Szalom / Salam – czyli krótka rozprawka o izraelsko – palestyńskim balaganie!
 AUTOR: fokietta  /  przeczytano: 1787 razy
 
 

Brak kreseczki nad literką „l” w słowie „bałagan” jest zabiegiem, który czynię z pełną premedytacją, rozpoczynając tę krótką opowiastkę.  Bowiem „balagan” jest jedynym słowem, pochodzącym z polskiego, które naród żydowski przywiózł ze sobą nad Jordan i które nieopacznie rozgościło się w hebrajskim na dobre. Nie ukrywam, że wcale nie dziwię się, że tak mu tu dobrze… Klimat sprzyja zadomowieniu: przyjemnie ciepło, lazurowe niebo, palmy daktylowe, szerokie, białe i nieskazitelnie czyste plaże nad Morzem Śródziemnym oraz błotno-relaksacyjne Morze Martwe (czort z tym, że słone, jak cholera, ale jaka gładka skóra po kąpieli) i co najważniejsze - Ziemia Święta, gdzie każdy kamień i drzewko oliwkowe nie jedno widziało… Niestety, małe skubance nie chcą się podzielić swoimi przeżyciami… Jak ktoś dociekliwy, to weźmie do ręki Biblię / Koran / Torę (do wyboru) i tam znajdzie dokładne opisy tych wiekopomnych wydarzeń.

1
Powszechnie rozpoznawalny symbol Jerozolimy - Kopuła Skały na Wzgórzu Świątynnym.

Zdarza mi się, że tuż po przylocie do jakiegoś kraju, zaraz po wyjściu z samolotu, nabieram pierwszego przekonania, czy dany kraj będzie mi się podobał, czy nie. Izrael stanowi tu pewien wyjątek. Jeszcze nie zdążyłam wsiąść do samolotu, a już  paranoiczna twarz Izraela zdążyła się objawić. Linie EL AL – podobno najbezpieczniej linie tego świata – przetrzepały mnie i mój bagaż sowicie (literalnie). Podchwytliwe i dociekliwe pytania pana z odprawy – pozwolę sobie przytoczyć jako przykłady: „Czy ma pani jakiś znajomych w Izraelu? A w Palestynie?, Kto pakował pani bagaż?, Czy przewozi pani jakiś prezent dla kogoś miejscowego?, Przez kogo i o której godzinie pani walizka została zamknięta?, Jak pani bagaż dojechał na lotnisko?, Czy w drodze z domu na lotnisko mógł ktoś włożyć coś do pani bagażu? – podniosły mi ciśnienie. Po tym jak wspomniany pan, z kamienną miną, zeskanował mój paszport i wkleił do niego kilka samoprzylepnych karteczek zawierających „tajne kody” pod postacią kółeczek, krzyżyków, „ptaszków” (zaczęłam podejrzewać, że to wcale nie żadna obsługa naziemna linii lotniczych, tylko fachowo wyszkoleni przedstawiciele Mosadu!;-), zostałam oddelegowana do kolejnej kolejki męczenników, którzy tym razem musieli poddać szczegółowej kontroli wszystkie składowe swojego bagażu. Walizki zostały wybebeszone, wszystkie sprzęty elektronicznej prześwietlone, ubranka wymacane.

2
Żołnierze w Jerozolimie. W Izraelu ustanowiono powszechny obowiązek służby wojskowej - dla mężczyzn (3 lata), dla kobiet (półtora roku).

Poczułam się psychicznie wymiętolona, straciłam chęć na jakikolwiek wyjazd, ale promienny uśmiech pani w check-in’ie wypionował moje zszargane poczuciem godności i sprawił, że na nowo poczułam chęć na wielką przygodę. Lot skutecznie stonizował moje nerwy - samolot wypełniony w jednej trzeciej, miła obsługa, dobre jedzonko (ba! potwierdzone certyfikatem koszerności wystawionym przez rabina! Nie ma to tamto!;-)  i, co za niespodzianka, rewelacyjne wino! Miła drzemka i jesteśmy na miejscu. Ponownie wyrzut adrenaliny spowodowany kolejnymi procedurami na lotnisku – lista pytań: Co? Gdzie? Jak? Z kim? Dlaczego? W końcu… ufff… wiza jest! Mała niebieska karteczka, której nie wolno mi zgubić, bo będzie potrzebna przy wylocie.

3
Główna ulica handlowa w Jerozolimie - Jaffa Road. Prowadzi prosto do bramy Jaffy, która otwiera Starą Jerozolimę.

Moje pierwsze wrażenie z Tel Avivu zamyka się w dobitnym okrzyku: „ale tu drogo!”. Izrael to nie jest kraj na studenckie wyprawy, niestety także i kieszeń pracującej na etat odczuje lekkość… Przyglądałam się kątem oka dwóm młodym Francuzom, którzy obeszli w poszukiwaniu taniego piwa cały hipermarket. Bezskutecznie! W Izraelu nie ma tanich rzeczy! Jedzenie to dobro luksusowe i ono kosztuje – dwu/trzykrotność w przeliczeniu na polskie złotóweczki. Szybka decyzja - będą to wczasy odchudzające!  Dwa posiłki dziennie: śniadanie i obiadokolacja. To, co da się zaoszczędzić, zamierzamy przeznaczyć na wino. Wyśmienity smak trunku z samolotu spowodował, że podczas całego pobytu konsekwentnie poznawałam różne szczepy urodzajnych winogron izraelskich. Żadna butelka wina, otwarta w Izraelu, nie była rozczarowaniem. Gambla, Tishbi, Golan, Barkan – to te marki win, które utkwiły mi w pamięci. Czy ze znaczkiem koszerności, czy bez, nie ważne… delikatny, lekko owocowy, przyjemnie aksamitny smak wina umilił nam niejeden wieczór. Ja naprawdę nie wiem, co w procesie produkcji robią Izraelczycy, ale winiarze z Francji, Włoch, a nawet Hiszpanii, mogliby brać od nich lekcje. Hmmm, a może Jezus zostawił jakąś tajemna recepturę, jak zmieniał wodę w wino w Kanie Galilejskiej?...;-)

4
Żydzi modlący się na promenadzie w Tel Avivie.

Tel Aviv - miasto o krótkiej historii, niespełna 60-letniej – ma nowoczesną zabudowę i stanowi obecnie wielki plac budowy. Odniosłam wrażenie, że Izraelczycy postawili sobie za punkt honoru, że w ekspresowym tempie rozwiną swoją stolicę i tymże sposobem dorównają światowym metropoliom. Tak więc dźwigi pracują od rano do nocy, wznosząc drapacze chmur i ekskluzywne apartamentowce.

5
Nowoczesna architektura Tel Avivu.

Tel Aviv to raj dla miłośników wygrzewania się na plaży. Białe, czyste, szerokie plaże (ale przede wszystkim bezpieczne, bo strzeżone przez gwardię ratowników – w końcu w Izraelu bezpieczeństwo to podstawa i wartość sama w sobie!) – zadowolą najbardziej wybrednych zwolenników słonecznych kąpieli.

6
Plaże w Tel Avivie w okresie zimy (styczeń - marzec) są prawie puste.

Tel Aviv nie przypadł mi do gustu. Jak na miasto pozbawione swojej historii, nie ma tam nic szczególnie interesującego. No, może poza kilkoma pomnikami upamiętniającymi męczeństwo narodu żydowskiego i jego wyjątkową rolę w historii świata. Trudno przejść główną nadmorską promenadą w Tel Avivie, aby nie nabić sobie guza o jakiś dumny kamień o wydźwięku martyrologicznym. Jestem w stanie zrozumieć chęć upamiętnienia ważnych wydarzeń historycznych, czy też oddawania hołdu tym, którym się to należy, bo wykazali się odwagą i bohaterstwem, ale czy trzeba to czynić za 100 metrów? Czy nie można uwolnić  jakieś dzielnicy, chociażby malutkiej części miasta od bolesnej przeszłości i pozwolić jej, aby naturalnie ewoluowała w stronę przyszłości?...

7
Jeden z wielu w Tel Avivie pomników upamiętniających bolesną historię narodu żydowskiego.

To, co w Tel Avivie zobaczyć trzeba, to stara, portowa, mająca 4-tysiącletnią historię dzielnica Jaffa. Warto wybrać się tam w dzień, pospacerować i zagubić się w labiryncie wąskich uliczek, by potem z radością znaleźć się z jednym z wielu sklepików z rękodziełem artystycznym. (Jest tu co oglądać: biżuteria, ubrania, obrazy, rzeźby). Nieśpieszny spacer po Jaffa można zakończyć we wciąż działającym porcie. Miło jest posiedzieć w jednej z nadmorskich kafejek / restauracji i sącząc małą czarną, zadumać się, podziwiać piękną panoramę na Tel Aviv albo poprzyglądać się rybakom podczas codziennych rytuałów.

8
Port w Jaffa.

9
Klasztor św. Piotra w Jaffa. Podczas jego zwiedzania odbywała się w nim msza po polsku.

W późnych godzinach popołudniowych zabudowa z piaskowca przybiera przepiękny, złocisty kolor, co docenią na pewno ci, którzy lubią spoglądać na świat przez wizjer obiektywu. Pod osłoną nocy Jaffa przybiera namiętny i drapieżny charakter. Otwierają się kluby, owoce morza wędrują na ruszt, cieciorka zamienia się w gładki hummus, wino nabiera mocy w kieliszkach – można tańczyć do rana.

10
Portowa dzielnica Jaffa w ciepłym, późnopopołudniowym słońcu.

11
Urocza Jaffa.

12
Piaskowe domki w Jaffa wyglądają wyjątkowo pięknie w popołudniowych barwach.

13
Piękno Jaffy doceniają nie tylko turyści, ale także sami mieszkańcy stolicy. Młode pary bardzo często wybierają to miejsce na sesję ślubną.

14
Zachód słońca nad portem Jaffa.

15
Zachód słońca nad portem jachtowym - także Jaffa.

Ciekawym miejscem jest także pchli targ na obrzeżach Jaffa. Sprzedają tam Żydzi, muzułmanie i chrześcijanie. Można tam kupić wszystko - wcale nie przesadzam. Wiekowe obrazy, tabliczki z nazwami ulic zerwane z fasad budynków, porcelanowe naczynia, stare mezuzy, mosiężne menory; obtłuczone kryształowe wazy, wazoniki, żyrandole; laleczki z powyrywanymi nogami; zniszczone, obszargane ubrania, zdekompletowane obuwie.

16
Pchli targ na obrzeżach Jaffa.

17
Kolejne stragany z mydłem i powidłem.

18
Pchli targ - Jaffa.

O wszystkie te dobra można (a nawet trzeba) się targować, w tłocznej, głośnej i męczącej atmosferze bliskowschodniego targu, który pomimo tego, że znajduje się pod gołym niebem jest przesiąknięty stęchlizną i kurzem. I tymże sposobem zdradziłam się… nie jestem znawczynią antyków i nie potrafię odnaleźć szlachetnej głębi w porcelanowym talerzyku pokrytym centymetrową warstwą brudu. Niemniej, warto przejść się na ten pchli targ, bo w niektórych uliczkach znajdziemy, ku miłemu zaskoczeniu, sklepy z nowoczesnym designem i wystrojem wnętrz. I to mi się podoba! Tel Aviv – trendsetterem nowoczesnego wzornictwa przemysłowego!

19
A tu trochę prawdziwe, klasyczne antyki:-)

Kolejne sklepy z nowoczesnym designem znajdziemy w dzielnicy Neve Zedek. Gąszcz uliczek, autorskie butiki, przytulne kawiarnie, restauracje z kuchnią z każdego kraju świata - tylko nie z kuchnią żydowską – takiej restauracji można szukać w Tel Avivie ze świeczką w ręku! Za to mamy do wyboru cały przekrój kuchni śródziemnomorskich, blisko i dalekowschodnich (zauważyłam, że Izraelczycy kochają … sushi…). No tak…, a ja tu chciałam posmakować karpia po żydowsku, śledzi, gęsiego pipka (swoją drogą – jest to specjał restauracji „U Fryzjera” w Kazimierzu Dolnym :-)

20
Neve Zedek

W Neve Zedek poczułam się, jak w Paryżu. Tu jest życie! Jest i „night life”! Są młodzi ludzie, są spotkania przy piwie / winie (wybrać, kto, co lubi), są filozoficzne rozmowy o świecie i o tym, gdzie on zmierza;-), są śmiałe manifestacje światopoglądu…, są i kolorowe murale.

21
Śmiałe manifestacje światopoglądowe w Neve Zedek.

Dzielnicę Neve Zedek od ścisłego centrum miasta dzielą dwie, równoległe ulice handlowe – pierwsza – ze stoiskami z rękodziełem (tu właśnie przychodzą turyści głodni pamiątek i kupują kilogramy durnostojek, które po powrocie okazują się zupełnie nie pasować do wystroju ich mieszkań i domów) i druga, stanowiąca Karmelowy Bazar – ulica z ciągiem straganów, na których można zakupić pachnące przyprawy (aromatyczny kardamon, cynamon, imbir, świeży pieprz, a także bliskowschodnie mieszanki przypraw, jak zatar), suszone owoce, świeże warzywa, mięsa, pieczywo prosto z pieca, wina (uwaga: wina zakupione na straganie muzułmańskim i podane „nieczystą”, islamską ręką ulegają automatycznemu procesowi odkoszernienia;-), ale również całą gamę kosmetyczną z najróżniejszymi algami i błotami z Morza Martwego.

22
Karmelowy Market w Tel Avivie

23
Aromatyczne bliskowschodnie przyprawy

Różnice w cenach tych samych produktów pomiędzy różnymi sprzedawcami potrafią być ogromne (to samo mydełko z minerałami z Morza Martwego może kosztować od 8 do 20 szekli!), więc dobrze jest przejść się po targu, „obczaić” ofertę, a potem strategicznie przystąpić do zakupów. Przykra prawda jest taka, że dla przeciętnego Izraelczyka turysta to „pieniądz” i to „duży pieniądz” (niech im będzie… ale tę zasadę mogliby zastosować tylko i wyłącznie do bogatych Amerykanów, o żydowskim pochodzeniu, dla których parę szekli w tą czy drugą, to żadna różnica) i „biznes” na turyście da się zrobić. Trzeba tylko mieć odrobinę sprytu. Cudzoziemiec, niepomny zagrożenia, da się zrobić w bambuko. Zapewniam, że każdy natnie się przynajmniej raz…

24
Cytrynówka też się znajdzie;-)

Prosty przykład na potwierdzenie umiejętności sprzedażowych Izraelskich sklepikarzy. Wkraczam pewnym krokiem do sklepu na jerozolimskiej starówce z jasnym celem zakupienia znaczka pocztowego. Cel precyzuję, sprzedawczyni kładzie przede mną znaczek o wartości 3,9 szekla i mówi, że kosztuje on 6 szekli. Jako istota rozumna i zauważająca takie „drobne szczegóły”, jak cena wybita na znaczku, pytam dlaczego. Ona mi na to, że sklepikarze płacą podatki od znaczków. Ok, o dwie szekle kłócić się nie będę, nie zubożeję, postanawiam znaczek zakupić. Wyciągam banknot 50 szekli, sprzedawczyni odsyła mnie z kwitkiem, bo nie ma mi jak wydać. Idę zatem do sklepu naprzeciwko i proszę o znaczek. Sprzedawca wyciąga znaczek o tej samej wartości i mówi 8 szekli. Ja na to zdezorientowana, że co i jak? No przecież, w poprzednim sklepie mi mówili, że ten podatek od znaczka to nieduży, tylko 2,1 szekli... A on patrzy mi hardo w oczy i mówi, że skoro mam problem, to dlaczego nie kupiłam tego znaczka w tamtym sklepie za 6 szekli. Ręce opadają, włosy jeżą się na głowie i nie chce mi się wierzyć, że można być takim bezczelnym… Ponieważ jestem jednostką charakteryzującą się elementarnych poczuciem przyzwoitości, postanowiłam ostentacyjnie wyjść ze sklepu tego kłamliwego sprzedawcy bez słowa komentarza… Niesmak pozostał do dziś…

25
Izraelscy żołnierze przy V stacji Drogi Krzyżowej w Jerozolimie - bardziej zajęci swoimi smartphonami niż nadzorowaniem miasta.

Kontynuując wątek zakupowy, opowiem jeszcze krótko o moich perypetiach związanych z przejazdem z Jerozolimy na lotnisko Ben Yehuda. EL AL proponuje swoim pasażerom powrót do Polski o barbarzyńskiej godzinie 6 rano. Na lotnisku trzeba być przynajmniej 3 godziny przed odlotem, żeby wyspowiadać się i dostać pozwolenie na wylot. Łatwo policzyć – na lotnisku trzeba być o 3 nad ranem. Z Jerozolimy najłatwiej tam podobno dojechać szerutą (czyli minibusem), ale trzeba wcześniej skontaktować się z firmą przewozową i ustalić dokładne miejsce i godzinę odbioru. Sygnał zajętości w telefonie utwierdził mnie w przekonaniu, że na szerutkę nie mamy co liczyć, więc dziarskim krokiem udałam się w okolice dworca autobusowego, aby podpytać o alternatywny transport. Nikt nie wiedział dokładnie, skąd odjeżdżają szerutki w stronę Tel Avivu. Jedni wskazywali drogę w prawo, drudzy w lewo - tak zakręciłam się, że przestałam odróżniać kierunki geograficzne i w końcu dopadłam taksówkarza. Poinformował mnie, że za kurs na tej trasie bierze 250 szekli. Uśmiechnęłam się wymownie i powiedziałam, że turystki z Polski, która ma do wydania ostatnie szekle, nie stać na taki luksus. Taksówkarz leciał potem na mną przez pół dworca i starał się mnie przekonać, że to taniocha i że mnie stać. W informacji autobusowej dowiedziałam się, że wieczorem są dwa połączenia bezpośrednie na lotnisko: o 21.15 i 22.00. Pal licho – kupiłam bilety (tylko 25 szekli od osoby) – godzinę odjazdu możemy sobie wybrać sami. Idziemy na bazar Mehane Yehuda wydać końcówkę szekli (na przyprawy, wino, oliwki i daktyle). Wieczorem wsiadamy do autobusu o 22. Kierowca kasuje bilet i mówi, że to wcale nie jest bezpośredni autobus na lotnisko. Zawiezie nas do tzw. „junction”, gdzie mamy przesiąść się w inny autobus tej samej firmy, w cenie tego biletu dojedziemy bezpośrednio na terminal. Inną informację uzyskałam na dworcu, inną u kierowcy, ale najważniejsze, że jedziemy... Bus wyrzucił nas na przystanku na środku autostrady. Elektroniczna tablica informacyjna działa, ale napisy są tylko po hebrajsku – nic nam to nie pomoże. Całe szczęście, że wysiadł z nami młody chłopak, który widząc nasze zagubienie, wyraził chęć pomocy. Chłopak okazał się być z pochodzenia amerykańskim studentem, którego rodzice, o  pochodzeniu żydowskim, wysłali na nauki do Izraela. Chłopak ściskał w ręku Torę, co chwila otwierał ją, czytał fragment, po czym przymykał oczy i oddawał się błogim kontemplacjom. Przed chwilą dodzwonił się na infolinię i dowiedział się, że autobus będzie za … bagatela … 40 minut. No całe szczęście, że założyliśmy dużo czasu na dojazd na lotnisko… Także sobie posiedzieliśmy i pogadaliśmy: o życiu, o pogodzie, o Izraelu, o studiowaniu, o pierdołach. W końcu przyjechał autobus, wsiadamy, a kierowca na to, że nasze bilety nie obowiązują, bo to jest inna firma przewozowa. Po godzinie 21-szej nie jeżdżą już na lotnisko żadne autobusy krajowej firmy Egged. Źle nas poinformowano. Poziom mojego wkurzenia sięgnął zenitu! Z przejęciem zaczęłam panu tłumaczyć, że jesteśmy w sytuacji patowej, że chcemy dostać się na lotnisko i że nie mam już pieniędzy za dodatkowe bilety... Amerykański kolega w wyrzucie sumienia za cały naród izraelski, zaproponował, abyśmy zrobili „ściepę”: ja – szekla, on – trzy, a kierowca wystawia tylko 1 bilet, drugiej pasażerce pozwolił jechać na gapę.

26
Zdarzają się też sprzedawcy z poczuciem humoru ;-)

Ale wróćmy do Jerozolimy… Jerozolima jest położona na wzgórzu (ok. 800 m n.p.m.), więc powietrze tutaj jest zawsze bardziej rześkie niż w Tel Avivie. Długoterminowe prognozy pogody, które sprawdzałam przed wyjazdem, nie sprawdziły się – było znacznie zimniej, a wieczory były prawie mroźne (luty – tutejsza zima – temperatura w ciągu dnia dochodziła do ok. 12/13 stopni, a wieczorami spadała do 5). Trzeba mieć na uwadze, że Stare Miasto w Jerozolimie jest całe wykute z kamienia, wąskie uliczki trzymają zimno, więc pewnie i latem aura na zwiedzania jest dość sprzyjająca.

27
Mieszkaniec Jerozolimy

28
Synagoga Ramban.

29
Stara Jerozolima

Nie mogłam doczekać się Świętego Miasta – miejsca, w który krzyżują się 3 największe religie: judaizm, chrześcijaństwo i muzułmanizm. Spodziewałam się wyciszonego, pogrążonego w modlitwie, spokojnego miasta, gdzie  bicie dzwonów kościelnych kłóci się z nawoływaniami muezinów i szabatowymi śpiewami żydów. Myślałam, że mieszkańcy Jerozolimy to wyjątkowi ludzie, pełni dobroci, łagodności, życzliwości, zrozumienia dla wyznawców innych religii. Przecież, codziennie stąpają po tych samych kamieniach, co ich sąsiedzi – muzułmanie, prawosławni ortodoksi, katolicy, chasydzi. Nastawiałam się na wyjątkowe przeżycie duchowe – wewnętrznie na nie czekałam. Ale nie doczekałam się…

30
W Starej Jerozolimie.

31
Żydowskie dzieci pod Ścianą Płaczu.

32
Mężczyzna modlący się pod Ścianą Płaczu.



Zwiedzanie każdego świętego miejsca było poprzedzone staniem w długiej kolejce, przeciskaniem się w tłumie, a potem byciem popędzanym przez innych oczekujących. Przyglądałam się ludziom –  tym modlącym się pod Ścianą Płaczu, jak i tym nawiedzającym kościoły prawosławne i katolickie. Gorliwie modlących się widziałam niewielu… za to nie brakowało tych, którzy rozpychając się i popychając innych, musieli dotknąć / pocałować / wytrzeć włosami każdy święty kamień. A po tym, jak tego dokonali i zapewne poczuli się już znacznie lepiej, być może nawet bliżej Boga, niż inni, to niejednokrotnie pozwalali sobie złośliwie komentować np. niewystarczająco nisko pochyloną głowę u innych modlących się. Nabożność vs. pobożność – słowa brzmiące podobnie, ale znaczące zupełnie co innego… Może rację mają Ci, co mówią, że Boga można spotkać wszędzie, ale niekoniecznie w kościołach, synagogach, innych miejscach kultu… Wydaje mi się także, że Bóg to nie jest „pudełeczko” na nasze życzenia i że Jemu nie zależy bardzo na tym, aby ludzie, zgięci w pas, szorowali włosami posadzki w kościołach, ale żeby postępowali tak, jak przykazał.

35
Tablica oznaczająca V stację Drogi Krzyżowej - procesja podąża wyznaczoną drogą w każdy piątek przed szabatem. Trwa tylko godzinę i kończy się w Bazylice Grobu Pańskiego.

36
Podczas Drogi Krzyżowej.

W bliskim otoczeniu wielu świątyń i kościołów w Jerozolimie znajdują się bazarowe stragany, gdzie można kupić „odpustowe” pamiątki: obrazki maryjne świecące w ciemności albo w wersji 3D, tandetne chanukowe menory, „Jezuski” w postaci figurek bobasków, a nawet „Maryjki” w formie sikawek – można uzupełnić wodą i „ochrzcić” sąsiadów w wielkanocny poniedziałek. Trochę to przygnębiające… Jak człowiek się uprze i dobrze poszuka, to pod tą warstwą kiczu i tandety, można odnaleźć coś wartościowego – ja np. znalazłam różaniec z drzewa oliwnego (autentycznie pachnie oliwką!), a także starą, mosiężną, rzeźbioną menorę (miałam zamówienie od kuzyna z Polski;-)

37
Pamiątki, suweniry.

Na zwiedzanie Starej Jerozolimy należy przeznaczyć minimum 3 dni. To wystarczy przeciętnemu turyście na przespacerowanie się 4 dzielnicami: ormiańską, muzułmańską, chrześcijańską, żydowską oraz na zobaczenie najważniejszych miejsc.

38
Katolikon - Bazylika Grobu Pańskiego.

Bazylika Grobu Pańskiego jest świętym miejscem chrześcijan. Kościół stoi na biblijnym Wzgórzu Golgoty – w miejscu ukrzyżowania Jezusa. W skład okazałej Bazyliki wchodzi wiele kaplic, m.in.: koptyjska, syryjska, frankijska. W obrębie kościoła znajdziemy inne ważne miejsca kultu, jak: Kamień Namaszczenia, na którym złożono ciało Chrystusa zdjęte w krzyża.

39
Kamień Namaszczenia.

40
Wnętrze Bazyliki Grobu Pańskiego

Ściana Płaczu  - Żydzi wolą, aby to święte miejsce nazywać Zachodnim Murem. Ściana Płaczu ma nie tylko religijne, ale także symboliczne znaczenie – często odbywają się przed nią ceremonie bar micwa i przysięgi wojskowe.

41
Młody wyznawca religii judaistycznej przed Ścianą Płaczu.

42
Przed Ścianą Płaczu.

43
Zachodni Mur jest otwartą świątynią, w której obowiązuje podział na strefę męską i żeńską.

44
Żeńska część Ściany Płaczu

45
Niektóre panie nie mogę oprzeć się pokusie zobaczenia, jak modlą się mężczyźni.

46
Kobiety pod Zachodnim Murem.

47
Pod Ścianą Płaczu

48
Kobiety, które zakończyły modlitwę, okazują szacunek i wycofują się spod Ściany Płaczu.

49
Radośnie świętujący pod Zachodnim Murem.

50
Wojskowi celebrujący szabat w piątkowy wieczór.

51
Aby móc zbliżyć się do Ściany Płaczu, trzeba przejść kontrolę osobistą, czyli dać prześwietlić siebie i swoje plecaki / torebki.

Wzgórze Świątynne, czyli starożytna Góra Moria (przez chrześcijan nazywana Mount Temple, przez muzułmanów – Haram esz-Szerif) - jedno z najświętszych miejsc dla wyznawców islamu, ponieważ według wierzeń na tym wzgórzu nastąpiło wniebowstąpienie proroka Mahometa. Zgodnie zaś z tradycją chrześcijańską jest to miejsce, w którym Abraham miał złożyć ofiarę ze swojego syna. Użyty przez Abrahama kamień ofiarny, dziś zwany Świętą Skałą, znajduje się we wnętrzu Złotej Kopuły i według wierzeń ma wyznaczać środek świata.  

52
Złota Kopuła na Wzgórzu Świątynnym.

53
Szkółka koraniczna w medresie koło meczetu Al-Aqsa na Wzgórzu Świątynnym.

Góra Oliwna, - na jej zachodnim zboczu znajduje się wiele świętych miejsc, uznawanych przez różne odłamy chrześcijan, a także muzułmanów uznających Jezusa za proroka.  Jednym z nich jest Meczet Wniebowstąpienia.

 

54
Widok na Wzgórze Oliwne w Góry Syjonu.

55
Zachodnie zbocze Wzgórza zamieszkiwane jest przez biednych muzułmanów.

56
Meczet Wniebowstąpienia.

57
Kamień wmurowany w posadzkę, w którym widnieje wgłębienie, uznawane za ostatni ślad Chrystusa na ziemi.

Sanktuarium Pater Noster - spracują nad nim pieczę francuscy karmelici. Na uwagę zasługują mozaikowe tablice z tekstem Modlitwy Pańskiej w ponad 140 językach świata.

58
Tablice z Modlitwą Pańską.

59
Prawosławna Cerkiew Św. Marii Magdaleny na Wzgórzu Oliwnym.

Grójec, czyli Ogród Oliwny, w którym Jezus modlił się i został pojmany, aby umrzeć na krzyżu. Drzewa oliwne, które nadal tu rosną, powyginane pod wpływem tysięcy (!) lat, są tymi samymi, które pamiętają czasy Chrystusa.

60
Ogród Oliwny - z hebrajskiego Get Szemanim, czyli prasa do wyciskania oliwy

61
Do Ogrodu przylega Kościół Wszystkich Narodów, zwany także Kościołem Konania.

Grób Najświętszej Marii Panny: kościół rzymskokatolicki uznaje za dogmat Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny – z duszą i ciepłem. Natomiast, Chrześcijanie na Wschodzie wierzą, że dopiero po naturalnej śmierci Maria została zabrana przez Chrystusa do nieba, dlatego tylko oni uznają i adorują Jej grób.

62
Msza w obrządku protestanckim w kościele koło Grobu Marii Panny.

63
Ze Wzgórza Oliwnego rozpościerają się przepiękne widoki na Starą Jerozolimę.

64
A także na Wzgórze Syjonu,

65
Na zboczu Wzgórza Oliwnego znajduje się również największy w Jerozolimie cmentarz żydowski.

66
A po przeciwnej stronie, tuż pod murem okalającym Wzgórze Świątynne, umiejscowiony jest cmentarz muzułmański.

67
Na Wzgórzu Syjonu mieści się Wieczernik, w którym odbyła się Ostatnia Wieczerza.

68
Drzwi do Kościół Św. Piotra in Gallicantu - kościół został zbudowany w miejscu, gdzie św. Piotr wyparł się Jezusa.

69
Z łaciny "gallicantu" oznacza „w miejscu piania koguta".

70
„Pierwej, nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się wyprzesz" - tu św. Piotr zdradził Jezusa.

71
Schody, po których Jezus schodził do Ogrodu Oliwnego.

Wielbiciele historii i architektury sakralnej mogliby w Jerozolimie spędzić lata, poznając święte miejsca i dochodząc we własnym zakresie historycznych prawd. Nam wystarczyły pełne 3 dni. Jeden dzień przeznaczyliśmy na wycieczkę do oddalonej o 8 kilometrów – Betlejem.

72
Centrum Betlejem.

73
Kościół Narodzenia w Betlejem - miejsce, gdzie stała ponad 2 tysiące lat temu stajenka.

74
Grota Mleczna - obecnie kapliczka, kiedyś grota, w której Maryja karmiła Jezusa podczas ucieczki z Betlejem.

Betlejem położone jest na terytorium Autonomii Palestyńskiej. Można tam dojechać regularnymi autobusami ze wschodniej stacji w Jerozolimie.  Dla turystów ta wyprawa nie wiąże się z żadnymi formalnościami – niemniej na przejściu granicznym możemy być poproszeni o okazanie paszportu i wskazanie swojego bagażu. Określona procedura reguluje tylko i wyłącznie wjazd Palestyńczyków do Izraela. Muszą oni mieć przy sobie nie tylko ważny paszport, ale także specjalne pisemne pozwolenie, wydawane przez właściwy organ, które jest płatne i na którego załatwienie trzeba przeznaczyć cały dzień. Izraelczycy, oczywiście, nie podlegają obowiązkowi legitymowania się na przejściu granicznym. Przecież, jak Izraelczyk wjeżdża do Autonomii to ma pokojowe zamiary, ale jak wjeżdża do Izraela Palestyńczyk, to jest on już z założenia podejrzany: być może jest członkiem Hamasu, być może ma pod pazuchą kilka lasek dynamitu, zamierza odwiązać się szczelnie i wysadzić się na oczach idących na szabatową kolację  radykalnych żydów? Takiego jegomościa to trzeba dobrze prześwietlić, poznać motywy jego przyjazdu, trzeba go ździebko upokorzyć, aby sobie za dużo nie myślał…

75
"Betlejemskie Centrum Pokoju"

To, co w tym miejscu, pozwalam sobie napisać, jest tylko formą przedstawienia moich osobistych odczuć po krótkim pobycie w Autonomii. Nie jestem znawczynią relacji politycznych pomiędzy Izraelem i Palestyną. Przez tysiące lat na ziemiach Bliskiego Wschodu działo się źle, źle się dzieje, i nie ma zapewne łatwego i prostego rozwiązania na istniejące konflikty i wprowadzenie trwałego pokoju.  Niemniej, pewną psychologiczną dynamikę relacji Izrael – Palestyna da się zauważyć.

76
Osiedle palestyńskie.

W Betlejem miałam szczęście poznać pewnego sympatycznego pana, w którego sklepie kupiłam ekologiczną torbę z nadrukiem słynnego graffiti Banksy’iego. Przy okazji wdała się między nami dyskusja. Pan sprzedawca okazał się być człowiekiem światłym, wykształconym, mówiącym płynnie w 4 językach (arabski, hebrajski, angielski, francuski). Wzruszył się, gdy zapytałam wprost, jak się tu mieszka. Nie skarżył się, ale kilkakrotnie zaznaczał, że Palestyńczykom zależy tylko na jednym – na pokoju. Jak będzie pokój, to i szczęście i dobrobyt będzie, bo teraz to bieda i ciężko związać koniec z końcem..  W prezencie do zakupionej torby dostałam specjalną karteczkę udekorowaną zasuszonymi kwiatkami z błogosławieństwie i prośbą, żebym o pokój się pomodliła…

77
Jeden z murali Banksiego.

W Betlejem miałam także okazję (dzięki kolejnemu zaprzyjaźnionemu Palestyńczykowi) zobaczyć fragment muru granicznego, który wymyślił, sfinansował i postawił Izrael, aby bronić się przez atakami Palestyńczyków. Upiorny to widok… Czy mur ma mieć funkcję tylko obronną (czyli pozytywną)? Czy aby na pewno nie jest skierowany (chociaż trochę) przeciwko narodowi palestyńskiemu? W momencie, gdy zobaczyła, że mur graniczny, który rozdziela dwa domy należące do braci – Palestyńczyków, którzy teraz zmuszeni są żyć w absurdalnej sytuacji, bo jeden dom stoi w Autonomii, a drugi już w Izraelu, więc bracia nie mają już szans na spontaniczne odwiedziny, zaczęłam wątpić w dobre intencje polityków Izraelskich, którzy stworzyli pseudo-pokojowe plany budowy muru.

78
Mural Banksiego na murze granicznym pomiędzy Palestyną i Izraelem.

79
Kolejny mural na murze granicznym.

80
Wjazd do obozu uchodźców w Betlejem.

Momentem zwątpienia był także zasmucający widok biednych domów palestyńskich, których dachy uwieńczają szeregi zbiorników do pozyskiwania wody. Jak się okazało (informacja od zaprzyjaźnionego Palestyńczyka), Izrael ogranicza Palestynie dostęp do wody – na jednego mieszkańca Świętej Ziemi przypada 10 m3 wody, zaś na jednego Palestyńczyka – tylko1 m3… Czy poprzez tego typu upokarzające zabiegi polityczne Izrael dąży do pokoju, czy wręcz przeciwnie – nie siłą, ale „lisimi” sposobami – pracuje na to, aby „wyhodować” sobie nieopodal kolejne zastępy terrorystów? Przecież terrorystą nikt się nie rodzi… ale się nim staje… z biedy, z upokorzenia, z chęci rewanżu…

81
Zbiorniki na wodę na palestyńskich domach.

W Ziemi Świętej może i nie doznałam wielu przeżyć duchowych, ale nie wróciłam obojętna. Izrael mnie poruszył, otworzył mi oczy, uwrażliwił, ale także wkurzył! Mam wrażenie, że jest to kraj, stworzony przez naród, którego mentalności nie jest w stanie zrozumieć. Może poprzez historię, o której trochę wiem, ale zamierzam poznać ją bliżej, uda mi się zrozumieć go lepiej. Niemniej, nie mam ochoty wracać do Izraela w obecnym wydaniu - zmęczyło mnie to izraelskie myślenie o przeszłości, podejrzliwość wobec inności i ciągłe „czekanie” na wroga. Jeśli miałabym powrócić w tamte strony, to chętnie udam się do Palestyny…:-)

82
Jerozolima "by night".

83
A to zdjęcie mówi same za siebie. Komentarza nie wymaga.



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!


Zobacz jeszcze: