Afrodyta, koty i flamingi - tak, to CYPR!
 AUTOR: kamelia2310  /  przeczytano: 2388 razy
 
 
1
Zanim wylądowałam w Pafos, już w Polsce czułam jak w moich tętnicach za sprawą PKP przybywało hormonu, dzięki któremu zwykła podróż rodzi pytania natury "be or not to be". Przejażdżka z Zielonej Góry do Krakowa to naprawdę była walka z czasem. Już za Wrocławiem pociąg zaczął zwalniać i zwalniał aż do momentu, gdy bezruch opanował każdą pojedynczą śrubkę tej żelaznej wstęgi. I tak utknęłam w zupełnej niewiedzy co dalej. Licząc przyjeżdżające i odjeżdżające pociągi pełne pasażerów o rozleniwionych spojrzeniach, czekałam aż zdarzy się cud. Po ponad dwóch godzinach wsiadłam w "komunikację zastępczą". Czasu do odprawy było coraz mniej, bo przecież nie więcej. Jednak odnosiłam wrażenie, że w tym dniu tylko ja widziałam tę prostą zależność. Po 'za wąskich torach', przyjeździe zdecydowanie nie na czas, jednym złamanym preclu krakowskim, taksówce za 200zł i płaczu na lotnisku, by nie zamykali bramki...jako ostatnia weszłam na pokład samolotu. Maszyna się wznosiła, a ja zapadałam w coraz to głębszy sen. Obudziłam się w Pafos. Nie potrzebowałam zbyt wiele czasu, by zorientować się, że kurtka, którą na sobie miałam to odzienie zdecydowanie zbędne. Była końcówka sierpnia, a Cypr jak na najcieplejszą wyspę w basenie M.Śródziemnomorskiego przystało, przywitał mnie należycie. Powitały mnie Barbara i zasuszone figi w białej, papierowej torebce. Samochodem, który spokojnie mógł stać się noclegownią dla co najmniej 5 bezdomnych zostałam przetransportowana do Nicosi, do mojego domu. Mówię o sobie jak o rzeczy, bo tak, wtedy po całym dniu energia witalna była tylko wspomnieniem.

2
Antigonou, ulica przy której mieszkałam, okazała się magnesem przyciągającym największych cypryjskich popaprańców, muzyków i naukowców. Stefanos i Barbara byli dla mnie 'cypryjskimi rodzicami', a w ich biurze pełnym architektów znajdowało się epicentrum wszystkich najdziwniejszych pomysłów. Stefanos biegał na zmianę w dwóch podkoszulkach i okularach z PERIPTERO (kiosku), które dyndały na sznurku. Miał też na sobie spodnie często, bo codziennie. Jego osoba przypominała hybrydę Dumbeldora i muminkowego Włóczykija. Przyłożony do rany zawsze powodował jej natychmiastowe zabliźnienie się i wystąpienie wysypki zaraz obok :)

3
Stefanos i jego dyndające okulary. Warto wiedzieć, że Cypryjczycy na zmianę palą i skręcają nowe papierosy. Tytoń przemieszczałby się na linii dłonie-usta pewnie przez 24 godziny, gdyby wykonalne było palenie przez sen.

Barbara w swoim domu miała wszystko: szczątki kota wykopanego w ogródku, kolekcję ślimakopodobnych tworów zewsząd i ze wszystkiego, wełny, gałęzie, kamienie, szkiełka, lampeczki, pesteczki - WSZYSTKO. Wyznawała zasadę, że każda znaleziona rzecz może się do czegoś przydać. Fakt, potrafiła zrobić coś z niczego. Najlepszym tego dowodem były ironiczne docinki Stefanosa, które wypuszczane w eter i napotykające po drodze na Barbarę, przechodziły przez nią jak przez magiczny młynek, stając się miodem na serce wszystkich mieszkających przy Antigonou.Tak, te pierwsze wrażenia są dla mnie najbardziej jaskrawe. Wspominam o tej wesołej, starszej parze,  bo to właśnie Ci ludzie w dużej mierze sprawili, że Cypr teraz jest moim drugim domem.

4
Na twarzy Barbary zawsze był ten jeden, znamienny uśmiech powodowany ZNALEZIENIEM czegoś, co można użyć. Uważa, że można wykorzystać wszystko, więc zawsze się cieszyła:) Ten krab stał się częścią naszej kolacji, gdy wylądowaliśmy na Cape St. Andrew - najbardziej wysunięta na Wschód część Cypru, gdzie tylko osły zaglądają... no i tureccy żołnierze.

5
Stare miasto poprzecinane jest krótkimi uliczkami, które tworzą labirynty. W zaułkach można znaleźć trabanty o wszystkich kolorach tęczy, inne 'wozidła' i pranie, pranie wszędzie i o każdej porze!

Na wyspie Afrodyty spędziłam ponad pół roku. Z każdym nadchodzącym miesiącem padałam od nowa ofiarą prób, które podejmowali moi cypryjscy przyjaciele, by przekonać mnie w sprawie występowania ZIMY. Owszem, ta pora roku odnotowywana jest w kalendarzu, jednak oprócz najwyższych miejsc w górach Troodos, gdzie śnieg się pojawia i zaraz znika, to na Cyprze zimę można obejrzeć w WIADOMOŚCIACH. Pomimo sielskiego wyobrażenia na temat klimatu tej wyspy, muszę przyznać, że nigdzie tak nie zmarzłam. Dlaczego? Dlatego, że w ich śródziemnomorskiej zabudowie okienka są jak w domkach dla lalek, systemów grzewczych w większości nie posiadają, więcej jest tego, co się NIE ZAMYKA niż domyka. W okolicach stycznia pomimo grubych kotar na oknach, budziłam się rano wydmuchując piękne obłoczki pary. Zasypiałam we wszystkich ciepłych ubraniach jakie miałam, w czapce, szaliku i rękawiczkach. W tym stroju wyjściowym jadłam śniadania i funkcjonowałam przez cały dzień. Zmieniałam tylko to, co pod tą ochronną warstwą ubrań. Z jakiego powodu, zapytacie. A no z takiego, że Cypryjczycy tak bardzo lubią mówić o swojej wyspie jako o najcieplejszej, że absolutnie nie dopuszczają do siebie myśli, że domy należałoby ogrzewać lub chociaż wstawić zamykane okna. To duża hiperbola :), przecież w moim dużym domu był kominek, który dawał ciepło odczuwalne w promieniu 1 metra! 

6
Kiedy usłyszałam hasło "jedziemy w góry" zaopatrzyłam się w buty trekkingowe, ciepłe ubrania i dużo siły, by zdobywać górskie szczyty. Okazało się, że na sam czubek obrośnięty kukurydzą i winoroślami, wjechaliśmy samochodem. Góry Troodos - przed ZIMĄ :)

Cypr to kociołek rozmaitości. Zacząć wywód należy od tego, że choć to jedna wyspa, to mieści w sobie dwa państwa: Turcję i (?) większość Europy. Choć znana jest nam biała flaga z konturem wyspy, ciężko jest ją znaleźć. Państwo jest przedzielone "green line" - nie można mówić "granica". Przez środek stolicy biegnie ta linia, dzieląc Nikozję. Dwa języki: grecki i turecki, dwie waluty, dwa ustroje, dwie kultury (choć prawdę mówiąc jest ich zdecydowanie więcej) i DWA PAŃSTWA. Za każdym razem, gdy ma się ochotę, by przejść na drugą stronę należy poddać się stosownemu "ostęplowywaniu" - po powrocie na "swoją stronę Cypru" również. Tak więc po nie długim czasie czułam się jak celebrytka, ponieważ wywiady z celnikami wcale nie należały do rzadkości. Turecka część Cypru to wspomnienie pełne śmieci i kotów, które swoją droga były olbrzymie. Północna strona wyspy naszpikowana jest strefami militarnymi, do których wstęp jest surowo zabroniony. Trudno jest się nie znaleźć przypadkiem w jednej z nich, bo sama na własnej skórze przekonałam się, że granice bywają ruchome. 

7
Chatki po tureckiej stronie STOLICY. To jest centrum miasta. Takich miejsc jest sporo - sąsiadują one z nowymi osiedlami.

8
Główna ulica po tureckiej stronie Nikozji. Środek tygodnia. Przekroczenie green line jest synonimem podjęcia decyzji o chodzeniu po śmieciach.

Pewnego dnia dowiedziałam się, że Cypr to miejsce odpoczynku flamingów. Słyszałam wiele magicznych opowieści, np. o rzekach, które napełniają się 20 cm wody w okresie "srogiej zimy", gdzie z nieba nie pada nic innego tylko deszcz. Tak więc postanowiłam sprawdzić zasłyszaną nowinkę. Niezwykle się podekscytowałam, bo róż, który w jednym miejscu można zanotować w tysiącach musi robić wrażenie. Flamingi stacjonują na słonych jeziorach. Takie są dwa - jedno w Limassol, drugie w Larnace. Zbiorniki te przypominają kałuże o gigantycznej powierzchni, jednak płytkie - można je przejść na pieszo. W ich pobliżu znaleźć można białe cmentarzystko. Tak więc jeśli chcecie jechać na Cypr i przywieźć muszelki, to zachęcam do uprawiania zbieractwa właśnie tam! 

9
Słone jezioro w Limassol oczarowało mnie paletą barw. Nie wiedziałam czy lepiej patrzeć na niebo, czy na wodę. Zresztą, czy to robi jakąś różnicę?:)

W Limassol flamingi słyszałam, ale ich nie widziałam. Mój głód ptasiego różu nie został zaspokojony. Te barwne ptaki odnalazłam w Larnace. To naprawdę niesamowite. Czułam się jak Alicja z Krainy Czarów. Nie mogłam się nadziwić tym, że ich pióra są tak prawdziwie różowe. Flamingowe rodzinki spacerowały w zbitych grupkach i kiedy jeden ptak odwrócił się zgrabnie na swojej smukłej nodze w lewo - pozostałe zwracały się w jego stronę, a kiedy w prawo, to działo się to samo - niczym bardzo zsynchronizowany balet. Najpiękniejsze chmury jakie widziałam, to te tworzone przez zrywające się do lotu różowe jak wata FLAMINGI!

10
Tu jest zmierzch. Flamingi nie są tak różowe jak w rzeczywistości. Jednak i tak kawałek czarów można poczuć!

Jednak Cypr to nie tylko bajki... choć może. Wszak i w bajkach są ciemne lasy i nocne widziadła. Dnia pewnego wybrałam się na stronę turecką, by zobaczyć St. Hilarion Castle. Zamek, który stał się inspiracją dla W.Disneya, który tworzył przytulne cztery ściany dla Królewny Śnieżki. W pobliżu Kyreni (gr.) lub Girne (tr.) znajdują się już ruiny zamku. Wygląda on jak wykończenie tortu. Wielokrotnie był niszczony, stawał się twierdzą, składowiskiem amunicji, schronieniem dla kobiet, a teraz jest już tylko atrakcją turystyczną. Jednak nie o tej atrakcyjności chciałam mówić. Po dniu pełnym we wrażenia estetyczne na wysokim C, zdecydowałam się razem z moim przyjacielem zejść piechotą do Kyreni. Nie mogliśmy znaleźć górskiej ścieżki, tak więc ruszyliśmy wzdłuż szosy. Po tej drodze jeździły samochody. Ta uwaga może wydać się trywialna, jednak z perspektywy nabiera większego znaczenia. Po niecałych 20 minutach marszu zostaliśmy zatrzymani przez żołnierzy. Dlaczego? Od tak sobie. Został przeprowadzony wywiad dotyczący głównie posiadania samochodu. Nie mieliśmy go, co zresztą panowie w mundurach zauważyli, gdy zerkali na nas przez lornetkę. Pytanie było wyzbyte sensu. Powiało grozą, ponieważ tłumaczyli nam, że po tej drodze nie wolno chodzić pieszo. Wydało się nam to dziwne, ponieważ nigdzie nie widzieliśmy takiego zakazu, strefy militarne były spory kawałek od jezdni. Po długich wyjaśnieniach i upewnianiu się czy nasz spacer jest bezpieczny, ruszyliśmy dalej. Jednak za pagórkiem naszym oczom ukazał się garnizon. Znów zostaliśmy zatrzymani. Patrol nie był szczególnie zainteresowany zgodą NA SPACER wydaną przez ich kolegów zza pagórka. Atmosfera się bardzo zagęszczała. Pomimo tego, że żołnierze zatrzymywali każdy przejeżdżający samochód, nam nie pozwolono się ruszyć. Skoro nie na własnych nogach, to może taksówka? Skądże. Nie mogliśmy po nikogo zadzwonić, ani też wyjechać z jednym z kierowców. Zostawiono nas bez możliwości zmiany położenia. Po kilku godzinach zaproszono nas do środka garnizonu, gdzie zostaliśmy wylegitymowani. I tutaj pojawił się kolejny problem. Mój przyjaciel jest Kurdem, tak więc tureccy żołnierze bez pytania zamknęli nas w celi. Czemu mnie, z polskim paszportem? Dla towarzystwa. Wybuchnęła straszna awantura. Zabrano nam telefony i dokumenty. Zostaliśmy tam na noc. Na drugi dzień wywrzeszczałam sobie prawo do telefonu. Miałam zaufaną osobę siedzącą w sprawach prawno - politycznych więc za zwrotnym telefonem zostaliśmy wypuszczeni. Żołnierz kończący zmianę, wywiózł nas samochodem i zostawił przy głównej drodze 40 km od Nikozji i 25 od Kyreni. Po ostatnich 24 godzinach, złości i frustracji starczyło mi na kolejne 2 godziny marszu. Nie udało nam się złapać stopa z wyjątkiem białego mercedesa, w którym załoga wyglądała na tyle podejrzanie, że bałam się wsiąść. Uznałam,że za następnym zakrętem mój przyjaciel zostanie wyrzucony, a mnie sprzedadzą za dywan. Jednak chwilę później zabrała nas mała osobówka, której kierowcą była nasza znajoma jadąca w odwiedziny do stolicy :) Szczęście!

11
St. Hilarion Castle. Z daleka być może nie zachęca, jednak by zwiedzić wszystkie komnaty należy zarezerwować sobie dobre kilka godzin.

12
A tam w dole czekały już na nas umundurowane krasnoludki! Turecka strona Cypru jest pełna niespodzianek - tych militarnych. Ciągle jest wiele miejsc, gdzie lepiej się nie wybierać.

W tym rajskim zakątku świata nie brakowało pysznego jedzenia. Barbara zdecydowanie wiedziała, co znaczy 'dobre jedzenie'. W jej kuchni roiło się od tradycyjnych przypraw, ziół z Troodos i magicznie wyglądających niezidentyfikowanych przysmaków. Jakkolwiek dobrze pichciła moja zastępcza mama, to PANDORY i tak nie była w stanie przeskoczyć. W Nikozji cukierniczy prym wiodła wspomniana PUSZKA oraz piekarnia ZORPAS. Wchodząc tam o każdej porze dnia i nocy, wychodziło się z pełnymi ustami. Nigdy nie wiedziałam na czym powinnam skupić swoją uwagę... tyle dobroci w jednym miejscu! Cypr pachnie baklawą! O tak, i to wieloma odmianami tego specjału. Na tym skrawku ziemi czułam się jak ryba w wodzie. Choć zwierzę to o przyjemności wypływającej z jedzenia serów wie pewnie nie wiele. Jednak ja poznałam serowych kombinacji sporo: annari, halumi i wiele innych! Pychotka. 

13
Baklawa, tak dużo baklawy! Kiedy pierwszy raz jej próbowałam, byłam odważna i zakupiłam kilka kawałków. Szybko się zorientowałam, że pochłonięcie ich graniczyło z cudem!

14
To dopiero słodycz. Kiedy mój cypryjski przyjaciel podarował mi 'to' w wersji pokrojonej (jak w lewym dolnym roku), zapytałam czemu daje mi świeczki. Na tamten moment niczego innego mi 'to' nie przypominało. Był oburzony, bo to jeden z najlepszych specjałów cukierniczych Cypru. Wyrabia się go z soku winogronowego i mąki. Podaje się w postaci 'galaretki' najczęściej z orzechami na wierzchu lub w takiej podsuszonej :) Dodaje się dużo wody różanej więc ma to posmak po prostu mydła!

Zachód Cypru jest cieplejszy, tam też jest królestwo bananów! W pobliżu Pafos ogromne przestrzenie pokryte są plantacjami tych delicji. Tam również kryją się inne dziwy. Choćby kanion, który tworzą skały kredowe. Czy się tego chce czy nie, zewsząd sypie się biały pył - to przez te skaczące kozice:), a i woda, choć smaczna, to zabiela bardzo skutecznie.

Bardzo nie lubię zwierząt morskich. W okolicach Pafos odkrywając przybrzeżne jaskinie nadepnęłam na ośmiornicę. Ta owinęła mi się zjawiskowo wokół nogi. Nie pozostało mi nic innego jak krzyki, wrzaski i potrząsanie nogą. Zwierzę rozluźniło objęcia macek i spadło. W momencie, gdy przestałam przeżywać spotkanie pierwszego stopnia z wysoce śliskim -fuuuj!- stworem, podjęłam decyzję, by poszukać mojej zguby.

15
Kredowy kanion w zachodniej części wyspy.

16
Moja nie-mała nie-przyjaciółka.

17
Okolice Pafos i miodowe banany. Piękny środek zimy czyli styczeń!

18
Krwawe oczko w pobliżu Nikozji. Podróże po Cyprze to odkrywanie na każdym kroku czegoś nowego. Morze, góry, klify, wodospady... jest wszystko z wyjątkiem rzek :) Jednym z dziwów było krwawe 'jezioro'. W okolicach tego zbiornika wodnego jest bardzo dużo minerałów. Kiedyś zbierano je do wyrobu farb.

19
Lefkara. Wioska słynąca z wydobywania srebra. Kolory zawdzięcza minerałom, ale również roślinności. Do dziś domy ubierane są w takie właśnie odcienie blue! Cypr to bardzo magiczna wyspa. Każdy jej kawałek maluje się innymi barwami!

20
Nie mogłam się na dziwić. Spacerując po Lefkarze myślałam, że to bajka, że to nierealne, by ludzie mieszkali w tak kolorowych posiadłościach. Ah, a mieszkają:)

21
Moje Antigonou! "(...) gdyby ktoś mylnie sądził,że w tej podróży była strata, niech wie, podróże kształcą, a zwłaszcza dookoła świata (...)." Choć nie dookoła świata, a tylko Cypru, to dziś śmiało mogę powiedzieć, że to o mojej podróży śpiewał Marek Grechuta!



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!


Zobacz jeszcze: