Paryż - szalonego zwiedzania część pierwsza
 AUTOR: OlaZb  /  przeczytano: 1991 razy
 
 

Nasza wycieczka do Paryża z 2009 roku, to pierwsza i jednocześnie najbardziej szalona podróż jaką mieliśmy do tej pory. Sam pomysł był szalony (Wielkanoc). Okazało się to jednak strzałem w dziesiątkę. Ponieważ to nasza pierwsza w pełni samodzielna podróż zagraniczna (tzn. bez organizatora czy biura podróży) nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, na co się nastawiać i przygotować. Popełniliśmy sporo błędów, ale koniec końców mamy co wspominać. Ta relacja, pomimo iż motywem przewodnim mogły by być nasze upokarzające wpadki, ma jednak bardzo pozytywny wydźwięk. Śmialiśmy się z siebie przecież przez całą podróż. Ponieważ na krótko odwiedziliśmy stolicę Francji półtorej roku później, część zdjęć pochodzi też z tej następnej wyprawy. 

1
Paryż. Fontanna na dziedzińcu Luwru.

Ile można zwiedzić wylatując z Warszawy w czwartek rano a wracając w niedziele wieczorem? Zbyt wiele! Nasz szalony pomysł polegał na poronionej idei, że taka podróż może się już nie potworzyć. Z perspektywy czasu to wygląda śmiesznie, ale ambitnie chcieliśmy zobaczyć WSZYSTKO! Pierwszy dzień dał nam mocno w kość, a była to tylko przygrywka do szaleństwa dni kolejnych. Dotarcie do Paryża, zakwaterowanie w hotelu, Opera Garnier, Galeries Lafayette, Place Vendôme, spacer od Luwru po Łuk Triumfalny (tutaj nogi już zaczęły odmawiać posłuszeństwa). Dojazd do dzielnicy biznesowej La Défense (i znowu spacer całą jej promenadą) powrót pod Wieżę Eiffla, odstanie wielu godzin w kolejce, zejście pieszo (już w okolicach 23) i spacer aż do hotelu. Dużo jak na pierwszy dzień!

Już sama liczba miejsc może robić wrażenie, ale nie należy zapominać, że do każdego z tych punktów należało dojść, wejść, podziwiać, zrobić zdjęcia…

Może jednak zacznijmy od samego początku.

Może się wydawać, że mieszkając od kilku już lat w stolicy, człowiek powinien nabrać obycia w wielkim świecie. Nic bardziej mylnego. Co chwilę przekonywaliśmy się jak wysoko przysłowiowa ‘słoma wystawała nam z butów’. Zaczęło się jeszcze w Polsce. Z bliżej nieokreślonego zamroczenia umysłu zdecydowaliśmy, że Paryż jest pewnie bardzo drogi i nie powinniśmy tam kupować niczego do jedzenia, tylko przywieść je z Polski. Wypakowaliśmy całą jedną torbę podręczną tym wszystkim, czym tradycyjna polska kuchnia może się szczycić na zachodzie: paczkami chlebów tostowych, rogalikami 7days, gorącymi kubkami, zapasem pasztetów i obowiązkowym, ogromny słoikiem nutelli (prawdziwy składnik ‘premium’ naszej diety). Cały ten nasz pakunek został mocno przetrzepany na lotniku w Warszawie, gdyż czujniki wykryły niebezpieczny płyn (nutella!), którego nie można zabrać na pokład.  Nie wiem co sobie o nas pomyśleli pracownicy lotniska, widząc te wszystkie zupki chińskie i tandetne rogaliki. Wstyd. Na miejscu, w hotelu oczywiście to mnie kazano wybłagać od obsługi czajnik, aby była woda do gorących kubków (żeby nie wyjść na człowieka z 3 świata, tłumaczyłem, że potrzebujemy tego czajnika do leków). W kraju, gdzie wino jest tańsze niż woda, gdzie jest kilkaset gatunków sera a pieczywo jest słynne na cały świat nie dało się jednak długo żyć na naszej tandecie. Szybko przerzuciliśmy się na lokalne pieczywo czy przydrożne naleśnikarnie. A ceny? Cóż, w sklepach jest drożej niż w Polsce, ale dla mieszkańców Warszawy nie jest to jakiś straszny szok. Normalnych restauracji lepiej było jednak nie odwiedzać, bo ceny bywały przerażające. 

Nie tylko w kwestii jedzenia wykazaliśmy się głupotą. Nasza przywieziona z Polski mentalność kazała nam wszędzie doszukiwać się oszustwa. Po przylocie na lotnisko, zakupieniu „Paris Museum Pass” w punkcie informacji turystycznej, dowiedzieliśmy się, że nie jeździ kolejka, którą planowaliśmy dotrzeć do miasta. Zasugerowano nam skorzystanie z taksówek. Wiadomo jak to z taksówkami na lotniskach – trzeba się targować bo inaczej wyda się fortunę. Tak może było kiedyś w Polsce. W Paryżu wszystko okazało się świetnie zorganizowane a cenę każdy taksówkarz podawał taką samą. Musieliśmy zrobić niestety wcześniej z siebie głupków i obchodzić stojące w ładnej kolejce taksówki pytając każdego o stawki. Dodatkowo mieliśmy znowu zamroczenie umysłu. Kolejka do miasta kosztowała 8 euro od osoby, a kurs taksówką 32. Było nas całe cztery osoby, ale mnożenia w głowie nikt nie wykonał. Dopiero po kilku minutach, gdy wyciszyliśmy wykrywacza oszustw,  wzięliśmy kurs do najbliższej stacji metra, skąd nie wychodząc na powierzchnie, po kilku przesiadkach dotarliśmy pod hotel w sercu XV dzielnicy (wyjście z metra pod samymi drzwiami). Oczywiście byliśmy sporo przed rozpoczęciem doby hotelowej, ale na szczęście istniała możliwość zostawienie bagaży, co też szybko zrobiliśmy i wróciliśmy do metra aby udać się do centrum. 

Paryż przywitał nas wspaniale. Pierwsze co ukazało się nam przed oczami po wyjściu z metra to monumentalna i wspaniale zdobiona, słynna Opéra Garnier, zwana także Palais Garnier. Ten wspaniały, eklektyczny gmach, unieśmiertelnił w Gaston Leroux w swym dziele „Upiór w Operze”. Gdy będziecie oglądać jego ekranizacje, bądź przedstawienia na deskach teatru (np.: w warszawskiej Romie), będziecie mieli okazie zobaczyć elementy dekoracji żywcem przeniesione z wnętrz Palais Gernier. Sam gmach robi spore wrażenie, ale to właśnie wnętrza, z wspaniałym złotym Fuyer i słynnymi schodami na czele, są tutaj najważniejszą atrakcją.

2
Fasada Opery Garnier. U dołu zejście na stację metra.

3
Gmach opery jest wspaniały. Dziesiątki rzeźb i dekoracji powodują, że jest to jeden z najpiękniejszych budynków operowych świata.

4
Tył Opery Garnier. Operę otwarto 5 stycznia 1875 roku. To na niej wzorowano krakowski Teatr imienia Juliusza Słowackiego

Zaraz za operą znajduje się równie słynna Galeries Lafayette. To, obok Londyńskiego Harrodsa, najsłynniejszy dom handlowy świata. Nie przypomina on jednak organizacją naszych galerii handlowych (z drużkami w środku i osobnymi butikami po bokach) lecz raczej warszawskie Domy Handlowe Centrum. Nie ma w nim osobnych butików, lecz kolekcje wystawiane są na otwartych przestrzeniach kolejnych pięter. Ochrona nie robi problemów. Można swobodnie wejść z plecakiem i robić zdjęcia. A jest czemu. Wystrój ma się tak do warszawskiej Galerii Centrum  jak Barcelona do Koluszek. Nad pięknym, złoconym holem znajduje się wielkie, witrażowe sklepienie. Prawdziwe arcydzieło ówczesnej epoki. To miejsce nawet teraz, mając już przecież ogromną konkurencję, robi wrażenie. Co dopiero w czasach jego powstania. Warto także wyjść na dach, gdyż z tej wysokości widać już dość ładnie panoramę centrum Paryża (choć cześć zakrywa ogromny gmach Opéry Garnier).

5
Balkony w Galeries Lafayette

6
Detale wskazują raczej na pałac a nie centrum handlowe.

7
Cały hol główny w Galeries Lafayette zwieńczony jest wspaniałą szklaną kopułą.

8
Galeries Lafayette. Spacerować i oglądać można do woli. Ceny dość wygórowane.

9
Gmach opery Garnier widziany z dachu Galerii Lafayette. Ta kwadratowa cześć to dach nad sceną.

10
Na pierwszy planie zielony dach kościoła de la Madeleine (św. Magdaleny). Jak widać nie ma on wież. Obok niego (choć sporo dalej) szklany dach gmachu Grand Palais (hala wystawowa) a w tle Wieża Eiffla.

Po spacerze wokół opery udaliśmy się na pobliski plac  Vendôme. To jedno z najbardziej prestiżowych miejsc w mieście. Przy tym doskonale kwadratowym placu mieści się słynny paryski hotel Ritz. To właśnie kamery tego hotelu uchwyciły ostatnie zdjęcia wychodzącej księżnej Diany na kilka minut przed jej śmiercią w tunelu.  W jednej z tych spójnych architektonicznie kamienic wokół Vendôme  mieszkał także przez pewien czas Fryderyk Chopin (przy kamienicy nr: 12 znajduje się tablica upamiętniająca jego miejsce śmierci). Na środku placu mieści się monumentalna kolumna Napoleona  a przy wyjściu z placu w stronę Luwru można było skosztować fantastycznych choć nieziemsko drogich czekoladek firmy Godiva. Dalsza cześć naszej wędrówki zahaczała o Luwr, choć pierwszego dnia ograniczaliśmy się tylko do głównego placu oraz krótkiego odpoczynku w parku.

11
Rolce Rolce zaparkowany przed wejściem do słynnego hotelu Ritz na paryskim placu Vendôme.

12
Plac Vendôme z majestatyczną kolumną Napoleona.

13
Widok z Placu Zgody (Place de la Concorde) na pobliski kościół św. Magdaleny. Plac zgody jest częścią głównej osi Paryża

Z Luwru podreptaliśmy główną drogą miasta - słynnymi Alejami Elizejskimi. Warto zapamiętać - spacer z pod Luwru aż pod Łuk Triumfalny to naprawdę kawał drogi. W trakcie spaceru można zobaczy wspaniałe gmachy hal Petit Palais i Grand Palais (oba wybudowane na wystawę światową w 1900 roku – tak jak Wieża Eiffla). Trasa po Polach Elizejskich wydłuży się także dodatkowo, jeżeli chcecie odwiedzić któryś z przydrożnych sklepów. Większość z nich była mocno poza zasięgiem naszych kieszeni (jak torebki w ogromnym gmachu Lui Vuitton). Mieliśmy wrażenie, że część sklepów jest tam bardziej z powodów prestiżowych niż handlowych. Warto także wstąpić do firmowych salonów przedstawicieli francuskiej motoryzacji. Trudno tam  może  kupić samochód, ale za to można zobaczyć zaskakujące i futurystyczne prototypy (które oczywiście nigdy na drogi nie wyjadą).

14
Prototypowy Citroen w salonie przy Polach Elizejskich.

15
Pola Elizejskie nocą (niedaleko Łuku Triumfalnego).

Spacer Polami Elizejskimi zakończyliśmy pod położonym na lekkim wzniesieni Łukiem Triumfalnym. Widać było, że jest to bardzo ważne miejsce dla Francuzów i  pomimo tego,  że stoi na środku ruchliwego wielopasmowego ronda, to nam najbardziej przypominało atmosferą grób nieznanego żołnierza (bo po części tym też jest). Z tego co kojarzę, to można też wyjechać / wyjść na szczyt, ale nie skorzystaliśmy z tej oferty. 

16
Łuk Triumfalny stoi na ogromnym i ruchliwym rondzie.

17
Budowę Łuku Triumfalnego rozpoczęto w 1806 na zlecenie Napoleona.

18
Łuk Triumfalny ma 51 metrów wysokości i prawie 45 metrów szerokości.

Dalszy plan zakładał krótki spacer dzielnicą La Défense. Stanowi ona główne biznesowe centrum Francji a swoje siedziby ma tam większość najważniejszych koncernów tego kraju. W dziesiątkach ogromnych biurowców (nawet ponad 200 metrów) pracuje ponad 150 tysięcy osób. Główna oś dzielnicy prowadzi od skrajnie położonego wielkiego La Grande Arche de La Défense, przechodząc przez całą dzielnicę i dalej w idealnej prostej linii poprzez Łuk Triumfalny i aż do Luwru. Sam La Grande Arche de La Défense  jest także arcydziełem budownictwa nowej epoki. To nowoczesny biurowiec – pomnik w  swym kształcie nawiązuje do Łuku Triumfalnego. Jego wymiary stanowią prawie idealną kostkę (każdy z wymiarów ma trochę ponad 100 metrów). Ten ogromny gmach zamyka cała główną paryską oś miasta (co pięknie widać). Dla przyzwyczajych do miast których rozwój był chaotyczny, taki porządek może być sporym ale pozytywnym zaskoczeniem. 

19
Dzielnica La Défense (formalnie leżąca już poza Paryżem). widziana z miejsca znajdującego się pod Łukiem Triumfalnym. W samym centrum znajduje się ogromny La Grande Arche de La Défense.

20
Sam początek La Defense i widok na Paryż.

Samo La Défense w chłodne i pochmurne przedwielkanocne popołudnie przypominało wielkie miasto widno. Ta ogromna dzielnica wielkich biurowców ożywa tylko w godzinach pracy, a poza tym straszy pustką. Przeszliśmy głównym deptakiem, do samego początku, aż pod La Grande Arche de La Défense, jednak nie zdecydowaliśmy się na wjazd na dach przeszkloną widną (wtedy jeszcze było to możliwe). Sam budynek jest niezwykły i ogromny. W wolnej przestrzeni pod wielką kładką spokojnie zmieści się cały Łuk Triumfalny. To co może zaskakiwać chodząc po La Défense, to całkowity brak samochodów. W końcu są tam dziesiątki wielkich biurowców do których ludzie muszą się dostać. To nie tak, że drogi są tam puste. Tam po prostu nie ma dróg. Dopiero po czasie odkryliśmy, że cały ruch  odbywa się pod powierzchnią, pozostawiając całą dzielnicę miłośnikom spacerów. To jedno z nielicznych takich miejsc na świecie. Aby spacerowiczom było przyjemnie na terenie dzielnicy jest 11 hektarów parków i 20 fontann.

21
La Defense do wielkie skupisko biurowców (największe takie w Europie).

22
Jak się dobrze przyjrzeć, to widać kawałek drogi dla samochodów (jedno z nielicznych tego typu miejsc tutaj.

23
Warszawiacy dobrze znają ten budynek z reklam Netii (http://arbiter.pl/files/g/2_8846_2_4065_212_1298.jpg)

24
Budynek po prawej to Center of New Industries and Technologies. Swoich czasów był o nim program na Discovery.

25
Panorama Głównego deptaku La Défense. W oddali widoczny Łuk Triumfalny.

Ostatnim punktem (także najdłuższym) był wieczorny wjazd na wierzę Eiffla. Ta potężna konstrukcja to jeden z głównych atrakcji i najbardziej znanych zabytków Europy. Kieruje się tam prawie każdy z milionów turystów, którzy każdego roku tłumnie odwiedzają to miasto. Tutaj przed kolejkami nie ma już ratunku. Trzeba swoje odstać. Oczywiście nasza wizyta nie obyła by się bez dodatkowych atrakcji. Stojąc w ogromnej kolejce jeszcze na samym dole, zauważyliśmy wielki baner, że winda nie jeździ na najwyższy taras (wieża ma 3 poziomy tarasów). Miny nam mocno zrzedły. Nie dlatego przecież przyjeżdżamy do Paryża, żeby nie odwiedzić głównej atrakcji! Nie wiedząc co robić, staliśmy więc dalej. Gdy dotarliśmy do kas natychmiast pytanie: „Kiedy będzie można wjechać na szczyt?”. Odpowiedz nas zaskoczyła jeszcze bardziej: "Już za chwilę, ale bilety można będzie kupić dopiero będąc na wyższym poziomie." Polska mentalność spersonifikowana w kolegę stojącego za plecami, podpowiada "Ściemnia! Chcą zarobić. Chcą nas skasować za kurs do połowy.".  Od tego momentu potwierdzaliśmy informację u każdego napotkanego pracownika. Odpowiedzi były zawszą twierdzące. My jednak nie dowierzaliśmy. Dopiero po przyjeździe na 2 poziom okazało się, że jednak mieli rację i już po chwili windy zaczęły wozić chętnych na sam szczyt. Niestety przez ten cały postój, na 2 poziomie zebrał się potężny tłum oczekujących. Spowodowało to, że i tam swoje trzeba było odstać. Co gorsza, stanęliśmy w złym miejscu (do windy) a musieliśmy iść najpierw do kasy, więc czas postoju trzeba było pomnożyć przez dwa. Niestety w tym tłoku nie dało się tego wcześniej zauważyć. Do windy wsiadaliśmy już po zmroku.

26
Wieża Eiffla nocą jest świetnie oświetlona i wygląda wspaniale. O pełnych godzinach można się spodziewać dodatkowych iluminacji. Trawniki Pól Marsowych są bardzo popularnym miejscem wypoczynku (nikt nie ma obiekcji do siadania na trawnikach i picia szampana).

Widok rozświetlonego Paryża był wspaniały. Warto pamiętać, że noc na szczycie Wieży Eiffla to jeden z horrorów każdego chcącego zrobić sensowne zdjęcia. Mieliśmy tylko stare aparaty kompaktowe, więc sam brak światła był już kłopotem. Niestety, dla bezpieczeństwa (a raczej zniechęcenie samobójców) cały górny taras otoczony jest zabezpieczającą kratą (dość gęstą, więc trudno zrobić przez nią zdjęcia). Co gorsza, cała wieża dość mocno się porusza i drga (stal jednak nie jest sztywna) więc zrobienie nieporuszonego zdjęcia jest prawie niemożliwe (dodatkowo mój aparat nie miał stabilizacji).  

Poświęcając tak wiele czasu na dotarcie na szczyt nie spieszyliśmy się specjalnie z powrotem na dół. Co więcej, aby delektować się bardziej, zdecydowaliśmy się na zejście pieszo z drugiego poziomu. Jeżeli macie tylko dość przyzwoitą kondycję to polecam taki spacer. Nie było to jakieś  strasznie poświęcenie, a można było trochę pooglądać (np.: niesamowitą 'steampunkową' konstrukcję napędu wind).

Drugiego dnia wczesna pobudka i dojazd do Luwru na kilka chwil przed otwarciem (lęk przed kolejkami). Tutaj dopiero odczuliśmy jak warto było kupić „Paris Museium Pass”. To karta dająca uprawnienia do jazdy komunikacją miejską oraz wejścia do wielu atrakcji miasta. W efekcie prawie nigdzie nie musieliśmy czekać w kolejce do kas. Luwr jest jak Paryż - za duży żeby go zwiedzić ot tak. Dlatego po kilku godzinach spacerów po jego komnatach i zobaczeniu głównych atrakcji, które zna niewyedukowany w sztuce turysta zdecydowaliśmy się wyjść i odpocząć. Jednym z dodatkowych powodów były pierwsze skurcze, które drugiego dnia ciągłego łażenia zaczynały się pojawiać. Okolice Luwru są dość dobrym miejscem na wypoczynek. Wspaniałe fontanny na tle cudownych gmachów i słynnej (choć kontrowersyjnej) szklanej piramidzie – doskonałe miejsce aby trochę odpocząć. 

27
Potężny gmach Luwru widziany od tyłu.

28
Warto posiadać Paris Muzeum Pass. Stanie w kolejkach mocno się skróci.

29
Fragment gmachu Luwru.

30
Arc de Triomphe du Carrousel - mniejszy łuk Triumfalny, wybudowany również na zlecenie Napoleona. Zaraz za nim znajduje się Luwr.

31
Zdjęcie z cyklu "wyjeżdżam na zakupy ze swojej willi".

32
Kontrowersyjna szklana Piramida Luwru została zaprojektowana przez Ieoh Ming Pei. Jej pomysłodawcą był Prezydent Francji François Mitterrand. Dzięki tej budowie zyskał on przydomek "Sfinks".

33
Piramida Luwru jest także głównym wejściem do muzeum. Jej większa część znajduje się pod ziemią. Don Brown w książce "Kod Leonarda da Vinci" mylnie podawał liczbę szklanych tafli w piramidzie na 666. Jest ich 673.

34
Szerokie 'murki' są dobrym miejscem do wypoczynku (jak widać nie tylko dla zmęczonych turystów).

35
Sam budynek Luwru to arcydzieło.

36
Nike z Samotraki. Jeden z 3 eksponatów Luwru, które kojarzy polski turysta. Zawdzięczamy to nie lekcją sztuki, ale twórczości Leopolda Staffa.

37
Widzicie tren mały obrazek na samym końcu u dołu. To najsłynniejszy obraz świata: Mona Liza. Byliśmy z samego rana więc ludzi (jak widać) garstka :-)

38
Oczywiście żeby dość bliżej do doskonale zabezpieczonego dzieła Leonarda da Vinci, trzeba się było trochę przeciskać.

39
Detale sklepień w Luwrze.

40
"Wolność wiodąca lud na barykady" to jeden z najbardziej znanych w kulturze masowej obrazów Delacroix. Tak przynajmniej twierdzi Wikipedia :-)

41
Zwiedzanie Luwru, pomimo wrażenia, jest dość trudnym zadaniem. Eksponaty opisane są tylko po francusku a sam Luwr jest tak ogromny, że nie sposób wszystkiego spokojnie przejść.

42
Wenus z Milo - to 3 i ostatni eksponat Luwru, który my - dyletanci - jeszcze kojarzyliśmy.

Po odpoczynku wybraliśmy się do pobliskiego Centrum Pompidou, zwanego pieszczotliwie „rafinerią”. To siedziba Muzeum Sztuki Nowoczesnej i biblioteki publicznej Paryża. Nie tylko jednak zbiory są tutaj magnesem dla turystów. Większość przychodzi tu dla samego budynku i jego bardzo oryginalnej formy. Aby powierzchnie wystawiennicze były idealne, wszystkie instalacje zostały wyprowadzone na zewnątrz budynku. Elewację stanowi więc fantazyjna plątanina różnej wielkości rur. Ich kolory oznaczają także przeznaczenie: niebieski – klimatyzacja, żółty – instalacja elektryczna, czerwony – komunikacja (bo i kładki dla zwiedzających są na zewnątrz), zielony – wodociągi. Sama zawartość wewnątrz zrobi wrażenie raczej dla znawców sztuki nowoczesnej. Dla nas chyba jeszcze była za trudna. 

43
To nie żadna rafineria ale galeria. Konkretnie sztuki nowoczesnej (czytaj - niezrozumiałej, bo czy nowocześniej to nie wiem, skoro wiele eksponatów tam wystawianych była sporo starsza od nas).

44
Centrum Pompidou z zewnątrz. Od środka na szczęście jest bardzo spokojnie i stonowane.

45
Paryskie ulice za Centrum Pompidou.

46
Wnętrze maleńkiej pizzerii niedaleko Centrum Pompidou. Nie pamiętamy nazwy, ale pamiętamy, że było nam tam fajnie.

W okolicach Centrum Pompidou znajduje się kilka dość tanich lokali (w tym jedna bardzo mała ale przytulna pizzeria). Po odpoczynku stwierdziliśmy, że trzeba na razie zakończyć zwiedzanie miejsc związanych ze sztuką (2 muzea z rana wystarczą). Pojechaliśmy więc metrem na południowy brzeg Sekwany do Dzielnicy Łacińskiej, gdzie przeszliśmy obok słynnej Sorbony (jeden z najstarszych i najbardziej znanych uniwersytetów w Europie). Naszym głównym celem był położony kilka kroków dalej Panteon. Ten XVIII były kościół dzisiaj pełni rolę mauzoleum słynnych Francuzów. Część z nich jest znana również poza Francją (Victor Hugo, Emil Zola, Rousseau, Wolter czy chociażby Piotr i Maria Curie). Portyk wejściowy wyraźnie nawiązuje do rzymskiego panteonu a sama budowla ma także kilka ciekawostek. W środku do dzisiaj można oglądać wahadło Foucaulta (dowodzące obrotów ziemi wokół własnej osi).Eksperyment ten wykonano po raz pierwszy w Paryskim obserwatorium astronomicznym w 1851 roku, ale powtórzono go kilka tygodni później już pod kopułą Panteonu.

 

C.D.N...

47
Sklepienie Panteonu



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!


Zobacz jeszcze: