KAJMAK I RAMADAN - SERCE BOŚNI
 AUTOR: kamelia2310  /  przeczytano: 1299 razy
 
 
1
Mostar. To nie tylko osada otoczona górami. To miedziane linoryty ludzkich przeżyć, wspomnień, łez i uśmiechów.

Są na świecie takie miejsce, gdzie owce pasą się na zaminowanych łąkach, w przydrożnych barach zamiast okrąglutkich bułeczek z GMO w środku, sprzedają kajmak, w piekarniach najświeższy chleb kupuje się po północy. W takich zakątkach nie-bycie człowiekiem z tobołkiem życiowych dramatów, burką na twarzy bądź kopalnią miedzi w ogródku sprawia, że można nazwać się co najwyżej szarym tłem, z którego wyłaniają się barwne ptaki ulicy.

O Bośni należy mówić jak o zjawisku. To jedno z nielicznych miejsc, których nie umiem opisać w kategoriach "Co warto zobaczyć...", na szczęście. To nie zbiór monumentalnych budowli, bogatych zbiorów muzealnych czy głazów obrośniętych mchem z tabliczką UNESCO. Bośnia jest kulturalnym kociołkiem rozmaitości. Wiem, że trudno sobie to wyobrazić. Opisywana przeze mnie niewiadoma jest ukształtowana tym, co jest nieuchwytne. Dlatego też kraj ten stał się celem mojej następnej podróży właściwie z dwóch powodów. Po pierwsze wynikało to z tego, że nikt nie umiał mnie skutecznie odciągnąć od tego pomysłu, po drugie wyjazd ten był wentylem mojej przekory i niemożności tkwienia w jednym punkcie dłużej niż wypada (w moim rozumieniu 'wypada' jest dość względne :) ).


"Chciałabym zacząć moją podróż od północnej strony Bośni: Tuzla, Banja Luka..."
Wszyscy, których pytałam o zdanie odpowiadali chóralnie:  "Przestań! Bośnia to Sarajewo!"

Na darmo szukałam głosów poparcia mojego pomysłu. Nie do końca rozumiałam przesłanie odpowiedzi, które słyszałam. Czułam się sfrustrowana podczas szukania  informacji w przewodnikach i internecie, ponieważ znajdowałam podobne komentarze bądź wzmianki o kilku meczetach. Sarajewo wcale mnie nie pociągało. Tym bardziej, że czasu na podróż nie miałam zbyt wiele. Wyruszałam ze wschodniej części Chorwacji (Vukovar) i chęć by kilka godzin dojechać do serca Bośni graniczyła z cudem. Mając na uwadze entropię, do której dąży wszystko co nas otacza, podróżowanie stopem było wręcz obowiązkowym elementem. Choć jeśli uwzględnić teatralne pozy i miny, ruchy o nieokreślonej trajektorii i magiczne tabliczki, można uznać, że i na to ma się pewien wpływ :)

3
W podróży takie widoki nie dziwią, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę wojnę, która zniszczyła posiadany dobytek.

Od zawsze chciałam przejechać się TIRem. Tak, to zdecydowanie było jedno z moich marzeń. Tak więc widząc nadjeżdżające kolosy mój entuzjazm wzrastał natychmiast. Nie raz i nie dwa miałam okazję, by poczuć jak to jest! A jak jest? SUPER! Samo wdrapanie się do kabiny nie jest takie proste, jednak cały trud jest zrekompensowany perspektywą, z której ogląda się przydrożną scenerię. Dla mnie był to całkiem inny punkt widzenia, biorąc pod uwagę, że na co dzień spoglądam na świat z wysokości 160 cm. Cóż, moja radość znacznie ograniczyła moje poznawcze funkcjonowanie, czego efektem była zguba. Sprawa nie była lekka w swej materii, bo zostawiłam plecak z notebookiem i ważnymi drobiazgami. Tego dnia jednak pamięciowe dziury zostały skompensowane szczęściem, które sprawiło, że plecak się znalazł podczas transgranicznych spacerków. Tir był ten sam, kierowca zmieniony. Tak czy siak, zguba została odzyskana.

Chcę wspomnieć o granicach, które niewątpliwie na bałkańskiej ziemi są czymś, czego pominąć się nie da. Podwójne przejścia graniczne, a czasem i potrójne (kiedy wjeżdża się do Bośni od strony Dubrovnika) mogą stać się przedmiotem narastającej irytacji! Celnicy mają słabość do ... swojej pracy? Nigdy nie wiadomo czy transfer zajmie 5 minut czy 5 godzin. Dużo paradoksów. Po przejściu  w Županji czekał kolejny szlaban i tak naprawdę ominięcie kontroli celnej nie było wyczynem, nie będąc zmotoryzowanym podróżnym.


Podróżowanie stopem po Bałkanach to naprawdę przyjemność. Podczas swoich podbojów miałam do czynienia z dobrymi ludźmi. Kolejny samochód, to kolejny trening umiejętności społecznych, autoprezentacji i sztuki argumentacji wyboru celu swojej podróży tak, by nie zostać wysadzonym na następnym zakręcie. W tym zakątku dyplomacja jest wskazana, szczególnie jeśli ma się zacięcie historyczno - polityczne. Konflikty żyją w pamięci mieszkańców i są to otwierane raz po raz krwawiące wspomnienia.

Jeden z szoferów stał się radosną pocztówką, którą chętnie przywołuję. Nie mówił za dużo, dawał sporo przestrzeni na własną kontemplację tego, co za szybą. Po kilku godzinach zatrzymał się, wybiegł z samochodu i wrócił z wielkimi ziołowymi bułkami, które nadziane były kajmakiem (biały ser z owczego mleka - to duże uproszczenie, trzeba spróbować!). Zarówno Serbowie, jak i Bośniacy przypisują sobie ten rarytas, więc wykażę się poprawnością polityczną mówiąc, że to bałkański specjał.

5
Bośnia to jedna wielka góra, która w swoich dolinach skrywa cmentarze ludzi różnych religii. Warto wiedzieć, że po wojnie muzułmanie stanowią 45%, prawosławni 36%, a katolicy 15% społeczeństwa.

Sarajewo to kulturowy miszmasz jakiego nigdy wcześniej nie spotkałam. Do Starego Miasta weszłam od strony Baščaršiji. Targowisko to prawdziwa feeria misternie zaplanowanych straganów, wyznań, zachowań - LUDZI. Spacerując między drewnianymi chatkami ciężko skupić swój wzrok na jednej rzeczy. Półki gięły się pod ciężarem pięknie malowanej ceramiki, bajkowych lamp, orientalnej biżuterii, lśniących wyrobów z miedzi czy barwnych tkanin. Te niezwykłe ekspozycje w pełni zaspokoiły moje potrzeby estetyczne.


6
Bazar ma wielowiekową tradycję. Zaaranżowany jest na planie okręgu (nazwa pochodzi z języka arabskiego i oznacza właśnie krąg). Zabudowany kamiennymi, masywnymi kramami, z których wiele dysponuje własnymi podwórkami. Obiekt służył wyłącznie handlowi – nie był zamieszkały w nocy. Pilnowali go wtedy specjalnie wyznaczeni strażnicy – pasvandžije, pobierający pokaźne haracze od kupców, którzy zapomnieli zamknąć swój kram (pilnowali go wtedy rzetelnie przez całą noc). Na terenie obiektu panowało specjalne prawo targowe. Centralnym punktem bazaru jest Sebilj – charakterystyczna studzienka wyglądem przypominająca grzybek, będąca pozostałością po jednym z pierwszych europejskich wodociągów.





11
Jubilerskie cacka wyrabiane są najczęściej z miedzi bądź magnezytu ze względu na dużą dostępność materiału. Wzornictwo jest mieszanką kultury wschodnioeuropejskiej, orientalnej i śródziemnomorskiej. To wprawia w zachwyt!

Myśląc o Bośni, najbardziej jaskrawe wspomnienia nie są związane z rzemieślniczymi wyrobami, pysznym pieczywem czy kajmakiem... a z portretami ludzi. Ten element odbiera mi umiejętność opisywania rzeczywistości. Wojna, bieda, zniszczenia? Odpowiedzi na te pytania nie zostały przeze mnie po prostu poznane. Każda ludzka twarz wzbudzała we mnie emocje, refleksje, które mają dla mnie największą wartość. Patrząc na człowieka można odkryć splot wydarzeń, które zawiesiły go w takim, a nie innym miejscu pajęczyny. To studiowanie geografii ludzkich dramatów, wzlotów i upadków, porażek i sukcesów. Człowiek mnie porusza. Tam czułam się tylko obserwatorem.








Poczucie, że jestem w miejscu niezwykłym potęgowane były religijną różnorodnością. Prawosławne świątynie są tuż obok meczetów czy katolickich kościołów. Na każdym roku słychać wznoszone modlitwy. Sarajewo odwiedziłam w okresie ramadanu. Byłam zdziwiona funkcjonowaniem miasta. Życie zaczynało się po godzinie 18.00 i środek dnia przypadał na środek nocy. Nad ranem bez problemu można było znaleźć piekarnię z chrupiącymi bułeczkami.

19
Święty miesiąc islamu, ramadan, jest obchodzony na różne sposoby. Jako że muzułmanie powinni pościć za dnia, w trakcie Ramadanu, w meczetach odbywają się uroczyste obiady (iftar) po zachodzie słońca, połączone z modlitwą maghrib. Pożywienie na tę okazję jest przygotowywane przez wszystkich członków gminy muzułmańskiej, choć czasem jest kupowane przez bogatego właściciela meczetu. Mniejsze wspólnoty mogą nie być w stanie zorganizować iftar każdego wieczora ramadanu. W niektórych meczetach odbywają się również śniadania (suhur) w porze modltitwy fadżr, przed wschodem słońca. Za szczególnie szlachetną formę jałmużny uchodzi zapraszanie biedaków na iftar i suhur[22] W większych meczetach organizowane są również specjalne modły nocne, zwane tarawih. Mogą one trwać do dwóch godzin. Przez ostatnie dziesięć dni ramadanu odbywają się całonocne modły, zazwyczaj połączone z katechezą, na pamiątkę nocy Lajlat al-Kadr, kiedy to rozpoczęło się objawianie Koranu Mahometowi. Co najmniej jeden dorosły mężczyzna ze wspólnoty (zwany i'tikaf) musi mieszkać przez te dziesięć dni w meczecie. Wspólnota ma obowiązek karmienia go przez ten okres.


21
Studnia šedrvan, której woda ma uzdrawiać spragnionych. Jest częścią kompleksu Begova džamija (meczet Gazi Husrev-bega) – zabytkowy meczet, zlokalizowany na starym mieście w Sarajewie, w pobliżu Baščaršiji.



24
Katedra Serca Jezusowego w Sarajewie (bośn. Katedrale Srca Isusova) - rzymskokatolicka katedra w Sarajewie, stolicy Bośni i Hercegowiny przy Trgu fra Grge Matića (obok Ferhadiji).

Szukając wehikułu czasu należy wybrać się do serca Bośni. Można znaleźć wiele miejsc, by posmakować życia sprzed ok. 20 lat. Przemieszczając się po mieście czułam się jak urbanistyczny entomolog. Metalowych gąsienic na sarajewskich ulicach jest pod dostatkiem. Kolorowe tramwaje wprowadzają dużo radości w powojenny krajobraz!

25
Biedronkowy - ulubiony! :)






31
Mam słabość do garbusów. Zlecając namalowanie tego czym jest Bośnia, należałoby się udać do grafficiarza. Sztuka ulicy jest parabolą wielu doświadczeń, z założenia oderwanych od codziennej prostej rutyny życia.

Jednym z moich ulubieńców jest Przekorny Dom. Budynek niczym się nie wyróżnia, ma jednak ciekawa historię. W połowie XVI wieku, gdy budowana meczet Hadz, na terenie budowli stał Inat Kuća. właściciel nie chciał się zgodzić na wyburzenie, ostatecznie ustanowiono kompromis - dom przeniesiono na drugi brzeg rzeki. Po 200 latach historia powtórzyła się przy budowie ratusza. Dom powrócił wówczas w sąsiedztwo meczetu i stoi tam do dziś. Tak więc moja przekora czuła się jak u siebie w domu! :)


Chwile, które spędziłam w Bośni to niezapomniane przeżycia. Najcenniejszymi lekcjami są dla mnie te, podczas których robienie notatek jest trywialnym wymysłem. Każdy spotkany człowiek to nauczyciel, przewodnik. Każde ludzkie spojrzenie to błysk latarni, który pomaga wrócić do portu. Każdy uścisk dłoni, to dopełnienie swojej i cudzej historii, to węzeł. Każda rozmowa to ogród myśli i uczuć, a każda podróż to akceleracja wszystkiego, co w nas do tej pory zakiełkowało.




Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!


Zobacz jeszcze: