Fuerteventura – raj na pustkowiu
 AUTOR: TravelBoss  /  przeczytano: 4131 razy
 
 

Szukając miejsca na spędzenie wakacji w 2009 roku, ustaliliśmy następujące priorytety: 

- po wczasach w krajach muzułmańskich, teraz chcemy zobaczyć coś z bliższego kręgu kulturowego

- ma być spokojnie i z dala od rzeszy turystów (najlepiej hotel na odludziu)

- chcemy mieć dużą plaże przy hotelu i łatwy dojazd do cywilizacji (pobliskie miasta)

Wybór padł na Fuerteventure. To jedna z wysp kanaryjskich, dość popularna wśród Polaków ze względu na cenę  (najniższą na całym archipelagu). Na wyspie brak dużych miast i pięknych zabytków. Wyspa zajmuje powierzchnię niewiele większą niż Gran Canaria, a ma 10 razy mniej ludności (niespełna 90 tysięcy) – co widać na każdym kroku, snując się samochodem po ogromnym pustynnym pustkowiu pomiędzy starymi masywami wulkanicznymi.  Suchy klimat związany jest także z bliskością Sahary.  Ze względu na brak zieleni i pustynny krajobraz, wyspa nie cieszy się tak ogromną popularnością jak Teneryfa czy Gran Canaria. Brak jest ogromnych kompleksów turystycznych. Główne to Corralejo (obłożone głównie przez Brytyjczyków), Morro Jable (Niemcy) i Costa Calma (głównie Niemcy i Polacy). Costa Calma trudno nazwać nawet miastem – to po prostu zespół hoteli, położony przy piaszczystej plaży.   

1
Widok na plaże na północ od hotelu Melia Gorriones, w stronę Costa Calma. Okolice centrum kitesunfingu. W tle góry głównej części wyspy.

Wyspa podzielona jest na dwie części. Pierwsza – północna, jest zdecydowanie większa. Składa się z sieci niewielkich, ciemnych i skalistych pasm górskich pochodzenia wulkanicznego. Niewielka południowa część (półwysep Jandia), przedzielona jest najwyższym na wyspie pasmem górskim z najwyższym szczytem wyspy (Pico de la Zarza – 812 m n.p.m.). Obie części łączy kilkunastometrowy pas jasnych wydm, stanowiących uniesione dno morza. To właśnie na jego wschodnim wybrzeżu leży Costa Calma. 

2
Widok na południe z drogi FV-617 z Pared do Paraja. Jasna część, to podniesione dno morskie, łączące centralną część wyspy z południowym półwyspem . Dalsza, ledwo widoczna cześć, zawiera najwyższe pasmo górskie na wyspie.

Pomimo tego, że ‘Fuerta’ wybierana jest głównie ze względu na cenę, wybór naszego hotelu zdecydowanie odbiegał od tej reguły. Wybraliśmy jeden z najdroższych hoteli na wyspie – Melia Gorriones. Nie wyróżniał się szczególnie na folderach reklamowych (nie było nic, co wyjaśniałoby jego cenę poza jednym zdjęciem). W położonej kilka kilometrów na północ Costa Calmie, były hotele tańsze bądź porównywalnie cenowo, a robiące  większe wrażenie przepychu i luksusu (jak chociażby Rio Calma). Nasz wybór jednak okazał się strzałem w dziesiątkę. Hotel był pełny Hiszpanów (a nie Niemców, Anglików czy Polaków). W trakcie pierwszego tygodnia pobytu byliśmy tam jedynymi Polakami (rezydentka biura przyjeżdżała tylko do nas). Taka sytuacja na wczasach z biura podroży (i to dużego), zdarzyła się nam tylko raz w życiu (nie ukrywamy, że byliśmy z tego powodu bardzo zadowoleni). 

3
Playa de Sotavento - przed przypływem. Ze względu na prawie codzienne zalewanie, piasek nie jest tutaj taki jak nad Bałtykiem. Może to dobrze, ponieważ na całej plaży jest silny wiatr od lądu. Pozostawione koce zasypywane są w kilka minut. W tygodniu z przypływami jest łatwiej.

4
Skryty w wydmach hotel Meria Girriones to prawdziwa oaza na pustyni. Widoczna po lewej stronie czerwona chorągiewka, wyznacza początek strefy szkoleniowej dla Kitesurfingu. W czasie przypływów woda zalewa całą ciemniejszą część plaży.

5
Basen w hotelu Melia Gorriones. Praktycznie nigdy nie był bardziej obłożony - nie było więc problemu ze swobodnym pływaniem. Niedaleko znajdował się także mniejszy basem z podgrzewana wodą.

Hotel słynie ze swojego dość oryginalnego położenia. Widok z balkonów stanowi wielka, schodząca do oceanu pustynia.  Największą atrakcją jest najsłynniejsza plaża na wyspie, kilkunastometrowa Playa de Sotavento .  Plaża ta rozpoczyna się w Costa Calma (piaszczysta ale dość wąska) by po kilku kilometrach, w okolicach hotelu Gorriones, przybrać szerokość w porywach sięgającą pół kilometra.  Jednakże raz dziennie szczyt przypływu zalewa całą plaże zostawiając wąski, niespełna metrowy pas piasku. Miejsce to, to także jeden z najlepszych ośrodków kitesurfingowych, nie tylko ze względu na płyciznę w czasie przypływu (doskonała do nauki dla początkujących, bo prawie pozbawiona fal), ale i ze względu na wiejący tutaj bez przerwy dość silny wiatr. 

6
Uczestnik kursy kitesurfingu na plaży Sotavento.

7
Zielonkawe latawce są wykorzystywane w pierwszych zajęciach kursu. Pomimo że są najbezpieczniejsze i tak mają ponad 7 metrów rozpiętości. Przy tutejszych wiatrach maja więc sporo siły.

8
Przyszedł przypływ - plaża z kilkuset metrów skurczyła się do jednego. Można jednak spokojnie spacerować - głębokość wody waha się w okolicach 70 centymetrów.

9
Kiterusfingowiec w trakcie zabawy na zalanej plaży pod hotelem Melia Goriones.

Fuertaventura – ja nazwa wskazuje – jest wyspą wiatru. Zimne wiatry z nad Azorów, wiejące w stronę pobliskiej Sahary, wtłaczają się w niską część łączącą masywy północnej części oraz ścianę wzgórz południowego półwyspu Jandia. Nabierają przez to prędkości zasilając nią pobliską elektrownię wiatrową oraz latawce kitesurfingowców. Dodatkową atrakcją jest także wyraźne ochłodzenie temperatury w okolicach hotelu Gorriones. Wystarczy udać się kilka kilometrów na północ, do Costa Calma, gdzie wiatry nie sięgają z taką siła, a temperatura z przyjemnych 25 stopni robi się czasem i o 10 stopni wyższa. Nam jednak brak morderczego upału zdecydowanie odpowiadał. 

Jedno z popołudni poświęciliśmy na spacer na drugą stronę wyspy (w końcu jesteśmy w jej najwęższym miejscu). To około 4 kilometry spaceru bezdrożami. Niestety nie można tam dojechać samochodem, gdyż to teren parku narodowego (nie wszyscy się jednak do tej zasady stosowali). Wybierając się na spacer nie można zapomnieć o dobrym okryciu głowy i wysmarowaniu się kremem do opalania. Brak jakiegokolwiek cienia na trasie można boleśnie odczuć gorączką w trakcie najbliższej nocy.  Zachodnie wybrzeże niczym nie przypomina rozłożystej plaży przy hotelu. Tutaj widać działania wiatru oraz silnych fal. O kąpieli można zapomnieć. Wybrzeże kończy się kilkunastometrowym klifem. Na szczęście w wielu miejscach można z niego zejść. To właśnie tutaj widać działanie wiatru: erozję klifów oraz poszerzanie zabranym piaskiem Playa de Sotavento. Dla widoków na wielkie fale rozbijające się o skaliste klify warto przyjść w to miejsce. 

10
Zachodnie wybrzeże, tylko kilka kilometrów od Costa Calma, to całkowite przeciwieństwo Playa de Sotavento. Ciągłe wiatry od morza i wysokie fale zrobiły swoje. Widoczny w oddali samochód dobrze oddaje skale tych klifów.

11
Wiewiórki ziemne to najczęściej spotykane zwierzęta na wyspie (po kozach).

Moim zdaniem, półwysep Jandia jest najciekawszym miejscem na wyspie. Pomimo tego, iż ma podłużny kształt, przejazd z północy na południe jest o wiele prostszy niż przedostanie się pomiędzy wschodnim a zachodnim wybrzeżem. Cały półwysep przedzielony jest pasmem górskim, sięgającym ponad 700 metrów (od strony zachodniej to praktycznie pionowa ściana). Jedyny możliwy przejazd wije się skalistą drogą na przełęcz położoną na sporej wysokości. Pomimo konieczności jazdy po wertepach i niezabezpieczonych serpentynach, warto jednak odwiedzić tę część wyspy. Jedyna podupadła wieś Cofete, to zbitek kilku prawie walących się chat wokół których snują się kozy. Jedyna zlokalizowana tam kawiarnia mimo siermiężności jest jednak dość przyjemna. Człowiek ma wrażenie przebywania w innym świecie.  Do Cofete przyjeżdżają nie tylko nieliczni turyści wypoczywający po drugiej stronie półwyspu. Ze względu na wspaniałą, piaszczystą i ogromną plażę z cudowną ścianą ciemnych szczytów w tle oraz wielkie fale gnane zachodnimi wiatrami, to miejsce stanowi częsty kierunek młodzieży z deskami surfingowymi. Rozbijają oni namioty na plaży i spędzają tam czasem kilka dni, prawie odcięci od świata. Do pełni szczęścia brakuje tylko starego VW Transportera, pomalowanego w hipisowskie barwy. Dla nas, poszukujących spokoju, praktycznie pusta, wielokilometrowa plaża w Cofete, była rajem. Z resztą cała południowa i zachodnia część  półwyspu Jandia ma swój interesujący charakter. Zaraz za Moro Jable kończy się asfalt i aby dojechać do latarni morskiej na południowym cyplu wyspy, trzeba pokonać około 30 kilometrów skalistych bezdroży. Gdzieś w połowie trasy jest rozjazd, który prowadzi serpentynami na przełącz i do Cofete. Warto zabrać z sobą auto z napędem na cztery koła. Przedstawiciele firm wynajmujących samochody ostrzegają, żeby zwykłymi samochodami nie wolno zjeżdżać z asfaltowych dróg. My jadąc naszym 4x4 (cabrio) często jednak mijaliśmy zwykłe samochody skaczące na wertepach na południe od Moro Jable. Nasze Suzuki Jimny możemy polecić z  czystym sumieniem – nie było droższe w wypożyczalni od zwykłego VW polo, a jazda z odkrytym dachem i napędem na cztery koła po skalistych serpentynach jest  niezaprzeczalną frajdą. 

12
Droga na południowy kraniec wyspy. Kamienna nawierzchnia i brak jakiekolwiek infrastruktury przez kilkadziesiąt kilometrów. Frajda za to ogromna.

13
Okolice latarni morskiej na południowym krańcu wyspy Widok na góry półwyspu Jandia. Ich najwyższy szczyt praktycznie zawsze jest w chmurach.

14
Miejsce spotkania się fal z zachodniej i wschodniej części wyspy.

15
Widok od południa na zachodnią część wyspy. Nie da się tą strona przejechać. Jedyna droga prowadzi przez zasłonięte chmurami góry.

16
Zachodnia część półwyspu Jandia widziana od południa. Zdjęcie zrobione z przełęczy którą prowadzi droga ze wschodniej części. W oddali widoczny jaśniejsza część łącząca półwysep z resztą wyspy

17
Słynna, opuszczona willa Gustawa Wintera. Krąży o niej wiele legend (związanych głównie z Nazizmem). Willa mieści się u stup stromej ściany najwyższego szczytu na wyspie. Szczyt jest prawie cały czas w chmurach - co tylko potęguje złowrogi nastrój tej okolicy.

18
Willa Wintera to praktycznie jedyny budynek w całej okolicy. Kilka kilometrów dalej jest tylko mała wieś Cofete. W tej części półwyspu nie ma już nic innego.

19
Owce i kozy to jedyne towarzyszki jazdy po wertepach okolic Willi Witera. W tle widać zabudowania wsi Cofete (to cała wieś)

20
Nasze 4 na 4 cabrio :-). Wygląd dziecinny ale frajda z jazdy spora. Zostawiliśmy go na tych skalistych wertepach aby udać się na plaże.

21
Plaża w Cofete jest fantastyczna. Co z tego że nie da się kąpać bo fale zakrywają horyzont. To kilkadziesiąt, odciętych od świata, kilometrów piasku, gdzie praktycznie nie ma żywej duszy. Dla nas - najlepsze miejsce na całej wyspie!

Objazd wielką, północną częścią wyspy nie zrobił na nas wielkiego wrażenia. To w istocie pustkowie przetykane starymi, powulkanicznymi wzgórzami (gdzieniegdzie widać wyraźne stożki wulkaniczne). Fuerta to najstarszy z wysp kanaryjskich, więc wiele ze starych wzgórz zdążyło już ulec erozji. Rozrzucone po pustkowiach senne wsie i niewielkie miasteczka mają jednak fajny koloryt naprawdę biednej prowincji, której próżno szukać w kontynentalnej części Hiszpanii. Położony na północy kurort Corralejo to dość spore miasteczko, pełne hoteli, kurortów i Anglików. Ma kiepską, skalistą plażę więc większość gości spędza czas w pubach na promenadzie oglądając transmisje Premier League. Kilka kilometrów od plaż Corralejo znajduje się niewielka, wysepka (prawdę mówiąc wystający z morza stożek wulkanu). Można się tam dostać niewielkim promem na wycieczkę. Psuje jednak ona (moim zdaniem) krajobraz wybrzeża.  

22
Widok na półwysep Jandia z punktu widokowego na północ od Costa Calma. Szczyty jak widać zawsze w chmurach.

23
Niedaleko Costa Calma znajduje się całkiem spory kompleks rozrywkowy Oasis Park. Wielkościowi nie dorównuje naszym ogrodom zoologicznym, ale sposobem organizacji jest nam jeszcze do nich daleko.

24
Sama organizacja zwiedzania parku składa się z uczestnictwa w rozpoczynających się o ustalonych godzinach pokazów. Jest ich całkiem sporo. Na nas największe wrażenie zrobił pokaz ptaków drapieżnych. Zostały wywiezione samochodem terenowym daleko od parku, by w trakcie pokazu pikować wprost z chmur łapiąc w locie wyrzucone w powietrze przynęty. Robiło to spore wrażenie.

25
Jak widać ptaki też nie były niczego sobie. Orły, sępy, wielkie sowy itp.

26
Krajobraz wewnętrznej części wyspy.

27
Gdzieniegdzie widać odrestaurowane stare wiatraki - kiedyś na nich opierało się życie wyspy.



Podobała się relacja?   Załóż konto i dodaj własną!


Zobacz jeszcze: