto marnować czasu na poszukiwania bo najfajniejsze rzeczy ma się tuż pod nosem J. Pierwszego dnia wybraliśmy się na obowiązkowy spacer deptakiem wzdłuż plaży. Pierwszy raz (a podróżujemy sporo) widzieliśmy tak zorganizowaną i kulturalną plażę: wydzielone strefy z płatnymi parasolami i leżakami, prysznice, bary serwujące jedzenie i napoje na dość wysokim poziomie oraz czyste toalety. Takie „plażowe kompleksy” znajdowały się wzdłuż deptaka w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie. Pomiędzy tym oczywiście można było normalnie za darmo opalać się na własnym ręczniku. Plaża bardzo długa, biała i piaszczysta. Ponieważ dość szeroka nie doszliśmy do brzegu morza w trakcie tegoż spaceru. Idziemy więc i komentujemy, że fajnie, że inaczej, że bardzo nowocześnie i tak europejsko ale na pewno musimy znaleźć jakieś spokojniejsze, bardziej odludne miejsce. Takie z krystalicznie czystą wodą i w ogóle :-). Wiec siadamy w tym super barze z widokiem na morze i szukamy w przewodniku gdzie by tu pojechać. Jest, jedna z pięciu, plaża ślimaka. Oczywiście nie bezludna, ale bardziej kameralna niż inne. Jedziemy! Godzinę samochodem w jedną stronę, później pół godziny pieszo w upale z całym asortymentem, bo tu sklepu z wodą nie będzie. Jest ciężko, bo żar leje się z nieba ale inni mają gorzej, bo niosą ze sobą parasole, materace, lodówki z napojami… Wreszcie docieramy na miejsce, i jest faktycznie pięknie. Ludzie są, ale można się rozłożyć w bezpiecznej odległości. Woda ma lazurowy kolor i jest bardzo ciepła. Dostaliśmy to czego chcieliśmy :-). Cieszymy się, że przyjechaliśmy tak wcześnie bo gdy wracaliśmy nie było już gdzie postawić samochodu. Wszystko jest fantastyczne, tylko ta odległość, 3 godziny na samą podróż a nam zostały już tylko 2 dni. Rozważamy co zrobić przy śniadaniu następnego dnia. „To może pójdziemy tutaj na plażę przy deptaku, tę zorganizowaną” – pada nieśmiała propozycja. „Idziemy, najwyżej szybko wrócimy i pojedziemy na ślimaka :)" – zapada decyzja. I poszliśmy :) I jak dotarliśmy do samego morza to nie mogliśmy uwierzyć w to, co zobaczyliśmy. Ludzi owszem więcej ale woda..Ta woda! Morze było tak czyste, że zanurzając się po samą brodę było widać dno! Piaszczyste dno –bez kamieni, resztek skał itp. Można było wbiegać z plaży wprost do wody i cieszyć się :-). Zaskoczyło nas to bardzo, gdyż byliśmy już na Balearach (plaże Ibizy mają zupełnie inny charakter), i na Wyspach Kanaryjskich i na wybrzeżach Portugalii i Andaluzji, i na Maderze i na plażach Barcelony i nigdzie morze nie było tak czyste. Na Majorce woda jest zdecydowanie wyjątkowa. W dodatku, ponieważ wiał silny wiatr, fale były tak duże że wyrzucały nas i nasz żółty materac na sam brzeg i dawały możliwość poczucia się znowu jak kilkuletnie dziecko. Spędziliśmy w tej wodzie 2 dni, na tej plaży „pod nosem” i bawiliśmy się w świetnie, jak nigdy w dorosłym życiu. A wieczorami z kąpielówek wskakiwaliśmy w bardziej szykowne stroje i jechaliśmy na kolację i wieczorny spacer do Palmy.



Spędziliśmy na Majorce tydzień i choć to kolejna hiszpańska wyspa, którą widzimy, chcemy tu wrócić, choć na chwilę, choć na weekend, żeby znowu móc poszaleć jak dziecko w tym cudownym morzu. Dzięki lotnisku w Modlinie, dzięki tanim liniom, wydaje się to bardziej możliwe niż kiedyś..:).



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!