BANGKOK – CZĘŚĆ PIERWSZA
 AUTOR: tpadm  /  przeczytano: 4118 razy
 
 

Azja zawsze była dla nas tajemnicą, którą niekoniecznie chcieliśmy odkryć a każdy pomysł podróży w tamte tereny napawał lękiem. Ogłupieni zdjęciami brudu i opowieściami o zapachach i upale, jeszcze rok temu mówiliśmy sobie: byle nie do Azji. Jakoś tak ważne dla nas było zawsze bezpieczeństwo, dlatego priorytetowo wybieraliśmy kierunki, które uważaliśmy za bezpieczne a więc oparte o nasz krąg kulturowy. Zachęceni jednak pozytywnymi opiniami znajomych, którzy trochę w Azji już zwiedzili, postanowiliśmy sami się przełamać i zacząć oswajać Azję od miejsca, które może przerazić najbardziej (zakładając, że cała wiedza o nim pochodzi z drugiej części filmu Kac Vegas). Pora na Bangkok!

1
Koloryt wieczornych spacerów w Bangkoku jest zachwycający. Zdjęcie wykonane na ulicy Rambuttri kilka kroków od Khao San Road. Kobiety sprzedające różne lokalne naszyjniki wyróżniały się wydawaniem dziwacznych dzięków poprzez stukanie w drewniane żaby (tak, wiem że brzmi to dziwnie). Identyczne zwierzątka można było kupić na targu hipisów na Ibizie. Pewnie właśnie stąd tam dotarły.

Bangkok onieśmiela, przytłacza i zaskakuje. Azjatyckie metropolie są ogromne a często cierpią na połączeniu gigantomanii z brakiem planowania przestrzennego. Tutaj setki wieżowców rozrzucone są po całym mieście a ich największe skupisko z daleka przypomina Manhattan. Potężne, wielopasmowe i wulgarnie wysokie estakady ciągną się dziesiątkami kilometrów a wiele miejsc przypomina film Science-Fiction. Bangkok jest także brudny, zatłoczony, czasem śmierdzący ale co najważniejsze - nieprawdopodobnie żywy i dynamiczny. Co by nie powiedzieć o zabytkach, cenach i ciekawostkach miasta - Bangkok to jedna  z najważniejszych stolic światowej turystyki. Z jego rangą może konkurować tylko garstka innych miast świata. 

Podróż do Bangkoku zawdzięczamy LOT-owskim Dreamlinerom i decyzji czarterowania ich biurom podróży. Dzięki temu, że koszt lotu najnowszego dziecka Boeinga jest tańszy niż innych samolotów, biura podróży wrzuciły sporo samych biletów lotniczych na swe strony po zaskakująco niskich cenach. Siedzący obok nas współpasażer kupił bilet w ofercie LastMinute za 1000 zł w obie strony! Przy cenach w Bangkoku grzech nie skorzystać.

Co do Dreamlinera, moja opinia nie będzie do końca obiektywna, ale wszystkich bojących się latać informuję żeby narzekania mediów włożyli między bajki. Nie mam dowodów na to, że rozdmuchiwanie wszystkich usterek to "czarny PR" konkurencji, ale oficjalnie dane LOT-u podają, że od czasu wprowadzenia ich do służby to jedne z mniej awaryjnych typów samolotów w polskiej flocie! Każda awaria jest jednak mocno rozdmuchiwana przez media a o awariach innych samolotów (które w ostatnim czasie dotknęły także mnie bezpośrednio) jakoś nawet pies z kulawą nogą się nie zainteresował. Samolot jest bardzo wygodny, nowoczesny i naprawdę przyjemnie się nim podróżuje. Od swego poprzednika jest wyraźnie cichszy. Ma także kilka całkiem przyjemnych dodatków. Okna, znaczne większe niż w innych samolotach, nie są zasłaniane tylko elektroniczne zaciemnianie (można tym sterować). Obsługa samolotu sprytnie potrafi dostosować porę dnia do warunków polskich (powrót odbywał się w ciągu dnia, ale globalnie zaciemniono okna, więc pasażerowie połowę lotu spokojnie przespali). Bardzo to przyjemne i wygodne.

2
Dreamliner na lotnisku Fryderyka Chopina w Warszawie.

3
Przygotowanie do dokowania do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej :-) Skrzydła w Dreamlinerze wyginają się powyżej kadłuba samolotu!

4
Wnętrze lotowskiego Dreamlinera jest dość wygodne nawet w klasie ekonomicznej. W dobie tabletów system multimedialny nie jest super nowoczesny, ale i tak można dużą część lotu spędzić na oglądaniu filmów czy graniu w gry.

Bangkok ma obecnie 2 lotniska, główne Suvarnabhumi (nazwę chyba wymyślił kot spacerujący po klawiaturze), które obecnie obsługuje większość ruchu międzynarodowego, oraz stare - Don Muang, jeszcze kilka lat temu największe lotnisko w tej części Azji, zamknięte w chwili otwarcia Suvarnabhumi, ale po kilku latach przywrócone do działania i obsługi tanich linii i ruchu lokalnego. Oba lotniska są w podobnej odległości od centrum (trochę ponad 20kilometrów) – nowe na wchód a stare na północ od Bangkoku. Dojazd z nowego jest trochę prostszy (dzięki kolejce SkyTrain) jednak przy tajlandzkich cenach taksówek dotarcie z Don Muang też jest dość proste. Koszt dojazdu do serca Bangkoku z obu lotnisk to około 25 zł ewentualne opłaty za przejazd estakadą (~7zł). W godzinach szczytu warto dopłacić za estakadę albo zdecydować się na Sky Train. Korki w Bangkoku to inny poziom w porównaniu z tymi w Warszawie.

Dla wielu turystów stolica Tajlandii to tylko przystanek w podróży do innych części Azji. Naszym głównym celem była Indonezja, ale postanowiliśmy na sam Bangkok przeznaczyć 4 dni z czego jeden na początku, a 3 na końcu wakacji. Ponieważ następny lot mieliśmy z Don Muang bardzo wcześnie rano a chcieliśmy wypocząć, postanowiliśmy pierwszą noc spędzić w lotniskowym hotelu. To bardzo przyzwoity hotel ale także dość drogi jak na tutejsze standardy. Jednak wartością niezaprzeczalną było to, że spacer z hotelowego lobby do stanowisk Check In trwał 3 minuty (kładką nad wielopasmową autostradą). Do hotelu dotarliśmy darmowym Shuttle Busem, który kursuje dość regularnie pomiędzy lotniskami. Po zameldowaniu od razu wzięliśmy taksówkę i ruszyliśmy do centrum.

5
Jedna z dróg dojazdowych do Bangkoku tuż obok lotniska Don Muang (jest po lewej stronie). Zdjęcie wykonane z kładki prowadzącej do lotniskowego hotelu. Jak widać wystarczą 2 metry pasa zieleni, aby postawić wielką estakadę z trzema pasami ruchu w każdą stronę! Włodarze Warszawy - uczcie się!

6
Wnętrze największego centrum handlowego w Bangkoku - MBK. Nie jest odpowiednik naszych galerii handlowych - raczej to wielkie targowisko.

7
Nie tylko potężne estakady robią wrażenie. Także napowietrzna kolej Sky Train może przypominać rozwiązania z filmów Science Fiction.

8
Centrum handlowe MBK w nocy.

Drugi hotel "Dang Derm" kupiliśmy w trochę w ciemno. Był tani (~45 zł za noc za 2 osoby ze śniadaniem), dość dobrze wyposażony (basen na dachu, sejf w pokoju i przyzwoicie wyglądająca łazienka) oraz znajdował się blisko głównych atrakcji miasta. Mieści się przy ulicy zwanej "Khao San". Kilka dni po jego rezerwacji, czytając o lokalnych atrakcjach, dowiedzieliśmy się kilku ciekawych informacji o tym miejscu. Po spędzeniu tu 3 szalonych nocy możemy dołożyć też twoje 3 grosze do tego opisu. Słynna Khao San Road jest tym dla podróżników (a w szczególności dla jednej specjalnej grupy, tzw. backpakersów) czym Watykan dla wiernych. To absolutne centrum turystycznego wszechświata! Ulica jest tłoczna i gwarna cały dzień, ale po zmierzchu przeobraża się w wielką zatłoczoną dyskotekę skrzyżowaną ze spa i  targowiskiem wszystkiego, czego podróżnik może potrzebować. Od masaży wszystkich części ciała, zabiegów upiększających, poprzez tysiące ubrań, przewodników, plecaków aż po fałszywe dokumenty z całego świata. Gdyby tego było mało ceny są wręcz nieprawdopodobnie niskie. Już sam hotel był niewspółmiernie tani do tego, co oferował. Przykładowo na ulicy bardzo przyzwoita i bardzo smaczna  zupa z kurczakiem i świetnymi makaronami – 2,5 złotego! Naleśniki od 2 – 4 złotych. Świeży sok pomarańczowy (100 razy smaczniejszy niż te w Polsce)  - 2 zł mały, 3 zł duży. Sukienki za 15 zł, setki podróbek znanych marek za kilka zł i wielkie plecaki za 50 zł. Do tego mnóstwo usług oferowanych na ulicy  - salony tajskiego masażu były rekordy popularności - półgodzinny masaż stóp wyniósł nas aż 12 zł.

9
Ulica Khao San w ciągu dnia jest dość spokojna.

10
Wszystko na Khao San Road zaczyna ożywać po zachodzie słońca. Jedzenie z objazdowych punktów jest bardzo smaczne i robione na poczekaniu.

11
Ceny potraw w takich miejscach zaczynają się już od 2 złotych - naprawdę można się najeść a przy okazji jest też bardzo smacznie.

12
Pobliska ulica Rambuttri jest spokojniejsza ale chyba też bardziej malownicza. Jest tam więcej restauracji a mniej sklepików. Obie ulice dzieli raptem 20 metrów.

13
Jedna z restauracji na ulicy Rambuttri.

14
Naleśniki czy tajskie potrawy to nie jedyne co można zjeść na ulicach Bangkoku. Może ktoś się skusi na karalucha albo na skorpiona?

15
Tuktuki - czyli autoriksze, kiedyś stanowiły główny środek transportu dla podróżnych w Bangkoku. Dzisiaj są wypierane przez zwykłe taksówki i stanowią raczej atrakcję turystyczną.

16
Na Khao San Road można kupić wszystko.

17
Jak widać nawet podróbki tworzone są z myślą o tej ulicy.

18
Naleśnik za 2 złote? i to z czekoladą? Głównym kosztem wycieczki do Bangkoku jest bilet lotniczy. Reszta jest pomijalnie mała.

19
Tajlandia to ojczyzna tajskiego masażu. Na Kjhao San Road i na Rambuttri Street godzinny masaż kosztuje 24 zł.

20
Stanowiska do masażu tajskiego naprzeciwko hotelu Rambuttri Village Plaza.

21
Khao San Road to jedna wielka całonocna dyskoteka.

22
Khao San Road nocą.

23
Największe centrum masażu tajskiego na Khao San Road.

24
Khao San Road nocą.

25
Khao San Road nocą.

26
Tajski McDonaldowy gangster na Khao San Road.

27
Khao San Road nocą.

28
Khao San Road nocą.

29
Khao San Road nocą.

30
Khao San Road nocą.

Bangkok to także dobry punkt wypadowy do zobaczenia różnych atrakcji w tej części Azji. Nie ma problemu z wykupieniem szybkiej  wycieczki nie tylko w miejsca znajdujące się w sąsiedztwie ale także do Laosu czy Kambodży.

My, z racji ograniczonego czasu zrobiliśmy sobie krótką wycieczkę na 2 targowiska na południowy zachód od stolicy. Pierwszy z nich to „Maeklong Railway Market”. Jedną z jego istotnych zalet jest to, że istnieje dla turystów. W niczym nie przypomina więc on targowisk ulicznych w Bangkoku. Wchodząc pod zadaszone dróżki trzeba się wręcz przepychać pomiędzy rozłożonymi stanowiskami z owocami i warzywami, z których wiele widzieliśmy pierwszy raz w życiu. Nie ma tam także osobnych działów dla owoców morza – wszystko jest przemieszane. Co tu dużo ukrywać – smród jest spory, ale wszystko sprawia wrażenie bardzo świeżego.  Widoki są przednie. Pośród misek z paprykami może spokojnie leżeć misa z wielkimi karaluchami.  Nie to jednak jest główną atrakcją tego miejsca i nie dlatego każdego poranka zjeżdża się tu kilkudziesięciu turystów (bo nie było nas wiele). To nie asortyment był powodem naszego przyjazdu. Główną atrakcją jest pociąg osobowy, który kilka razy w ciągu dnia przejeżdża przez sam środek targowiska. Większość zdjęć zaprezentowanych poniżej została zrobiona na torach kolejowych. Na minutę przed przejazdem pociągu handlujący na targowisku szybko chowają swoje dobra i zamykają zadaszenia. Gdy pociąg przejedzie, nie mija nawet 10 sekund a targowisko wraca na swoje miejsce. Nie wiem czy istnieje jeszcze inne takie miejsce na świecie, ale wygląda to naprawdę ciekawie.

31
Takie modele Toyoty to najpopularniejszy środek transportu małych grup turystów po okolicach Bangkoku.

32
Maeklong Railway Market - na tym zdjęciu wyraźnie widać tory kolejowe. Większość poniższych zdjęć jest także zrobiona na trasie pociągu.

33
Maeklong Railway Market.

34
Maeklong Railway Market.

35
Maeklong Railway Market - to co nie było związane jeszcze się ruszało.

36
Może komuś wędzonej żaby?

37
Zapachy na Maeklong Railway Market były czasem trudne do zniesienia.

38
Może papryczki, a może karalucha?

39
Wybór przypraw i ziół był całkiem spory. Warto dodać, że wiele ze znanych nam przypraw smakowało nieporównywalnie inaczej niż w Polsce - np: bazylia.

40
Maeklong Railway Market - za niedługo tędy przejedzie pociąg!

41
Maeklong Railway Market - dostosowanie targowiska do przejazdu pociągu trwa kilka sekund.

42
Maeklong Railway Market - pociąg zajmuje prawie całą dostępną przestrzeń. Turyści są często siłą wyciągani pod zadaszenia przez przezornych handlarzy.

43
Maeklong Railway Market - przejazd pociągu.

44
Maeklong Railway Market - pierwsze stanowiska zaczynają się rozkładać prawie natychmiast. Po około 10 sekundach nie ma już żadnego śladu po przejeździe pociągu.

45
Targowisko kończy się stacją kolejową: "Maeklong Station". To ostatnia stacja na trasie i pociąg chyba tam zawraca.

46
Maeklong Station - stacja żyje swoim życiem nie zawsze związanym z koleją.

47
Maeklong Railway Market

Drugim targowiskiem, które odwiedziliśmy, był Damnoen Saduak Floating Market – czyli pływający targ. Jest on położony około 100 KM od Bangkoku i nie jestem w pełni przekonany czy go polecać. To co mnie najbardziej uderzyło, to to, że jest prawie całkowicie nastawiony na turystów. Nie wiem co się dzieje wczesnym rankiem, ale w godzinach naszej obecności 100% klientów stanowili turyści, którzy przyjechali nie na zakupy ale żeby zobaczyć to miejsce. Jest ono jednak na tyle malownicze i tak różne od tego co zazwyczaj obserwujemy, że nie żałuję spędzonego tu czasu. 

48
Zanim dotarliśmy do pływającego targu musieliśmy przepłynąć kilka kilometrów paskudnie brudną, wodną ulicą. Podróż trwała kilka minut, gdyż nasz środek transportu okazał się zaskakująco szybki.

49
Wzdłuż trasy wodnej znajdowała się cała wieś. Do wielu domów nie można było dotrzeć inaczej niż wodą.

50
To wyjaśnienie prędkości naszych łodzi. Wyglądało to kuriozalnie ale było skuteczne.

51
Damnoen Saduak Floating Market.

52
Damnoen Saduak Floating Market - łodzie były napędzane albo siłą ludzkich mięśni albo potężnymi silnikami z jakiś ciężarówek.

53
Damnoen Saduak Floating Market

54
Damnoen Saduak Floating Market

55
Damnoen Saduak Floating Market

56
Damnoen Saduak Floating Market

57
Damnoen Saduak Floating Market.

58
Damnoen Saduak Floating Market.

59
Damnoen Saduak Floating Market.

60
Damnoen Saduak Floating Market.

61
Damnoen Saduak Floating Market.

62
Damnoen Saduak Floating Market.

63
Damnoen Saduak Floating Market.

64
Damnoen Saduak Floating Market.

65
Damnoen Saduak Floating Market.

66
Damnoen Saduak Floating Market.

67
Damnoen Saduak Floating Market.

68
Damnoen Saduak Floating Market.

Na koniec kilka praktycznych rad dotyczących taksówek w Bangkoku. Pomimo tego, że każda taksówka posiada taksometr (na wielu z nich na dachach, zamiast taxi wyświetlony jest napis "TAXI METER") to jego użycie trzeba wymóc na kierowcy. Większość z nich woli umówić się na konkretną kwotę (zwykle 2-3 razy zawyżoną), tłumacząc decyzję na dziesiątki różnych sposobów. Często (nawet w nocy) dopiero piąty z kolei taksówkarz zgadza się na użycie taksometru. Nie można się jednak poddawać, przepłacać i wspierać oszustów. Nam zawsze udało się znaleźć uczciwego taksówkarza.

W drugiej części opowiem o zabytkach samego Bangkoku oraz zamieszczę kilka zdjęć z Safari Tour.



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!