VUKOVAR - O TYM SZUMIĄ WIERZBY
 AUTOR: kamelia2310  /  przeczytano: 1451 razy
 
 

Gwiazdy upadłego cyrku, aktorki ze spalonego teatru i wszystkie nocne widziadła zebrały się nad Dunajem, by swymi szeptami ożywiać cienie minionych dni. Czy były to piękne chwile? Nie. Poszarpane korony drzew opowiadają historie przepasane szkarłatną wstęgą, po której nadal spływają kryształowe łzy.

Nikt nikogo nie zachęca, by pojechać i zobaczyć wschodnią część Chorwacji. Wszak jak ziemia Vukovarsko - srijemska ma się do Dalmacji czy Makarskiej? Masz rację myśląc, że nijak.

Ten region, ten zapomniany kąt to skaza na turystycznej mapie – tak się mówi o wschodzie Chorwacji. Chciałabym jednak opowiedzieć historię zasłyszaną nad Dunajem, bo choć drzewa zrzuciły już swoje liście, to purpura ludzkich cierpień nie rozpłynęła się we mgle.

Znasz Vukovar? Zgaduję, że to miasto żyje pod hasłami „największa masakra wojenna”, „masakra szpitalna”, „doszczętnie zniszczony”… To wszystko prawda...


Miasto zostało prawie całkowicie zniszczone podczas walk chorwacko-serbskich w 1991 roku. Liczące przed tą wojną ponad 45 tys. mieszkańców było prężnie działającym  ośrodkiem kulturalnym i gospodarczym wschodniej części Slawonii. Działał tu m.in. jeden z ważniejszych portów na Dunaju, planowano też budowę kanału śródlądowego mającego połączyć Vukovar z Bosanskim Šamacem. Miasto odgrywało również rolę w turystyce.  Dziś cały ten dobytek przypomina co najwyżej  popękaną butelkę, z której wypłynęło życie…



Jesienią 1991 nazwa tego miasta nie schodziła z pierwszych stron gazet. Toczyły się tam bowiem walki między federalną armią jugosłowiańską wspartą serbskimi ochotnikami, a broniącymi miasta oddziałami ochotników i żołnierzy chorwackich. Vukovar był jednym z punktów zapalnych wojny bałkańskiej. Zamieszkiwali ją nie tylko Chorwaci, ale też około 30% Serbów.


Siły walczących o Vukovar były nierówne. Po stronie chorwackiej miasta broniło ok. 1000 ochotników i żołnierzy. Serbów było kilkakrotnie więcej. Po blisko trzech miesiącach ostrzału artyleryjskiego, 16 listopada 1991, Serbowie ruszyli do generalnego szturmu na miasto. Następnego dnia dowództwo broniących Vukovaru oddziałów chorwackich ogłosiło kapitulację. Podczas walk zginęło ponad 7500 ludzi (głównie cywilów - mieszkańców miasta). Większość pozostałych uciekła. Ci, którzy pozostali w Vukovarze, po zdobyciu go przez Serbów zostali zamordowani i pochowani w masowych grobach. To była wojna bratobójcza, dlatego tak bolesna.


W listopadzie 1991 r. doszło do masakry rannych w szpitalu w Vukovarze. Armia Jugosłowiańska i paramilitarne czety serbskie strzelały wprost do leżących, ciężko rannych ludzi, pozostałych 255 lżej rannych Chorwatów i przedstawicieli innych nieserbskich narodowości oraz szpitalny personel przewieziono do miejscowości Ovcara, 5 km na południe od Vukovaru. Tam bito ich i torturowano. W nocy z 20 na 21 listopada serbscy żołnierze wywieźli ofiary w 10-, 20-osobowych grupach w bezludne miejsce, gdzie wszystkich rozstrzelali, a ciała wrzucili do masowego grobu. Jednemu z mężczyzn udało się uciec z jadącej ciężarówki. Dzięki niemu znany jest przebieg wydarzeń.

Rok później grób ponad 250 osób odnalazła misja ONZ kierowana przez Tadeusza Mazowieckiego.

Szukając ruin domów, hałd gruzu, odniesiesz porażkę. W Vukovarze niepotrzebne były bomby. Mord dokonywał się w przydomowych ogródkach.

Ściany budynków są podziurawione jak sitka. Odremontowane, nowo pomalowane… wyglądają jak makijaż, spod którego przebijają się blizny wojennego okresu dojrzewania.



Druzgoczącym widokiem była dla mnie szkoła. Ściany pomalowane rękami dzieci stanowiły  najsmutniejszy widok. Wesołe światło tych barwnych obrazów było przykryciem dla wojennych ran.  Kiedy dowiedziałam się, że w szkole  nadal odbywają się lekcje, długo rozmyślałam nad losem tych dzieci. To naprawdę smutny widok. Potem zaczęłam dostrzegać ślady po amunicji wszędzie: na ulicy, na chodnikach, w ścianach, w okiennicach…

Konflikt serbsko - chorwacki nadal żyje w sercach mieszkańców. W szkole dzieci serbskie i chorwackie są rozdzielone, istnieją podzielona osiedla, bary odwiedzane tylko przez jedną grupę obywateli... Każdy wie, gdzie jest jego miejsce.



Vukovaru strzeże tancerka, która kręci piruety na jednej ceglanej nodze. Niestety i jej spódniczka została poszarpana wojennym wiatrem. To wieża ciśnień zachowana jako symbol konfliktu.  Jej występ niewątpliwie był prapremierą stoczonej bitwy. Dziś Vukovar nazywany jest chorwackim gradom herojem, czyli miastem-bohaterem, i wszedł na listę narodowych świętości Chorwacji.



To ziemia, która ciągle płacze – po cichutku. Choć był środek lata, a ja spędzałam tam długie dni, ludzi widziałam zaledwie garstkę. To naprawdę spore miasto przez co bardziej można odczuć pustkę. Piekarnie, zakłady krawieckie, sklepy przypominają o swoim minionym istnieniu pozostawionymi szyldami i kurzem, który pokrywa klamki. Ludzie zniknęli, zdejmując z siebie mokre i brudne płaszcze, tak jak robi się to w brzydki listopadowy dzień. Smutne jest to, że nie padał deszcz, a ubrania nasiąknęły łzami, które spływały po policzkach mieszkańców Vukovaru.



Miasto nosi na sobie blizny i zmarszczki, które oszpeciły jego urodę. Czasem warto posłuchać o czym szumią wierzby i spojrzeć na to, co kryją pod sobą liście. Bywa tak, że smutek staje się przyczyną radości, która odwiedza nas gdy jest pewna tego, że zostanie ugoszczona z należytym szacunkiem. Jednak, by wzeszło słońce, najpierw muszą minąć długie i mgliste godziny zawieszone pod nieboskłonem.




Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!


Zobacz jeszcze: